Facebook Google+ Twitter

A może jednak: Arcturus - "The Sham Mirrors"

"A może jednak" to cykl artykułów poświęconych mało znanym w Polsce oraz często niedocenianym płytom i wykonawcom. Celem tych materiałów jest wspieranie dobrej muzyki, której mimo jej niewielkiej popularności, również warto słuchać.

Okładka płyty / Fot. ArcturusW dzisiejszym, świątecznym wydaniu "A może jednak" chciałabym podzielić się jednym z moich największych odkryć w dziedzinie muzyki metalowej. Mam tu na myśli płytę "The Sham Mirrors" norweskiego zespołu Arcturus. Jest to jeden z najbardziej cenionych albumów w gatunku metalu awangardowego.

Muzyka zawarta na "The Sham Mirrors" (2002 r.) odznacza się bardzo ciekawym brzmieniem gitar i fortepianu oraz świetnymi wokalami. Poszczególne partie instrumentalne potrafią równocześnie zachwycać klimatem i niepokoić swoją nieokiełznaną energią. Momentami pojawiają się również efekty znane z trip hopu, elektroniki i muzyki industrialno-ambientowej, podkreślając eksperymentalny charakter albumu.

Innym ciekawym aspektem tej płyty jest jej orkiestralność, którą chyba najlepiej oddaje piosenka "Ad Absurdum". Brzmi ona tak, jakby była napisana na potrzeby jakiegoś mrocznego, symfonicznego przedstawienia. Obecność gwałtownych zmian tempa i nieprzewidywalność całej kompozycji nie pozwalają się nudzić. Zniekształcone, skaczące partie gitar w połączeniu z pozostałymi instrumentami budują najbardziej wyważony i moim zdaniem najlepszy kawałek tego albumu.

Następny utwór pt. "Collapse Generation" również prezentuje bardzo wysoki poziom. Kompozytorzy płyty w tym miejscu po raz kolejny próbują godzić wodę z ogniem, opierając świetny klimat na morderczym, energetycznym akompaniamencie. Tak też, po krótkim intrze słuchacz jest nagle zasypany gradem pędzących z ogromną prędkością dźwięków perkusji, którym wtórują cięte, kwaśne gitary. W całym tym hałasie rządzi jednak bardzo adekwatna, przeszywająca wszystko z ogromnym wdziękiem partia klawiszy. Bez niej zarówno początek, jak i koniec utworu byłyby normalną, metalową "nawalanką". Dlaczego tylko początek i koniec? Ponieważ w środkowej części piosenki można odczuć znaczne spowolnienie, zapowiedziane przez krótki motyw kojarzący się z melodią kołysanki. Dopiero w tym momencie pojawiają się wokale, a słuchacz ma chwilę na złapanie oddechu. Nie trwa to jednak długo i po krótkiej przerwie piosenka znów się rozpędza, nie zwalniając aż do samego końca.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.