Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

47939 miejsce

Aborcja. Z kobiecego punktu widzenia

Aborcja - temat tabu. Znamy opinie ekspertów i wypowiedzi polityków. Nie wiemy jednak, co czuje kobieta decydująca sie na ten krok. Jak wygląda jej świat po usunięciu ciąży, jak trudna jest jej decyzja i jakie przynosi skutki?

Kim jesteś, co robisz i gdzie mieszkasz?
Obecnie mieszkam w Irlandii. Wtedy mieszkałam we Wrocławiu, gdzie też studiowałam. Jednak studia musiałam przerwać. I tak oto jestem tu razem z Tobą.

Co się stało, gdy dowiedziałaś się, że jesteś w ciąży?
Pamiętam dokładnie ten dzień, każdy szczegół. Było słoneczne popołudnie, od jakiegoś czasu spóźniał mi się okres. Martwiłam się, ale bałam się jednak pójść do apteki. W ten dzień niespodziewanie przyjechał mój chłopak - bo jak się później dowiedziałam, znajomi powiedzieli mu - że dziwnie się zachowuję. Czekałam na przystanku myśląc, że mam odebrać od niego przesyłkę przez jakiegoś znajomego, a z autobusu wyszedł on. Ucieszyłam się bardzo. Poszliśmy do parku i tam mu opowiedziałam o moich zmartwieniach, o spóźniającym się okresie, o tym, że się boję. Rozpłakałam się.

Gdy poczułam się już lepiej, poszliśmy zrobić zakupy, mijaliśmy aptekę i wtedy tak mimowolnie weszłam, kupiłam termometr i test ciążowy. Tak jakby to była najzwyklejsza rzecz na świecie. Przyglądałam mu się całe popołudnie, parokrotnie czytałam instrukcję. Było tam napisane, że najlepiej go wykonać w godzinach porannych. Zrobiłam więc następnego dnia rano. Siedziałam w łazience i patrzyłam, jak pojawiają się dwie różowe kreski. Przeczytałam parokrotnie instrukcje i możliwe wyniki. Byłam w ciąży, tak pokazywał test, ale nie dochodziło to jeszcze do mnie. Ubrałam się i kazałam mojemu chłopakowi iść ze mną na spacer.

Kiedy zaczęłaś myśleć o aborcji?
Od początku. Kiedy jeszcze nie wiedziałam, że jestem w ciąży, zakładałam dwa scenariusze: urodzić lub usunąć. Dużo rozmawiałam z moim chłopakiem, opowiadałam mu o dziecku, by za chwilę powiedzieć, że nie wyobrażam sobie mieć go teraz. Dziś wiem, że musiał się czuć fatalnie.

Kiedy już się zdecydowałaś, to jak znalazłaś lekarza, który usunął ciążę?
To nie było tak, że się zdecydowałam. Nigdy nie byłam do końca pewna, nawet jak szłam na zabieg. A co do lekarza, okazało się to banalnie proste. Po pozytywnym wyniku testu od razu zadzwoniłam do mojej pani ginekolog, by zaplanować wizytę. Niestety była na urlopie, więc umówiłam się z lekarzem, który miał z nią gabinet. Wtedy jeszcze nie do końca wierzyłam, że jestem w ciąży. Lekarz mnie zbadał i potwierdził moje obawy. Byłam tak zdenerwowana i przerażona tą wiadomością, że mimochodem powiedziałam mu, że nie chcę tej ciąży. A on na to, że można temu zaradzić. I tak znalazłam lekarza.

To nie szukałaś długo?
Aż sama się zdziwiłam. Po wyjściu od niego nie mogłam wprost uwierzyć. Pierwszy lekarz. Dał mi numer i kazał zadzwonić, jeśli się zdecyduję.

I co zadzwoniłaś?
Zadzwoniłam, pamiętał mnie, ale nie chciał rozmawiać przez telefon. Kazał umówić się na wizytę. Tak też zrobiłam. Trwało to trochę, bo recepcjonistka mówiła, że nie przyjmuje przez tydzień. Tydzień pełen dalszych rozmyślań i marzeń. W końcu udało mi się umówić. Pojechałam do niego w czwartek wieczorem. Powiedziałam, że się zdecydowałam, ale że chciałabym znać jakieś szczegóły. Na pytanie o przebieg zabiegu, odpowiedział, że będzie kosztować tysiąc złotych. To mną strasznie wstrząsnęło. Nie udzielił mi wyczerpujących odpowiedzi. Dał tabletkę, którą miałam zażyć w dniu zabiegu i kazał przyjść do szpitala za dwa dni.

