Facebook Google+ Twitter

Absurd w czystej postaci - historia pewnego adresu

12 lat temu dla lokatorów jednego z mieszkań na gdyńskim osiedlu rozpoczęła się prawdziwa udręka. Prywatny lokal od 1995 roku figuruje w Urzędzie Skarbowym jako siedziba jednej ze spółek Towarzystwa Handlu Zagranicznego.

– Już naprawdę nie mam siły, żeby starać się tę sytuację zmienić. Nie wierzę byśmy kiedykolwiek całkowicie uwolnili się od irytującej korespondencji i męczącej niepewności – zaczyna swoją opowieść pani Maria Szolewska, matka mieszkającej w mieszkaniu lokatorki, pani Łucji. Pani Maria specjalnie prosi o zmianę nazwiska, ponieważ wszyscy w rodzinie pragną zapomnieć przykre zdarzenia i nie chcą być po raz kolejny niesłusznie podejrzanymi. Nie chcą też ujawniać swoich twarzy. Wszystko zaczęło się w maju 1995 r. Zadowoleni z kupna mieszkania pani Maria z mężem i matką postanowili, iż do lokalu wprowadzi się schorowana pani Łucja, która wymagała opieki.

Urząd listy pisze...



Pocztowe zawiadomienia o przychodzących na adres listach i pismach. / Fot. Patryk SzczerbaPo kilku spokojnych latach zaczyna napływać na adres mieszkania prywatnego dziwna i nieoczekiwana korespondencja z Urzędu Skarbowego w Gdyni.
– Pisma były dostarczane w trybie listów poleconych. Nasze zdziwienie wywołał fakt, że pod adresem figuruje nieznana nam nazwa spółki – tłumaczy Maria Szolewska.

Po odebraniu na poczcie przesyłki okazało się, że sprawa jest poważniejsza niż lokatorzy mieszkania przypuszczali. Dopiero po wielu analizach i prywatnym dochodzeniu wyszedł na jaw cały mechanizm, w który zostały wciągnięte niewinne osoby.
– Sprzedający mieszkanie, podczas spisywania aktu notarialnego zataił fakt, że jest właścicielem spółki Towarzystwa Handlu Zagranicznego. Po dokładnym sprawdzeniu okazało się, że zostaliśmy po prostu wprowadzeni w błąd – spokojnie opowiada mąż pani Marii Edward Szolewski.

Krajowy Rejestr Spółek w Gdyni dysponujący spisem wszystkich tego typu przedsiębiorstw przedstawił dokumenty, z których wynikało, że właściciel mieszkania zawiesił na czas sprzedaży działalność swojej firmy. Mała operacja spowodowała bardzo duże konsekwencje prawne. Spółka, której funkcjonowanie jest zawieszone, nie może zostać przeniesiona na inny adres.
– W tym wypadku właściciel sprytnie zabezpieczył siebie i spokój swojej rodziny – zaznacza pani Łucja.

Właściciel lokum po dwóch latach od sprzedaży odwiesił działalność, sprzedając swe udziały osobom, przez które do dzisiaj aktualni mieszkańcy mają problemy. – Dopiero z czasem okazało się, że to oszuści, przestępcy – stanowczo stwierdza pani Maria.

Reakcja pokrzywdzonych wydawała się logiczna i sensowna. – Postanowiłam zażądać od Krajowego Rejestru Spółek, by zniósł z naszego adresu firmę. Urząd przychylił się do tego żądania – opowiada pani Maria.

Wszystko wydawało się być na dobrej drodze, by po kilkuletniej męczarni wreszcie uwolnić się od przykrości. Spółka miała figurować jako firma mająca swą siedzibę w Gdyni bez konkretnego adresu. Listy, pisma, zawiadomienia jednak dalej przychodziły na dany adres.

Mieszkanie kontrolowane...



Pani Łucja nie samą korespondencję wspomina. Nie ona - jak twierdzi - była przyczyną największego zdenerwowania.
– Podczas tych 12 lat były u nas kontrole: Urząd Skarbowy, policja, Krajowy Rejestr Spółek. Do mieszkania w listopadzie 2004 trafiła też Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego – ze łzami w oczach opowiada 80-letnia lokatorka.

