Facebook Google+ Twitter

A może jednak: The Gathering - Nighttime birds

"A może jednak" to cykl artykułów poświęconych mało znanym w Polsce oraz często niedocenianym płytom i wykonawcom. Celem tych materiałów jest wspieranie dobrej muzyki, której mimo niekoniecznie wielkiej popularności również warto słuchać.

Okładka płyty "nighttime birds" / Fot. GatheringW pierwszym wydaniu tego dosyć dziwnego projektu chciałbym zająć się czwartą płytą holenderskiego zespołu The Gathering zatytułowaną "Nighttime birds". Grupa po raz pierwszy zagrała w Polsce w 1997 r. w Krakowie. W tym samym czasie ukazała się również opisywana w tym materiale płyta.

Poprzedni krążek zespołu zatytułowany "Mandylion" (wydany w 1995 r.) zyskał sobie ogromną popularność wśród fanów muzyki rockowej i metalowej na świecie. Był to pierwszy album The Gathering, na którym wszystkie partie wokalne zaśpiewała kobieta. Pomysł ten stanowił niemałą niespodziankę dla ówczesnych sympatyków zespołu, który na początku swej muzycznej drogi grał głównie death/doom-metal z demonicznymi męskimi wokalami w roli głównej. Pojawienie się "Mandylionu" ugruntowało pozycję utalentowanej wokalistki Anneke van Giersbergen, która od tej chwili stała się jedynym głosem zespołu na scenie. Jej śpiew określany czasem jako "anielskie zawodzenie" jest zawsze pełen rockowej energii i kobiecego wdzięku. Stanowi również ciekawą alternatywę dla typowych kobiecych wokali w metalu, które są albo bardzo wysokie, słodkie i symfoniczne (np. Sirenia, Epica, Nightwish) albo growlująco/krzyczące (np. Arch enemy, Sinful souls).

Można powiedzieć, że na płycie "Mandylion" muzycy The Gathering mogli po raz ostatni naprawdę wyszaleć się muzycznie, grając "gotycki" metal w najlepszym wydaniu. W czasie, w którym tworzono kolejny album, grupa postanowiła zaproponować coś spokojniejszego, momentami bardziej minimalistycznego. Tak właśnie powstał "Nighttime birds" wyznaczając przy tym kierunek dalszego rozwoju zespołu. Nowe utwory były odrobinę lżejsze, cichsze i mniej czadowe, zostawiając więcej miejsca w przestrzeni brzmieniowej dla natchnionej wokalistki oraz różnych mniej lub bardziej psychodelicznych efektów. Pojawiły się również krótkie, czasem tylko 3-minutowe piosenki.

Pierwszą kompozycją na albumie "Nighttime birds" jest bardzo mocna i rozbudowana "On most surfaces (inuit)". Ciężkie i zimne brzmienie gitar dopełnia tutaj tekst, który opowiada (prawdopodobnie) o poszukiwaniu odrobiny ciepła na jakiejś lodowej pustyni. Intro, a także bliźniacze outro utworu, brzmi bardzo majestatycznie, nawiązując odrobinę klimatem do melodii granych przez Eskimosów z Grenlandii.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.