Facebook Google+ Twitter

Abdykacja Benedykta XVI - decyzja skandaliczna czy godna podziwu?

Decyzja o abdykacji papieża Benedykta XVI zaskoczyła nie tylko całe społeczeństwo, Kościół i wiernych, ale także kolegium kardynalskie. Ostatnia abdykacja miała miejsce 700 lat temu.

Informacja z 11 lutego 2013 r. o abdykacji papieża Benedykta XVI wzbudziła poruszenie i wielkie zaskoczenie. Papież ogłosił, że 28 lutego o godz. 20 zakończy swój pontyfikat. W wywiadzie dla Dziennika Bałtyckiego metropolita gdański abp Sławoj Leszek Głódź tłumaczył, iż decyzja o ustąpieniu z tronu papieskiego nie stoi w sprzeczności z teologią katolicką i sukcesją.

Swoją decyzję papież tłumaczył podeszłym wiekiem i złym stanem zdrowia, co uniemożliwia mu odpowiednie pełnienie obowiązków i posługi wobec Kościoła i narodu. Decyzja papieża oznacza jednocześnie, że zbliża się konklawe podczas którego zostanie wybrany jego następca. Po raz pierwszy od tysięcy lat, świat będzie miał dwóch papieży.

Można by pokusić się o stwierdzenie, że decyzja Benedykta XVI otworzyła przed społeczeństwem nowe postrzeganie władzy papieskiej, którą można objąć i można z niej zstąpić. Wobec tego jest funkcją, którą można pełnić przez określoną ilość czasu. Złośliwi mogliby się pokusić o stwierdzenie, że skoro papież, posłaniec Boga, może samoistnie zrezygnować z urzędu to znaczy, że tak naprawdę nie jest ani wyjątkowym, ani świętym, ani żadnym zastępcą Chrystusa na Ziemi. Bo czy można przestać być apostołem?

Złośliwi zapominają o tym, że na urząd papież nie wybiera się sam. Nie zostaje natchniony przez Boga podobnie jak Noe, biblijny patriarcha, który wraz z rodziną miał za zadanie ocalić z potopu zabrane do arki zwierzęta i stworzyć nowe, lepsze życie na Ziemi. Nie obwieszcza światu, że został natchniony i jest posłańcem Bożym. Zostaje wybrany przez kolegium kardynalskie podczas zebrania konklawe. Wobec tego może ustąpić ze swojego stanowiska. Pytanie, czy jest to słuszna decyzja i czy nie stawia kościoła w niezręcznej sytuacji, a wiernym nie przysparza poczucia obrazy uczuć religijnych?

Wobec zaistniałej sytuacji wierni mogą się czuć oszukani, zwłaszcza że poprzedni papież Jan Paweł II dostąpił zaszczytu kanonizacji i powołania do świętości. Od początku swojego pontyfikatu polski papież mocno podkreślał podstawowe znaczenie świętości w życiu i misji Kościoła jako zbawczej wspólnoty. Celem Kościoła jest budzenie świętości w wiernych. Konstytucja dogmatyczna Lumen gentium wiele miejsca poświęca temu zagadnieniu. Śp. bp Bello mawiał, że Kościół powinien być "Kościołem w ubraniu roboczym", czyli tak naprawdę to społeczeństwo ma za zadanie dążyć do świętości, a przedstawiciele Kościoła mają mu w tym pomagać. Z tego wynika, że świętość nie jest przywilejem nielicznych, lecz powinnością wszystkich. Być może wszyscy pozostajemy na tym samym poziomie duchowym. Nie ma lepszych i gorszych posłańców. Pozostaje tylko wybór każdego z osobna. Być może cała monarchiczna władza i hierarchia kapłańska nie jest niezbędna ludowi - jak głosił w XVI wieku Marcin Luter i można by było oprzeć ją na elitarnej wspólnocie wiernych. Pytanie tylko, czy byłaby to wspólnota trwała. Jakby nie patrzeć, ludowi jest potrzebna władza wyższa, zarządca który sprawuje nad nim kontrolę. Inaczej lud pogrążyłby się w chaosie.

Papież jest pośrednikiem między Bogiem a ludźmi i nadal pozostaje człowiekiem. Nie jest nieomylny. Nie rezygnuje z Chrystusa, ale nie ma obowiązku piastowania urzędu dożywotnio. Nie istnieją więc podstawy do pogardzania decyzją Benedykta XVI. Z pewnością od momentu rezygnacji papieża ze stanowiska, wielu ludzi zacznie pragmatycznie i dość zwięźle postrzegać funkcję jaką pełni. Być może wielu będzie zdania, że instytucja papiestwa powinna zostać przemyślana na nowo, gdyż nie wbija się w umysły wszystkich jednakowo. Nie zmieni to jednak w żaden sposób postrzegania obrazu Chrystusa przez wiernych.

Pozostaje podziękować papieżowi za osiem lat posługi Kościołowi i uszanować jego decyzję. Z pewnością nie łatwo mu było pełnić obowiązki papieskie po kimś, kto został powołany do świętości.


Strony internetowe/Reklama

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (25):

Sortuj komentarze:

@ Leszek Worobiej 03.03.2013 11:24

Panie Leszku, zgadzam się w 100% z tym stwierdzeniem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Małgorzato!
Papież i Kościół raczej nic nie ofiaruje a raczej czeka na ofiary. To co papież JPII "ofiarował", Kościołowi oddano z procentami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Leszek Worobiej

Myślę, że JP II miał jakiś udział w tej sprawie. Tak przynajmniej wynikało z wypowiedzi tegoż papieża, którą słyszałam w tv. Podkreślił w niej, że bez wahania ofiarorował na ten cel pieniądze. Nie czytałam pozycji, którą Pan przytacza, więc jest to subiektywne odczucie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Małgorzata Najda
Uważa Pani, że papież JPII miał jakikolwiek wpływ w obaleniu komunizmu? Niech Pani przeczyta "Armia Boga kontra Imperium Zła" naturalnie jeżeli wierzy pani w takie bajeczki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z kolei muzułmanie bardzo pozytywnie wypowiadają się na temat dialogu prowadzonego przez Ratzingera

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Anna Dzikowska 27.2 16:54

Polityczne dokonania JP II są aż nazbyt oczywiste, aby je tu przytaczać. Choćby to, że żyjemy teraz w wolnym kraju. Kontynuacja ekumenizmu całkowicie nieudana, o czym donosiły media, głównie niemieckie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, nie wiem czy trwałym, ale realnym tak. Według mnie ten dialog był prowadzony skutecznie. Z muzułmanami to nie jest takie proste i te walki na tle religijnym nadal są prowadzone w Sudanie, w Nigerii czy na Filipinach. Ale sama idea ekumenizmu i tak jest słuszna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Anna Dzikowska Dzisiaj 16:54
Pani Anno, czy wierzy Pani, że coś takiego jak ekumenizm może być czymś trwałym i realnym? Uważam, że jest to tylko idea i tak samo utopijna, jak komunizm...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja bym nie nazwała JPII jako polityka. Chyba że dialog międzyreligijny który prowadził nazywa Pani polityką. Natomiast Benedykt XVI kontynuował ekumenizm.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Leszku,
Ten sam urząd sprawowały dwie różne osoby. Każda w swoim rodzaju była indywidualnością, o zróżnicowanych osobowościach. W najwiękaszym skrócie określiłabym JP II jako polityka, a Benedykta XVI jako teologa. Pierwszy do końca chciał mieć wpływ na losy świata, drugi woli skupić się jedynie na modlitwie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.