Facebook Google+ Twitter

A w „prywatnej klinice” - wesoło

Jeśli w ostatnią sobotę tegorocznego karnawału nie chcesz potańczyć, to przynajmniej zafunduj sobie świetną zabawę w świątyni Melpomeny. Polecam „Prywatną klinikę” w reżyserii Jerzego Bończaka w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze.

Lubuski Teatr im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze / Fot. Jola PaczkowskaLekka treść, zabawne omyłki, wartka akcja i niespotykanie dowcipne i inteligentne dialogi to chyba najważniejsze zalety farsy, której autorami są John Chapman i Dave Freeman. Mowa o reżyserowanej przez Jerzego Bończaka „Prywatnej klinice”, która na szczęście z chorobami i lekarzami nie ma nic wspólnego.

Rzecz dzieje się w domku uroczej Harriet, niesłychanie przedsiębiorczej, aczkolwiek amoralnej istotki, która jak mało kto potrafi zapętlić życie sobie i swoim gościom - kochankom, ich żonom, najlepszej przyjaciółce i jej byłemu mężowi. I choć wiadomo, że wszystko musi skończyć się dobrze, widz cały czas zastanawia się, jak bohaterom uda się wybrnąć z coraz bardziej skomplikowanych sytuacji.

Nikt z gości Harriet nie ma jednak do niej pretensji, wszyscy z uwagą wysłuchują mądrości życiowych wypowiadanych przez nią z lekkością i wdziękiem. Mężczyznom wyjaśnia, że jeśli czasem korzystają z taksówki, to nie znaczy, że muszą pozbywać się swego samochodu. Aby po chwili zrobić oko do kobiet, przekonując je, że mężczyzna jest jak żarówka. Kiedy się przepali, trzeba wymienić ją na nową.

I jak tu nie kochać Harriet, która po prostu pragnie żyć w luksusie, nie podejmując zbytniego wysiłku? Drobne wady widz wybacza także innym bohaterom sztuki, np. pijanemu Ryszardowi, weterynarzowi, który z wielkim zaangażowaniem bada puls… kołnierzowi z lisa, by stwierdzić ze smutkiem: - Za późno, biedaku.
I choć to nie klinika, jeśli potrzebujesz terapii, chcesz odreagować stres, śmiech do łez i dobra obsługa gwarantowane.

Harriet - Tatiana Kołodziejska
Anna - Marta Artymiak
Mildred - Wioletta Sokal
Magda - Beata Sobicka-Kupczyk
Alek - Tomasz Karasiński
Gordon - Wojciech Czarnota
Ryszard - Janusz Młyński

Zobacz zdjęcia ze strony teatru.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Widziałam to przedstawienie i bawiłam się równie dobrze jak autorka tekstu. Pierwsza część spektaklu rozwija się dość niemrawo, ale za to druga składa sie niemal wyłącznie z zaskakujacych, śmiesznych potyczek słownych, tak że sala nie milknie właściwie od wybuchów śmiechu. Polecam sylwestrowe przedstawienia Teatru Lubuskiego. Jeszcze się nie zawiodłam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Part, cóż Ty taki wstydliwy? :-)

Ja niestety do Zielonej nie dotrę w najbliższym czasie, ale może na sztukę wyślę szwagierkę, boć ona z... Nowej Soli pochodzi :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.02.2008 10:02

A w kwietniu jeszcze bedzie mozna to zobaczyc? :) Bo wstyd sie przyznac, ale w Zielonej Gorze w zyciu jeszcze nie bylem :(

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.