Facebook Google+ Twitter

"Aaa, zatrudnimy clowna". Słodko-gorzka opowieść o śmiechu

Kandydat na clowna powinien być radosny, zabawny i znać miliony sztuczek. Okazuje się jednak, że nie każdy clown tryska energią i rzuca dowcipami. A takich clownów nie chce się zatrudniać.

 / Fot. mat. pras. teatruDzieło Matei Visnieca w aranżacji scenicznej Marcina Hycnara to sztuka dziwna, niekompletna. Na ogłoszenie w gazecie o poszukiwaniu clowna odpowiada czterech dawnych wirtuozów cyrkowej areny. Jednak zamiast zabawy, prezentują tylko żal, smutek i bolesne historie. W ciemnym pokoju
bez okien, zamiast niestającego karnawału, z ciemnością miesza się gorzki śmiech przez łzy.

Teatr Montownia znany jest z tego, że bawi publiczność, dostarczając rozrywkę w pełnym tego słowa znaczeniu. Jednak na jubileuszowy spektakl panowie Rutkowski, Wierzbicki, Perchuć i Krawczuk wybrali gorzką refleksję ukrytą pod woalką błazenady.

Bo "Aaa zatrudnimy clowna" to jest błazenada. Oczywiście, czegóż innego można spodziewać się po clownach. Jednak od profesjonalistów należy wymagać czegoś więcej niż wyciągania chusteczek z rękawa. Niestety, starzy wyjadacze to dziś wraki ludzi. Podobnie jak "Zapaśnik" próbował wrócić na ring, tak oni próbują po raz kolejny stawić czoła cyrkowej arenie. Cuchnący alkoholem, zamroczeni lekami, upojeni wyobrażeniami, chcą bawić publiczność i siebie samych.

Jednak to niemożliwe. "Kluczowe" numery to żenada, dowcip sięga bruku, a kostiumy... no cóż, w sumie ich nie ma. Ale nie o to wszystko chodzi w teatrze czterech zabawnych panów. Choć widzowie przyzwyczajeni do komediowych popisów w stylu "Seksu polskiego" mogą być zawiedzeni. W gruncie rzeczy, śmiech maskuje gorycz, jest reakcją na smutek i poczucie beznadziei. Bo tylko w śmiechu ci przetrąceni przez życie upadli kawalarze odnajdują siebie. Jednocześnie w sposób bardzo ekspresywny walczą z dawnymi kolegami, którzy przypominają im o dniach utraconej wielkości. A teraz próbują odebrać ostatnią możliwość powrotu na scenę.

Gdyby posłużyć się metodą Stanisławskiego i spróbować opisać spektakl jednym zdaniem, miałabym trudności ze znalezieniem właściwego doboru słów. Pomimo tego, że spektaklu nie uważam za szczególnie udany, to jednak nie mogę mu odmówić głębi w poruszaniu wielu trudnych kwestii. Oczywiście jest to zasługa tekstu oryginalnego, poddanego tylko obróbce do warunków scenicznych i postaci aktorów, jednak ich gra uwypukliła najbardziej znaczące pytania, które widz powinien sobie zadać, by przeżyć choć niewielkie katharsis. Właśnie ta odrobina zbytniej oczywistości, trochę razi w spektaklu (np. ubiór jednego clowna – nie zdradzam szczegółów, by nie psuć frajdy tym, którzy na spektakl się wybiorą). Ale przecież sztuka clownów nie jest Sztuką przez wielkie S.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.