Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9572 miejsce

Absolwent: "Za 2 tysiące nie wstaję z łóżka". Młodzi - roszczeniowi i leniwi?

Nie mają doświadczenia, nic im się nie chce, brzydzą się umowami śmieciowymi i wyśmiewają pensje niższe niż 3 tysiące. Młodzi absolwenci to pokolenie roszczeniowe, leniwe, wygodne, z wygórowanymi wymaganiami finansowymi - tak media piszą o dwudziestolatkach, wkraczających na rynek pracy. Mają rację?

Sonda

Ile chciałbyś zarabiać po studiach?

 / Fot. Polskapresse5 lat studiów, zaciskania zębów, zakuwania do egzaminów i powtarzania: "Już niewiele zostało". W międzyczasie imprezy (kiedy się bawić, jak nie na studiach?), wyjazdy "z ekipą", zawieranie nowych znajomości, jakieś obowiązkowe praktyki (ciężko, ale co zrobić. Mus to mus). Zdobywanie doświadczenia zawodowego odłożone na potem - no bo kiedy je zdobywać? Absurdalny plan zajęć (zajęcia o 8 rano i kolejne o 17...) nie pozwala znaleźć żadnej sensownej pracy ani nawet stażu. Zresztą, robić coś za darmo? Być tanią siłą roboczą? Z (prawie) wyższym wykształceniem? Bez sensu. To tylko frajerzy zgłaszają się na takie praktyki, mamieni obietnicą "zatrudnimy najlepszych".

Czytaj także: Pracowałem w McDonald's. Dowiedz się, jak jest naprawdę

Studia to mordęga

Poza tym, do kolokwiów trzeba się uczyć, czasem coś tam przeczytać (dzięki Bogu za skrypty na Chomiku), a w weekendy i wakacje odpocząć. Studia nie są łatwe: na wykłady trzeba chodzić, ćwiczenia zaliczać, a wykładowcy ciągle się czepiają, nie rozumieją młodych, wymagania stawiają. Całe szczęście, że można gdzieś wyjechać z paczką przyjaciół. A jak na kolejny wyjazd brakuje, to zatrudnić się na chwilę w butiku albo call center, odbębnić robotę, dostać pensję i zanieść wypowiedzenie.

Czytaj także: Po studiach jest już tylko gorzej? "Myślałam, że będę drugą Moniką Olejnik. Dziś robię kurczaki w KFC"

No i pracę dyplomową trzeba napisać, a to mordęga nie z tej ziemi. Ci ambitni siedzą, czoła chylą nad notatkami i się trudzą, Ci, którym nie zależy, stukają w Google'u "kupię pracę licencjacką/magisterską" i porównują ceny. Zarówno jedni, jak i drudzy wreszcie otrzymują upragniony dyplom. A potem są już tylko gratulacje rodziców (pierwszy/kolejny magister w rodzinie!), toasty szampanem i szalone wakacje (ostatnie przed podjęciem poważnej pracy, po obronie się należą). I zaczyna się poszukiwanie pracy. A raczej przecieranie oczu ze zdumieniem: przecież miało być inaczej!

2 tysiące - to chyba żart

2 tysiące? Po magistrze? Dziękuję bardzo, śmiech na sali. Doświadczenia nie mam, owszem, ale mam dyplom przecież, proszę bardzo, doskonałej uczelni. I praktyki odbyte, co prawda, nie zawsze w zawodzie, ale jednak, i to w poważnej firmie. Poza tym, szybko się uczę, jest kreatywny, łatwo nawiązuję kontakty... A mój konkretny atut? Hmmm, tak jak mówię: jestem kreatywny, łatwo nawiązuję kontakty...

Czy tak właśnie wygląda nowe, roszczeniowe pokolenie? Po studiach, ale bez konkretnych umiejętności, z wygórowanymi oczekiwaniami finansowymi, ale bez angażowania się w pracę, a najlepiej z najmniejszą liczbą obowiązków. Ze służbowymi laptopami, telefonami, samochodami. Z pensją, która pozwoli co najmniej dwa razy w roku latać do Egiptu albo gdzieś dalej i z mieszkaniami, których wszyscy będą zazdrościć.

Jak wyglądała Twoja pierwsza praca?

