Facebook Google+ Twitter

Absolutny niewypał „Centralnego Biura Uwodzenia”

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-09-11 18:59

Miało być śmiesznie, romantycznie i sensacyjnie. Niestety te hasła reklamowe pozostają tylko na plakacie. „Centralne biuro uwodzenia” w reżyserii George Gallo okropnie zanudza sięgając filmowego dnia, a może nawet i głębiej.

 / Fot. materiały promocyjneKompletnie rozbita życiowo, otyła Marty, żegna syna Henrego, agenta FBI, udającego się na długą tajną misję. W rozpaczy dostaje olśnienia i postanawia zmienić swoje dotychczasowe nieudane życie. Mijają trzy lata. Matce wyraźnie się udało. Zrzuciła kilkadziesiąt kilogramów, dorobiła się fortuny na giełdzie i z wyglądem modelki przeżywa drugą młodość. Gdy do domu wraca syn, nie może jej poznać. Matka ma wielu adoratorów - od włoskich kucharzy po nastoletnich harley’owców. Dodatkowo żadnego z nich nie traktuje poważnie lecz na zasadzie dobrej zabawy i seksu.

Ta sytuacja bardzo irytuje Henrego aż do momentu, kiedy to Marty przypadkowo poznaje Tommego – w tej roli Antonio Banderas. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nowy facet matki nie okazał się światowej sławy złodziejem sztuki, którego złapanie polecono właśnie Henremu...

Fabuła, zdawałoby się - nienajgorsza, obsada - też niczego sobie. Niestety. Film jest nieudany. Trudno tu doszukać się jakichkolwiek plusów. To, co może zachęcić widza to jedynie słynne nazwiska. Niestety, w tym wypadku to tylko tani chwyt marketingowy, bo gra aktorska jest zaskakująco słaba. Podstarzałe i wypalone już gwiazdy rozczarowują mocniej niźli nieznani aktorzy, bo po ich grze spodziewamy się o wiele więcej.

Słaby scenariusz bez ciekawszych momentów to kolejny wielki minus. Drętwe i na siłę naciągane sceny bez polotu, bez iskry, która mogłaby nas przekonać, wywołują nieodparte wrażenie, że scenariusz stworzył amator pisząc na kolanie. Właściwie wszystko możemy przewidzieć, jak to, że agent FBI będzie musiał ścigać faceta swojej matki Tommego.

Sztuczne dialogi bez wyrazu i wspomniana już kiepska gra aktorska, w szczególności beznadziejnego Henrego (C. Hanks), odbiera przyjemność z seansu, który przepełniony jest niby to śmiesznymi scenami. Wywołują one co najwyżej uczucie politowania. Najlepszym tego przykładem są sceny z włoskim kucharzem czy obrazki matczynej pseudoerotyki. Jeśli to komedia, dlaczego wcale nie śmieszy?

Nadzieja pozostała w sensacyjnym aspekcie filmu, ale i tu nastąpiła porażka. Szybkiej akcji jest tu jak na lekarstwo, sceny ciągną się w nieskończoność. Już po 30 minutach mamy dość na tyle, że czekamy tylko końca. Ironizując, ten film to atrakcja dla tych, którzy chętnie stracą czas i pieniądze. Reszta będzie zawiedziona.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.