Niektóre z odebranych i wysłanych w sprawie pism, / Fot. Patryk SzczerbaOkazuje się, że nowe osoby zarządzające spółką szybko popadły w długi i są ścigane przez odpowiednie organa. Świadczą o tym nie tylko wyjaśnienia funkcjonariuszy podczas dziwnych kontroli, ale także liczne pisma kierowane ze Straży Pożarnej w Międzychodzie, rachunki telefoniczne opiewające na astronomiczne kwoty oraz faktury VAT za energię elektryczną oraz dzierżawę zbiorników paliwowych wystawione na kwotę ponad 2 tys zł.

Patowe prawo



– Punktem zaczepienia dla wszystkich instytucji jest nasz adres i to w całej sytuacji po tylu latach jest najbardziej groteskowe – stwierdza pan Edward.
Na stole zobaczyć można wiele pism kierowanych do Urzędu Skarbowego, sądów z prośbą o zakończenie sprawy i zaprzestanie kojarzenia prywatnego mieszkania z nieuczciwą działalnością. Po jednej z wizyt w Urzędzie Skarbowym okazało się, że potężna władza urzędnicza ma związane ręce. Naczelnik wytłumaczył właścicielom mieszkania, iż nie może tak naprawdę nic zrobić. Dopóki nie zgłosi się właściciel z nowym adresem firmy, korespondencja będzie cały czas na dany adres wysyłana.
– Wiadomą sprawą jest, że się nie zgłosi, ponieważ wie o tym, iż jest poszukiwany przez policję i ABW – mówi pani Maria. – To chora sytuacja, absurd w czystej postaci.

Cały czas na prywatny adres dostarczane są już same awiza, ponieważ listonosz - jak z uśmiechem stwierdza pani Maria - jest już poinformowany, by przesyłek z nieprywatnym adresatem nie dostarczać do mieszkania. Awizo zostawiane jest w skrzynce. Zebrało się ich już ponad 50.
– Wszyscy nam współczują, każdy rozumie, tylko maszyna urzędnicza cały czas nie wykazuje ludzkich odruchów – kwitują pokrzywdzeni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Dzięki wszystkim za dobre słowo:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ choć brakuje mi drugiej części, w której Autor rozmawia z władzą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co za gnojki...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jak w powieściach Strugackich. Ale oni wymyślali, a u nas się dzieje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ambitny pomysł, trudny temat, dobre wykonanie +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gdynia to piękne miasto, ale ludzie tu u nas tacy sami durnowaci, jak w całej Polsce.
Poinformowano mnie, że sprawę można załatwić do 15:30. Zapomniano dodać, że zafajdane znaczki za 6 zł można kupić do 15:15.
W Polsce długo jeszcze nie będzie normalnie!
Durny urzędnik wie, ze wysyłając list na ww. adres doprowadzi do furii mieszkańców? Wie. Wie także, ze jego zafajdana ciężka praca z tym pisaniem pójdzie na marne? Wie. Wie, że znaczki naklejone na list, za które płaci nie ów łoś, ale RP, zostaną wyrzucone w błoto? Wie. I pewnie do tego jest po studiach, za które zapłaciła równiez RP...
Gońmy Zachód, gońmy...
Autobusy w normalne dni jeżdżą np. co 15 minut. W świąteczne wypadają zwykle "co drugi".
Ale nie wszystkie. Na początku maja niektóre linie kursowały jak w dni świąt., choć to były dni powszednie. Nie każdy czytał obwieszczenia. I jeśli w dzień powsz. autobus jechałby o 7:35, to w świąteczny jechał o 7:33 (zgodnie z rozkładem), czyli dwie minuty wcześniej. Z takimi Polakami to my jesteśmy w ogonie gospodarki i logiki. A klient nasz pan? Na starych etykietkach...

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) bo dobry reportaz, a to trudne

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.