Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16929 miejsce

A to Polska właśnie. Sorry za takie SORy

Coraz dłuższe kolejki do lekarzy specjalistów i na badania. W drodze na oddział jest mur bezduszności, obojętności, bałaganu czyli Szpitalny Oddział Ratunkowy. Zwany prześmiewczo saloonem rozpaczy. Tak niestety dzieje się też w Warszawie.

 / Fot. J. Kirzyński/ Zdjęcie inscenizacyjneSyn mego licealnego kolegi zasłabł w pracy i karetką pogotowia przewieziony został do szpitala. Zgodnie z procedurą najbliższego. Z karetki przesadzono go na drewniane krzesło i pouczeniem, że ma czekać na swoją kolej. Dochodziła godzina trzynasta.

Gdy się na dobre ocknął, dojrzał wokół siebie tłum chorych, niedołężnych, przeważnie starych ludzi.

Po godzinie ktoś założył mu na rękę opaskę z kodem i bez słowa odszedł.

Minęła kolejna godzina gdy podszedł do niego ratownik medyczny i zmierzył ciśnienie oraz osłuchał.

- Dobrze? – zapytał zaniepokojony pacjent.

- Wszystko powie lekarz.

Rozejrzał się po sali. Po przeciwnej stronie było kilka leżanek, wszystkie krzesła były zajęte. Wiele osób potulnie oczekiwało na przyjęcie przez lekarza, opierając się o ścianę. Inni byli podtrzymywani przez osoby towarzyszące.

- Szwy się rozeszły, rana pooperacyjna otwarta - starała się zainteresować problemem ojca, kobieta z białą kurtką przewieszoną przez lewą rękę.

- Proszę spokojnie czekać, nie rozerwę się…

- Siostro potwornie mnie głowa boli - kolejny raz prosił o pomoc starszy mężczyzna. – Walczyłem na wojnie…

- Nie jest pan tu najważniejszym pacjentem…

Usłyszał swoje nazwisko i wszedł do gabinetu. Sympatyczna pani doktor „ rozpytała na okoliczność znalezienia się w szpitalu”, poinformowała o zleceniu badań i odesłała do kolejki.

Okazało się, że jego krzesło zajęła dziewczyna ze swym chłopakiem.

Po chwili ratownik pobrał krew, a pielęgniarka podłączyła mu kroplówkę z solą fizjologiczną.

-Ten pan „frontowiec” jest tu od jedenastej, a dopiero krew mu pobrali - poinformowała go sąsiadka. Odruchowo spojrzał na zegarek, dochodziła godzina osiemnasta. – A ten drugi pan, o ten w białym sweterku, to czeka od wczoraj. Łóżka dla niego nie mogą znaleźć.

 / Fot. J. Kirzyński/ Zdjęcie inscenizacyjnDostrzegł mężczyznę w zniszczonej bieliźnie zaglądającego w różne kąty.

- Mogę panu pomoc? Czego pan szuka? - zapytał.

- Swoich…

O dwudziestej wezwany został na konsultację neurologiczną.

- Neurolog poświęcił mi sporo czasu, badał spokojnie, dokładnie - powiedział mi później. – Jestem mu naprawdę bardzo wdzięczny. Kiedy powiedziałem, że boli mnie głowa i nie dostałem do tej pory żadnej tabletki, podarował mi dwie saszetki jakiegoś specyfiku, do zażycia po powrocie do domu.

Do godziny dwudziestej trzeciej czekałem na wypis.

Poprosiłem panią pielęgniarkę o zdjęcie wenflonu.

- Pan nie jest jedynym naszym pacjentem…

Pacjentem przestałem być tuż przed północą.

Odwiedziłem w godzinach popołudniowych mego rozmówcę w warszawskim szpitalu. Patrząc na warunki w jakich przebywał bałem zapytać się, następnego dnia, o przemyślenia dotyczące stołecznej służby zdrowia.

Oby jak najmniej takich doświadczeń.





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.