Facebook Google+ Twitter

Aborcja: siła kompromisu

Być przeciwko prawu do aborcji na żądanie stało się bardzo "nietrendy". Być przeciwko aborcji, jeśli jest się studentem wydziału humanistycznego, do tego niewierzącym, to już jakaś aberracja.

Wczoraj w Warszawie odbyły się dwie manifestacje. Jedna "za życiem", prowadzona przez LPR i fanów Radia Maryja,Wiec druga - przeciwko zmianom w Konstytucji, zbierająca zastępy studentów, artystów i "wykształciuchów" różnej maści. Spór o aborcję - jak o eutanazję, homoseksualizm, karę śmierci, czyli główne "sprawy fundamentalne", o których mówić można z pasją znacznie większą, niż o ulgach dla pracodawców - rozgorzał po raz kolejny. Liga Polskich Rodzin postuluje wprowadzenie do Konstytucji złożonej z kilku słów zmiany - pewnie im się nie uda, a wyrażenie "od chwili poczęcia do naturalnej śmierci", jakkolwiek oddające fundamentalną ideę, wejdzie nie do ustawy zasadniczej, a co najwyżej do publicznego slangu, w którym mamy już "lub czasopisma" i "grupę trzymającą władzę".

Ustawowy pseudokompromis


Poglądy co bardziej radykalnych konserwatystów nie spotykają się, słusznie i z oczywistych powodów, z poklaskiem elit i większości publicystów. Pomysł, by zakazać aborcji całkowicie, na razie wypowiadany przez polityków dość nieśmiało, jest, poza niezastąpioną rozgłośnią Ojca Rydzyka, jednoznacznie odrzucany, i nawet konserwatywny premier wskazuje na wartość kompromisu, jaki obowiązuje obecnie. Jednym słowem - w życiu publicznym status quo, jako że strona eseldowska również siedzi cichutko, nie podnosząc kwestii liberalizacji ustawy; klimat nie ten, nie ten rząd, w ogóle nie to, co w Portugalii, gdzie aborcję na życzenie niedawno zalegalizowano. Polska lewica zdaje sobie z tego sprawę, znacząca część opiniotwórczych środowisk jednak - nie bardzo. Publicyści dużej części opiniotwórczej prasy, środowiska feministyczne i ogromna część środowisk studenckich wybiera opcję "pro-choice" i podnosi rwetes: obecna ustawa to "pseudokompromis", kobietom odbiera prawo do decydowania o własnym życiu, a Polskę pozostawia w grupie ostatnich trzech państw Unii, które aborcji na życzenie nie dopuszczają.


Dryfowanie w stronę radykalizmu


Rozumiem obawy: oto zamiast podążać w kierunku prawodawstwa państw zachodnich, w polskiej polityce próbuje się iść w drugą stronę, w stronę skrajnie konserwatywną. Wyraźna krytyka poczynań LPR jest potrzebna, jednak i strona liberalna zdaje się zapominać o wadze kompromisu i dryfować w stronę radykalizmu. Mnoży się przykłady kobiet, którym aborcji odmówiono, a które miały do niej pełne prawo, z symboliczną sprawąAlicja Tysiąc. Fot. Tomasz Kowalski Alicji Tysiąc na czele - tu sporu nie ma, obowiązuje bowiem ustawa, która powinna być przestrzegana. Po chwili jednak przytacza się historie dziewczyn mówiących: "zaszłam w ciążę, ale nie chciałam mieć dziecka, musiałam je urodzić, bo odmówiono mi wyboru"; "miałam ciężką sytuację, bo byłam jeszcze w szkole lub na studiach, nie miałam pieniędzy, chłopak mnie zostawił, to co miałam zrobić, musiałam zejść do podziemia". Wszystkie te historie w jakiś magiczny sposób pomijają jednak moment poczęcia. A w ciążę nie zachodzi się przez pyłki, plemniki nie rozprzestrzeniają się w powietrzu, nie można jej "złapać", jak kataru. Uprawianie seksu bez zabezpieczenia jest, poza oczywiście aktami przemocy, czynnością świadomą.