Co czułaś po tym, jak już się zdecydowałaś na aborcję?
Wydaje mi się, że nie docierało to do mnie. Wiedziałam, że jest problem i chciałam się go pozbyć, nie myślałam o konsekwencjach. Choć pamiętam, że jak wracałam od ginekologa, to dziwiłam się, że tak szybko. Teraz myślę, że przeprowadza on wiele takich zabiegów i jest na nie przygotowany, ale wtedy to był dla mnie szok.

Jak zareagował na to wszystko twój partner?
Wspierał mnie, nie odzywał się. Mówił tylko, że chce mojego dobra, i że każdą decyzję zaakceptuje. Tylko raz, gdy jechaliśmy po raz drugi do lekarza, powiedział, że damy sobie radę z dzieckiem. Ale jak go zaatakowałam wieloma pytaniami, to zamilkł i powiedział, że chce tylko mojego szczęścia. Teraz wiem, że było mu nie mniej ciężko niż mi. Nie dał jednak poznać tego po sobie, ale nie wiem, czy mu za to dziękować. Był dla mnie podporą, to prawda. Dziś chyba mam za to do niego pretensje. Załatwił też pieniądze, bo ja nie miałam i chyba nigdy bym nie zdobyła takiej sumy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

qqqq
  • qqqq
  • 26.03.2011 19:50

Czytałam to z wielką ciekawością , wlaśnie dokładnie 5 dni temu zrbilam test i jestem w ciązy , mam dopiero 19 lat , myślałam przez te dni o aborcji ale dziś wiem że nigdy tego nie zrobie właśnie dzieki temu artykulowi , uratowaliście moje maleństwo . Dziekuje bogu że właśnie na ten artykuł spojrzałam !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czytalam i plakalam! przezylam i w dalszym ciagu przezywam to samo. Z ta roznica ze pragnelam tego dziecka jak niczego na swiecie ale zostalam zmuszona przez ojca dziecka do aborcji. Nie nawidze sie za to co zrobilam! Ono mi sie sni po nocach! to ja powinnam umrzec,nie ono!

Komentarz został ukrytyrozwiń

A materiał niezwykle ciekawy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Melisa, no ale w wielu krajach aborcja "na życzenie" jest legalna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeraża łatwość, z jaką bohaterka znalazła lekarza, który pomoże jej "pozbyć się kłopotu." Przeraża milczenie chłopaka, osamotnienie bohaterki - nie poradziła się przyjaciółki, nie zwierzyła się rodzicom...

A teraz polemnika z komentarzem - na jakiej podstawie szacuje się, że na świecie jest wykonywanych 46 mln aborcji rocznie - przecież tego nikt nie kataloguje, wszystko odbywa się po cichu...

Może o tym się nie mówi ani nie pisze, ale nigdy nie udało mi się przeczytać czegoś o kobiecie, na której aborcja nie pozostawiła skazy. (ale! - nie jestem biegła w tym tamacie, wiem tyle, ile mówią, a raczej piszą gazety)

+ !!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wreszcie obiektywny artykuł na temat aborcji. Prawdziwe przeżycia i przemyślenia kobiety, która podjęła te trudną decyzję. I napisany normalnym językiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

....kultury opresyjne.... to dobra nazwa. Pamietam okres, kiedy aborcja była zabiegiem pozbawiajacym klopotu samotną osobe ktora "wpadła", ale w niektorych przypadkach sposób na nie rodzenie permanentnie poczynanych dzieci. Bo taki był poziom wiedzy (niewiedzy) i dostepnośc (niedostepność) innych srodków zapobiegawczych.
Mloda kobieta o ktorej mowa przezywa i "nakręca" w sobie poczucie winy własnie w wyniku wspomnianej "kultury opresyjnej".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus! brawa za współpracę. Po raz pierwszy powstał materiał z wypowiedzią naszego redakcyjnego eksperta

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.