Taki obraz rysują media, pisząc o absolwentach, wkraczających na rynek pracy. Mają rację? Może rzeczywistość jest inna, a młodych nikt nie słucha? Jak wyglądała Wasza pierwsza praca? Jak wyglądają Wasze szanse na własne mieszkanie? Piszcie!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 13.07.2013 00:53

Wydaje mi się, że niektórzy państwo nie doczytali artykułu do końca albo czytali coś innego niż ja. Pani Katarzyna w sposób prowokacyjny opisuje pewien schemat, który został zauważony przez dziennikarzy, a na końcu podsumowuje: "Taki obraz rysują media, pisząc o absolwentach, wkraczających na rynek pracy. Mają rację?". Gdzie tu tendencyjność?

Komentarz został ukrytyrozwiń

A jeśli chcesz pracować za jakieś marne 6 funtów/h to nie potrzebujesz doświadczenia !

Za granicą też potrzebują ludzi do hoteli lub wszelkiego rodzaju fastfoodów.

Londyn przykładowo corocznie odwiedza 30 mln. ludzi i to dlatego jest tu tak dużo hoteli !
Widziałem w telewizji program , w którym to mówiono, że mają zamiar wybudować szóste lotnisko gdyż pięć już nie wystarcza :-0

Tu kilka zdjęć , które wykonałem w UK : http://www.panoramio.com/user/3712246
Kliknij przycisk: all photos

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawostka dla wszystkich , którzy wiedzą że coś już umieją (czytaj min. 5 lat w zawodzie ) - jeśli poważnie myślisz o wyjeżdzie uzbieraj około 2000 zł. , znajdż pracę przez internet ( najlepiej w kraju , którego język jest Tobie najlepiej znany ) , kupuj bilet i wylatuj.

Prawda jest taka że w Polsce jest za dużo Polaków !!!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Aż przykro mi było czytać ten artykuł, gdyż w mojej opinii jest on bardzo niesprawiedliwy. Postawa roszczeniowa absolwentów? Większość pracuje za marne grosze już w czasie studiów, sama "przerabiałam" wtedy ulotki, pracę w kawiarni, gdzie miesięczna pensja wynosiła około 800 zł, a często nawet mniej. Po studiach nadeszła szara rzeczywistość- oferty "wspaniałych" staży za niecałe 900 zł z nadzieją na stałe zatrudnienie. Faktycznie zaciskało się żeby i każdego dnia wstawało do pracy, bo może "jutro" będzie lepiej. Niestety staż się kończył, a na wolne miejsca byli kolejni chętni zaznać choć odrobiny swobody w życiu finansowym. Też na krótko. Nawet jeśli kogoś zatrudniali to na 3 miesiące, by spełnić wymagania Urzędów pracy i brali kolejnych- w końcu chodzi o redukcję kosztów zatrudnienia, a to darmowa siła robocza, którą można eksploatować do bólu. Młodzi nie chcą wiele oprócz godnego życia dlatego już niedługo oprócz osób bojących się wyzwań żaden z nas już tutaj nie pozostanie. Jesteśmy traktowani gorzej od murzynów i eksploatowani ponad miarę za kilka srebrników. Tak powinno być? Ok niech na starcie będzie ta najniższa krajowa- w końcu musimy się przyuczyć, ale później w miarę zdobywania umiejętności chcemy więcej- czy to źle? Jak mamy zakładać rodziny, pragnąć dzieci, gdy nie mamy własnego mieszkania, stabilizacji finansowej, bo otrzymujemy śmieciówki i sami nie jesteśmy pewni czy w następnym miesiącu będzie nas stać na chleb? Pomijam już kwestię tego, że wiele osób nie otrzymuje nawet najniższej krajowej. Podsumowując- ankieta ta jest tendencyjna i obraźliwa dla każdego młodego człowieka, który stoi na progu kariery zawodowej. Aż na usta ciśnie się dowcip:

"- Cześć Marek
- A witam Darek
- Jak tam u Ciebie? Wypłacasz pensję pracownikom?
- Nie, już od miesięcy nie dostają ani grosza. A Ty?
- Ja też nie.
- I co nadal przychodzą?
- Pewnie!
- Ty to może by wprowadzić opłaty za wchodzenie do pracy na bramie? "

