Facebook Google+ Twitter

A to Polska właśnie...

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2006-10-21 14:07

W Polsce dominuje polityka „otwartych drzwi”. Polityków jednak nie interesuje, czy do drzwi tych prowadzą jakieś schody...

Najważniejsi politycy w kraju deklarują otwartość na rozmowy, zapewniają o swoich dobrych intencjach, o gotowości do działania. Niestety na tym się kończy. W momencie, kiedy jest duża szansa nie tylko na zamknięcie rozdziałów historii ciągnących się jeszcze od 1989 roku, ale przede wszystkim na rozpoczęcie pisania tych całkiem nowych, kiedy Polska ma niepowtarzalną szansę na poprawę swojego "wyglądu", a Polacy na poprawę swojego bytu, politycy urządzają sobie śmigus-dyngus, wylewając na siebie, co chwilę, wiadra pomyj. Mamy kolejny paraliż polityczny, a martwota życia publicznego jest coraz większa.

Polska (nie)solidarna

Po siedemnastu latach demokracji jesteśmy jako naród mocno podzieleni. Różnice zdań są bardzo wyraźne, zarówno w ocenie obecnej sytuacji kraju, jak i perspektyw na przyszłość. Różne są nasze cele, oczekiwania, różne mamy systemy wartości. Dlatego wciąż istnieją próby, aby tak skomplikowaną rzeczywistość społeczną uprościć, podzielić odgórnie. Stąd Polska „A” i „B”, „wygrani-przegrani demokracji”, moherowe berety vs. aksamitne kapelusze – to podziały, które nie uwzględniają kategorii pośrednich. Do nich należy także funkcjonujący, co najmniej od roku, podział na „liberalnych” i „solidarnych”.

Śmieszne i straszne zarazem jest to, że wszyscy politycy mówią o solidarności Polaków, o wspólnocie, zapominając, że sami, w sposób niemalże naturalny, podziały wśród Polaków tworzą. Jak mogą chcieć solidarności narodu, gdy sami mają trudności, żeby podać sobie rękę, nie mówiąc już o jakiejkolwiek współpracy. Apele o dialog, wspólne dobro, podkreślanie wyższych wartości to mało znaczące deklaracje. Bowiem solidarność, drodzy politycy, to sfera życia społecznego, owszem, odnosząca się do słowa, ale w równym stopniu także do czynu. Dlatego też, polskie społeczeństwo potrzebuje dialogu społecznego, rozmowy, porównywania stanowisk. Właśnie w dialogu jest miejsce na wyartykułowanie swoich potrzeb przez wiele środowisk i szukanie najlepszych rozwiązań. Polityka i demokracja – powtarzając za dr Barbarą Fedyszak-Radziejowską – powinna uczyć pokory wobec zasady, iż każde rozwiązanie ma swoją wewnętrzną hierarchię celów, kosztów społecznych i konsekwencji, a debata publiczna winna służyć uczciwemu przedstawieniu każdego z proponowanych rozwiązań. U nas jednak, politycy i dziennikarze potrafią jedynie wyolbrzymiać podziały społeczne i podgrzewać temperaturę dyskusji.

Druga wojna na górze czy wciąż ta sama?

Nie od dziś wiadomo, że nie rozwiązywany konflikt społeczny burzy tkankę społeczeństwa. Zaś zdolności do dialogu, do lepszej komunikacji trzeba budować w społecznościach przez lata. Być może jest tak, że politycy nawzajem obrzucając się błotem, czują się w swoim żywiole, ale taki wygląd debaty politycznej nie rokuje zbyt wysokiej frekwencji wyborczej. Ludzie naprawdę mają dość. Nie tylko odwracają się od polityków, ale unikają także aktywności w swoim lokalnym środowisku. Można odnieść wrażenie, że różne grupy społeczne zamykają się we własnym gronie, że debata o różnych ważnych problemach zanika, zanim tak naprawdę się narodziła. Przeciętny obywatel ma okazję obserwować jedynie, zapewne z coraz większym grymasem na twarzy, kłótnię - nazwaną już przez niektórych „drugą wojną na górze”. Problem w tym, że to jest wciąż ta sama wojna, której rezultat jest cały czas podobny – nieudolność władz, zmarnowane szanse, brak perspektyw dla młodych, odwrót społeczeństwa od polityki.