Seksualna ruletka


Koronnym argumentem przeciw aborcji na życzenie nie są jakiekolwiek przesłanki religijne, ale prosty ciąg logiczny: ludzkie działania mają swoje konsekwencje. Dlaczego seks miałby być ich pozbawiony? Polska jest krajem, w którym dostępna jest antykoncepcja. Jeśli z powodów religijnych nie chcemy jej stosować, musimy zdawać sobie sprawę, jakim ryzykiem obarczona jest każda decyzja o akcie seksualnym. Liberalizacja antyaborcyjnej ustawy byłaby zatem dość prymitywnym sposobem pozbycia się problemu niechcianych ciąż. Zamiast kłócić się o to, kiedy, kto i jak może się niechcianej ciąży pozbyć, powinno się robić wszystko, żeby ciąż takich było jak najmniej. A jedynym na to sposobem jest rzetelna wiedza, którą szczęśliwcy wynoszą z rodzinnego domu, mniej szczęśliwi - głównie z mediów. Przez rzetelność rozumiem przekazywanie zarówno informacji o wątpliwej skuteczności naturalnych metod planowania rodziny, jak i o wpływie, jaki na zdrowie mają pigułki hormonalne. Kuriozalne, że w Polsce wciąż nie prowadzi się powszechnie zajęć edukacji seksualnej, która byłaby najlepszym sposobem na uświadomienie tych, którzy do innych źródeł informacji nie mają dostępu, bądź z nich, z różnych przyczyn, nie korzystają.


Kompromis wymaga siły. Siły argumentów


Kolejnym, co kobieta w ciąży powinna wiedzieć jest to, że może przecież niechcianego noworodka zostawić w szpitalu - rosnący problem bezpłodności sprawia, że małe, zdrowe dzieci, stosunkowo szybko mają szansę znaleźć się w rodzinie zastępczej. Zrzeknięcie się własnego dziecka jest decyzją niewyobrażalnie trudną, ale "pozbycie się" go pozostaje przecież wyborem znacznie gorszym. Bycie przeciwko prawu do aborcji na żądanie stało się "nietrendy". Bycie przeciwko aborcji, jeśli jest się studentem wydziału humanistycznego, a do tego niewierzącym, to już jakaś całkowita aberracja. Stanowisko kompromisowe wymaga siły argumentów, bo naraża na ataki o "chęć mordowania dzieci", z jednej, i o "religijny fundamentalizm", czy "brak poszanowania wolności" z drugiej strony.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (22):

Sortuj komentarze:

@ zegler: Po raz 1500: napisałam coś "na kształt" felietonu, obiektywność nie jest wymagana, dlatego tekst jest w tym dziale zresztą. Poza tym, bardzo proszę o pisanie w komentarzu, o jaki zarzut chodzi, bo po tym, co napisałaś nie mam nawet pojęcia czego wg Ciebie nie wiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.06.2007 00:36

Powiem Ci tak: nie pisz o czymś, o czym wiesz niewiele. Postudiuj, pożyj, a może z czasem wiedza przyjdzie.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 12.06.2007 00:34

"wpływ, jaki na zdrowie mają pigułki hormonalne" Jea! Nie ma to jak obiektywny komentarz!

Komentarz został ukrytyrozwiń

oczywiście, że jest, czy trzeba tłumaczyć, czym jest felieton? ja nie piszę naukowej analizy zjawiska! poza tym nie wiem, co zbiorowy gwałt ma do tego, o czym piszę, przecież chyba JASNO z tekstu wynika, jaki mam pogląd w tej sprawie!

Komentarz został ukrytyrozwiń

trendy to jest mieć takie poglądy jak Ty , tekst jest ogólnikowy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo przyjemnie się rozmawia o aborcji siedząc przed komputerem, o ile mniej przyjemnie byłoby, gdyby się było w ciąży wynikającej np. ze zbiorowego, brutalnego gwałtu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@robert_f: to znaczy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

(-),brak zrozumienia rzeczywistego sensu tematu..

Komentarz został ukrytyrozwiń

plus. Obiektywnie i rzeczowo:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ok, przepraszam za złą formę, przy treści się będę upierał.
Chodziło mi o podkreślenie, jak wysoki jest w tym czasie u kobiety poziom hormonów warunkujących pewne zachowania. Ten zalew "miłości rodzicielskiej" (Krolowa_Margot : ;D) jest wywołany - w większości, nie mówię, że całkiem, bo jak matka czeka na upragnione dziecko to są to jeszcze kwestie czysto psychologiczne - właśnie przez uwarunkowania hormonalne.
Jakkolwiek by to pięknie nie wyglądało, jest to element wykształcony przez ewolucję, aby matki nie porzucały swoich dzieci. No chyba, że spojrzymy na sprawę przez pryzmat imić Giertycha seniora, i ewolucja nie miała miejsca - wtedy sprawił to Bóg lub bóstwo - czy jakkolwiek by nazwać jakąś siłę sprawczo-kreacjonistyczną.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.