Facebook Google+ Twitter

A mury jeszcze nie runęły

Od wprowadzenia stanu wojennego minęło 25 lat. Czy rozliczać, a jeśli tak, to kogo? Może wystarczy pamiętać?

Rzeszów, plac przed FarąObchody 25. rocznicy stanu wojennego odbywały sie w wielu miastach Polski. W Rzeszowie, podczas obchodów rocznicowych, na placu przy krzyżu koło kościoła Farnego, złożono kwiaty. Ludzie zapalali znicze. Były wspomnienia, poczty sztandarowe, odśpiewany hymn narodowy. Po uroczystościach grupa uczestników i "tylko" obserwatorów rozeszła się. Pozostała cisza grudniowego wieczoru płomienie świec i moknące w deszczu biało czerwone wstęgi przy wieńcach.

Pamiętamy i co dalej

Kilka dni temu przeczytałam w internecie wypowiedz na forum, jedno z wielu wspomnień grudnia 81'. Mający wtedy dwadzieścia kilka lat mężczyzna pisał, że zamiast stanu wojennego woli pamiętać o innych wydarzeniach tego roku. Chodziło o kryzys w jego rodzinie, a potem szczęśliwe jego zakończenie. Pisał, że nie ma co karmić się tym, co za nami, trzeba żyć tym i w tym, co mamy teraz.
Ale czy wspomnienie ważnych dla naszego narodu wydarzeń rzeczywiście sprowadza się do rozdrapywania ran? Oczywiście, im więcej zła ktoś wtedy doświadczył: prześladowań, znoszenia piętna "wroga systemu", temu trudniej o dystans. Trzeba próbować, na ile to tylko mozliwe, z dystansem i rozwagą rozliczać tamte dni.

Długo jeszcze nie poznamy prawdy, jak wielu zostało pokrzywdzonych na skutek czystek w czasie i po stanie wojennym. Nie poznamy też tysięcy nazwisk tych, którzy po prostu pomagali, bo taki był obowiązek i nie wyobrażali sobie, by można było inaczej. Tym wszystkim należy się nasza pamięć.

Walka o prawdę

Nie można zamknąć historii do szuflady. Pole rażenia rozchodzi sie przez lata, promieniowanie tylko możefot. A. Karłowska być dwojakie: dobre lub złe. Nie ma wydarzeń obojętnych dla życia społeczeństw, to tylko ludzie mogą udawać obojętność wobec wydarzeń.

Wciąż są prokuratorzy, którzy chcą poznać prawdę i znaleźć winnych ponad 100 zabójstw z lat 1981-1989. Pierwsze utrudnienia już na początku np. trudne do wytłumaczenia trwające po kilka tygodni oczekiwanie na uzyskanie identyfikatora, by mieć dostęp do tajnych dokumentów. Ludzie, którzy w latach 80. dopuszczali się zbrodni, za swą pracę byli nagradzani m.in. awansami na wyższe stanowiska. Czasy sie zmieniły, ludzie pozostali, pełnione funkcje często też, a już z pewnością kontakty.

Czekać? Z pewnością. Potępiać ludzi - nie, bo to nie jest rozwiązanie. Rozwiązaniem jest rzetelnie prowadzone sledztwo. Może przyjdzie nam poznać prawdę o niewyjaśnionych zbrodniach, które miały przecież swoich świadków. Mury jeszcze nie runęły.




Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Chodzi m.in. o to, by dawny, "szeregowy" członek "Solidarności", dziś - rencista ledwo wiążący koniec z końcem nie był zaczepiany na ulicy przez spasionego bydlaka - dawniej oficera UB, który z szyderczym uśmiechem pyta: "No, panie taki, a taki? Jak się panu powodzi w wolnej Polsce? Bo mnie znakomicie..!"
Chodzi o to, żeby ksiądz, który ocala twarz polskiego Kościoła nie był przez kogokolwiek (!!!) nazywany "nadubowcem".
Chodzi o to, żeby dziennikarzowi, który w dokumentalnym filmie sportretował środowisko krakowskich "ludzi honoru" (dawniej - "nieznanych sprawców"), tacy jak były towarzysz pułkownik Kazimierz Aleksanderek (dziś - biznesmen), nie ośmielali się grozić śmiercią...

Plus dla Autorki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.