Przykre jest to, że ci, którzy powinni uczyć dialogu, szacunku do drugiego człowieka i do jego poglądów, w tę „wojnę na górze” zaangażowani są najbardziej. Zatem nie tylko politycy, ale także dziennikarze, publicyści czy intelektualiści. Niektórzy autorzy, zapewne pod wpływem niemałych emocji, zamiast opisywać, patrzyć na pewien podział z góry, wpisują się w niego. Nie apeluję o apolityczność komentatorów, bo wszyscy oceniamy przez pryzmat swoich poglądów i naciskanie na apolityczność jest po prostu szkodliwe (niszczy zaufanie społeczeństwa do elit). Chcę jednak zwrócić uwagę na fakt, że autorzy ci przyjmując argumenty tylko jednej strony sporu, wrzucają argumenty tej drugiej do jednego worka („antykaczorowa histeria”, „prawicowe zaślepienie”) i zarzucają jej brak merytoryczności (wystarczy niewielki wysiłek a, zapewniam wszystkich, argumenty merytoryczne znajdą się po obu stronach). Już sam sposób odnoszenia się do przeciwników, a także i retoryka tych tekstów wskazują na to, że autor zwraca się jedynie do jednej ze stron, bo drugą po prostu obraża, a nie próbuje przekonać.

Koalicja-opozycja

Debata na polskiej scenie politycznej od wielu lat opiera się właściwie na tym samym schemacie. Rządzący (dzisiaj z PiS na czele), ulegają tzw. „syndromowi boga” – to termin obecny ponoć w środowisku medycznym, opisujący przekonanie lekarzy o własnej nieomylności i wszechmocy. Warto zauważyć, że Jarosław Kaczyński przez wiele lat krytykował rządy „pookrągłostołowe”, a zwłaszcza środowisko Unii Wolności i „Gazety Wyborczej” za propagowanie jedynie „słusznej drogi rozwoju Polski” i za obcesowe krytykowanie wszystkiego, co się jej sprzeciwi. Czy obecny premier nie popełnia teraz tego samego błędu? Czy każdy, kto sprzeciwia się CBA albo broni Balcerowicza, należy do „układu”? Czy nie stawia sprawy w sposób, jak jego poprzednicy: kto nie z nami, ten przeciwko nam?

Opozycja zaś (tu z Platformą na czele), nie zostawia na rządzie suchej nitki. Krytykuje z pasją, zawziętością godną małego dziecka, domagającego się w sklepie lizaka. Kiedyś w ten sposób krytykował Kaczyński, dziś to on stał się celem podobnych ataków. To zaś przekłada się na społeczeństwo, na nastroje społeczne, na społeczną aktywność. Jeszcze całkiem niedawno wydawało się, że dialog może w końcu zaistnieć, że politycy rzeczywiście mogą się porozumieć w imię dobra wspólnego. POPiSowa koalicja nie doszła jednak do skutku. Dzisiaj między politykami tych partii jest ogromna przepaść.

Politycy jak lekarstwa

Być może politycy nie potrafią ze sobą współpracować, dlaczego nie potrafią nawet ze sobą rozmawiać. Być może są już po prostu „przeterminowani”. Żyjąc cały czas starymi konfliktami, nie tylko nie idą do przodu, ale nie są w stanie zmierzyć się z przeszłością i w końcu się od niej uwolnić. Politycy przyczynili się do powstania paradoksalnej sytuacji. W momencie, gdy wzrasta, jak pokazują badania, zadowolenie Polaków ze swojej sytuacji, drastycznie spada zaufanie do całej sceny politycznej i wszelkich działań polityków.

Polska stoi obecnie przed wielką szansą na cywilizacyjny skok - możemy pozyskać pieniądze na autostrady, oczyszczalnie, remonty budynków administracji etc. Jest możliwość ulepszenia infrastruktury, rozpoczęcie nowych inwestycji, stworzenie nowych obszarów zatrudnienia. Potrzeba jednak współdziałania i ciężkiej, dość mozolnej pracy, zarówno na poziomie lokalnym, jak i ogólnopaństwowym. Jest to jednak szansa, którą łatwo zmarnować. Czy obecni politycy są w stanie ją wykorzystać? Może podobnie jak przeterminowane lekarstwa choremu już nie pomogą? Mogą natomiast zaszkodzić...

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 07.03.2007 18:31

Szanowny Panie Tomaszu!
Polityka "otwartych drzwi" to KPINA.!!!
Z Pańskiego tekstu wynika, że nie wie Pan, kto jest przyczyną tego, że politycy żrą się jak psy.!!!
Winien jest PAN - tej sfory psów.! A kto to taki??? Ano władcy pieniądza, którzy go tworzą bez opamiętania, przyprawiając go SOSEM lichwy, tworząc z pieniądza gnojówkę, którą następnie handlują.
Jest jednak na to globalne oszustwo skuteczne lekarstwo.
Więcej informacji na moim blogu; http://husarz33.bblog.pl/

Komentarz został ukrytyrozwiń

swietny artykul:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.