Humor niestety czarny, ale jak najbardziej odzwierciedla stosunek pracodawców do młodzieży i pracowników w ogóle w Polsce. Radzę zrezygnować z ironii i sarkazmu i przejrzeć na oczy- nikt z nas, absolwentów nie chce na starcie 2000 zł. Nawet za niecały tysiąc setki młodych osób tyrają na to, by się ich szefowie mogli rozpychać w limuzynach, gdyż muszą jakoś przeżyć, bo żyć się za to nie da...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, wydaje mi się, że rynku pracy nie psują Ci, co zgadzają się na pracę za 1000 złotych. To jest ich być albo nie być. Taka jest alternatywa.
Psują rynek pracy Ci, co organizują życie gospodarcze w kraju. To oni są odpowiedzialni za wypuszczenie firmom zachodnim polskich tanich rąk do pracy, a po bezwzględnym wykorzystaniu tego potencjału likwidowanie tychże miejsc pracy, bo otworzyła się jeszcze tańsza oferta na Dalekim Wschodzie. Ogromna rzesza bezrobotnych została z rękami w nocniku.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mieszkam w dużym ośrodku akademickim, w którym nie brakuje studentów ani absolwentów. Widzę, że wielu z nich w poszukiwaniu pracy w zawodzie podejmuje dorywczo pracę fizyczną za symboliczne pieniądze. Niektórzy obsługują gości kawiarnianych ogródków za 3,50 za godzinę, inni pracują za tysiąc złotych jako sprzedawcy.
I teraz pojawia się pytanie, czy ta rezygnacja z postawy roszczeniowej jest na dłuższą metę słuszna. Czy nie powoduje systematycznego psucia rynku pracy. Dla absolwenta wyższej uczelni praca w sklepie czy kawiarni jest tylko etapem przejściowym, epizodem. Po nim przyjdzie być może ktoś, kto studiów nie ukończył i za ten tysiąc złotych będzie musiał pracować przez całe lata.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli tekst jest obiektywny i nie opiera się na przykładzie tylko jednego studenta (który studiuje dla zabicia czasu kiedy nie imprezuje, bo "kiedy się bawić, jak nie na studiach?", to faktycznie dzisiejsi absolwenci są pokoleniem roszczeniowym, leniwym, wygodnym, z wygórowanymi wymaganiami finansowymi.

Nigdy nie było idealnie i bardzo rzadko się zdarzało, żeby świeżo upieczony magister inżynier natychmiast po studiach dostawał wysoko płatną pensję. Zwykle był utrapieniem majstrów, którzy tak naprawdę dopiero przyuczali żółtodzioba do zawodu.
Na dobrą pensję trzeba było sobie zasłużyć.
Pierwszym szczeblem do zasług były studia.
Potem była ciężka praca, łykanie upokorzenia i zaciskanie zębów.
Jeśli się przez to przeszło, można było gorzką kawę zacząć pić ze śmietanką. Jej ilość też bywała różna i zależała od predyspozycji, m.in. wspomnianych: kreatywności i łatwości nawiązywania kontaktów.

Nie mniej nie dziwię się emigracji młodego pokolenia.
My także uciekaliśmy, jeśli tylko była okazja sforsowania "żelaznej kurtyny".
I dobrze, że młodość jest niecierpliwa, gdyż życie jest tylko jedno i bardzo krótkie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak za dwa tysiące nie wstaje z łózka to bardzo długo sobie poleży

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dwa lata temu jak wyjeżdżałem z Polski miałem za sobą 15 lat doświadczenia jako stolarz meblowy, ukończone Technikum Technologii Drewna w Swarzędzu i kobietę w ciąży .
Pierwsza praca za 6,8 funta na godzinę poprzez polską agencję pracy wydawała mi się dobrze płatna, lecz teraz po usamodzielnieniu się nie podejmuję pracy za mniej niż 10 funtów na godzinę, no w końcu Londyn jest drogi ;-).
Jeśli miałbym oceniać życie w Polsce to określiłbym je pomiędzy trudnym a bardzo trudnym a w Londynie lub innych miastach UK (też pracowałem) pomiędzy średnim a łatwym.
Chciałbym także dodać, że jeszcze nikt mnie na wyspach nie oszukał tak jak bywało to w Polsce i szczerze mówiąc nie dziwie się dlaczego język Polski w Angli jest drugim z najczęściej używanych .

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zjazdu po równi pochyłej ciąg dalszy, skoro wydawcy muszą się brać za pisanie prowokacyjnie głupich tekstów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.