Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

16309 miejsce

Aborcyjny coming-out - moda czy walka o prawa kobiet?

Na przestrzeni ostatnich kilku lat aborcyjne wyznania kobiet z szeroko pojętej sfery publicznej stały się coraz częstsze. Komentatorzy nie spierają się, czy to forma walki o prawa kobiet, czy też próba zaistnienia i zduszenia sumienia.

 / Fot. Radosław Cetra from Warszawa, Polska (2009-03-08 Manifa 2009 (004)) [CC-BY-2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by/2.0)], undefinedW miarę jak narasta konflikt światopoglądowy między obozem pro-life i ruchem feministyczno-lewicowym, coraz częściej gwiazdy, celebryci i osoby publiczne wypowiadają się na temat aborcji albo opowiadają własne doświadczenia. Część opinii publicznej, głównie ze strony środowisk konserwatywnych, dostrzega w tym zabiegi mające na celu zwiększenie własnej popularności, gdyż każde wyznanie o dokonanej aborcji wiążę się z lawiną komentarzy zarówno negatywnych jak i pozytywnych wg zasady "nie ważne jak mówią, ważne żeby mówili". Prawicowi dziennikarze i publicyści wskazują, że jest to próba zduszenia wyrzutów sumienia poprzez zagadanie sprawy i oswojenie społeczeństwa ze zjawiskiem. Z kolei środowiska lewicowe widzą raczej w tym zjawisku próbę łamania tabu w Polsce, oswajania społeczeństwa z rzeczywistością i zabieg mający na celu wywalczenie kobietom swobodnego dostępu do aborcji.

Pionierką w aborcyjnym coming-out była Nina Andrycz - żona premiera PRL Józefa Cyrankiewicza. Aktorka zwykła mawiać, że "Aktorki rodzą role, a nie dzieci". W rozmowie z czasopismem "Viva" zadeklarowała, że usunęła dwie ciąże i to wydarzenie bardzo popsuło jej relacje z mężem, co ostatecznie doprowadziło do rozwodu pary w 1968 r. Aktorka podsumowała, że bardziej niż małżeństwo ceniła swoją pracę.

Kolejnego głośnego wywiadu udzieliła 2 lata temu w programie "Uwaga" Maria Czubaszek. Powiedziała wtedy dziennikarzowi, że dokonała dwóch skrobanek. "Nigdy z tego powodu nie miałam traumy, tylko mówiłam: Boże, jak to cudownie, że ja to zrobiłam. Gdyby się zdarzyło, że zaszłam w ciążę, i byłby to siódmy czy ósmy miesiąc, to ja bym skoczyła z któregoś piętra, pod pociąg bym się rzuciła, ale na pewno bym tego dziecka nie urodziła" - skomentowała dziennikarka i satyryczka. "Usunęłam dwie ciąże za czasów komuny. O aborcji się wtedy nie mówiło. Kobieta chciała usunąć, to szła i usuwała. Nie było to zbrodnią. Ani lekarz nie popełniał przestępstwa ani ja" - oświadczyła również na stronie radia TOK FM.

Jej śladem podążyła tancerka Krystyna Mazurówna. "Nie znam kobiety z mojego pokolenia, która by nie zrobiła tego kilka lub nawet kilkanaście razy. Sama tez miałam kilka zabiegów" - mówiła w rozmowie z "Dziennikiem". Krytycy wskazywali na fakt, że wywiad zbiegł się z rozpoczęciem emisji programu Polsatu "Got to Dance", w którym Mazurówna była jurorką.

W listopadzie ubiegłego falę krytyki wywołała wypowiedź reporterki Marii Wiernikowskiej dla "Dużego Formatu": "Chcieliśmy się spokojnie bzykać - wspomina dziennikarka. "Zaszłam w pierwszą ciążę. Usunęłam. Notorycznie to robiłam. Wtedy usuwało się bez problemu. Szło się do lekarza, albo salonu kosmetycznego Izis. Skrobanka była jak wyciskanie pryszczy na twarzy."

Najnowszym przypadkiem, który wstrząsnął opinią publiczną była oświadczenie Katarzyny Bratkowskiej dla portalu naTemat, że zamierza przeprowadzić aborcji w wigilię. Wypowiedź spotkała się z gwałtowną reakcją środowisk prawicowych i katolickich, ale również komentatorów takich jak Monika Olejnik czy Andrzej Rozenek z "Twojego Ruchu". Pojawiły się apele o modlitwę za nienarodzone dziecko, a nawet propozycje ewentualnej adopcji.

Prof. Magdalena Środa w rozmowie z tygodnikiem "Do Rzeczy" ocenia, że aborcyjny coming-out to forma przekazywania,że pomimo dokonania aborcji kobieta pozostaje nadal kobietą, że do aborcji została zmuszona przez pewne okoliczności. Środa postuluje też legalizację aborcji, by wyszła z szarej strefy i została otoczona opieką państwa i lekarzy.

Polskie prawo pozwala na dokonanie aborcji z trzech powodów: gdy ciąża jest skutkiem czynu zabronionego, stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia matki lub gdy badania wskazują na wysokie prawdopodobieństwo upośledzenia płodu.
Wielu działaczy lewicowych wskazuje na zjawisko istnienie ogromnego obszaru szarej strefy, w obrębie której może być dokonywanych nawet do 100 tys. zabiegów rocznie. Lekarze wskazują również na inne zjawiska występujące równolegle. W 2012 roku matki pozostawiły 1021 noworodków w szpitalach. Stanowi to wzrost o 263 w stosunku do roku 2011.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.