Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

30603 miejsce

Absurdy szkolnych planów lekcji

Lekcje często zaczynają się o 7:10. Do szkoły mam około 15 kilometrów. Kto zna miejską komunikację, ten łatwo sobie obliczy, że z jedną przesiadką droga zajmuje mi około 45 minut...

Miarka się przebrała

Uczęszczając do podstawówki, miałem wiele szczęścia - autobus przyjeżdżał prosto pod budynek szkolny, a do pierwszego dzwonka zostawało jeszcze jakieś pół godziny. Zdążyłem więc spokojnie zdjąć kurtkę, zmienić buty i przygotować się do pierwszych zajęć, które rozpoczynały się o 8:00 lub o 8:45. W gimnazjum szczęście się skończyło. Coraz częściej zdarzało się, że lekcje rozpoczynałem w południe, a kończyłem wieczorem. Przekreślało to cały mój dzień, bo nie było czasu na odrobienie lekcji ani na inne zajęcia. Musiałem poświęcać godziny przeznaczone na sen i czasem uczyć się w nocy. Jednak do gimnazjum miałem niedaleko, nie narzekałem więc na dojazdy i znosiłem te trudy. Cóż zrobić. Miarka przebrała się w liceum, które kończę już w tym roku.

Połowa śmierdzi potem

Lekcje często zaczynają się o 7:10. Do szkoły mam około 15 kilometrów. Kto zna miejską komunikację, ten łatwo sobie obliczy, że z jedną przesiadką droga zajmuje mi około 45 minut. Z mojej miejscowości dojeżdżam najpierw autobusem do Krakowa, stamtąd kieruję się na odpowiedni tramwaj. Autobusy kursują niezbyt często, muszę więc wstać około 5:15, aby zdążyć zjeść śniadanie, ubrać się i poczekać na autobus, który jedzie o 6:05. W szkole jestem za dziesięć siódma i muszę poczekać chwilę na zajęcia. Koledzy, którzy przychodzą, są zaspani tak jak ja, więc nasz udział w lekcji często nie jest zbytnio aktywny. Chyba, że pierwszą lekcją jest wychowanie fizyczne. Wtedy od razu rozruszamy się i jesteśmy gotowi do pracy. Jest tylko jeden minus – brak prysznica w szkole sprawia, że ośmiogodzinne pobyty w szkole po wf są nie do wytrzymania. Bo jak wytrzymać w 38 osobowej klasie, gdzie połowa śmierdzi potem?

Religia, dwa wuefy i godzina wychowawcza

Innym mankamentem dotyczącym planu lekcji jest zróżnicowanie godzin lekcyjnych w ciągu tygodnia. Często zdarzało się, że w jednym dniu miałem 8 lekcji, w drugim zaś 4. Szczerze powiedziawszy, wolałbym dwa razy po 6 godzin. Tutaj należy wyróżnić kolejną wadę. Otóż zdarza się, że kolejne cztery lekcje, jakie mam w danym dniu to religia, dwa WF-y i godzina wychowawcza, ale zdarza się również, że podczas ośmiogodzinnego dnia nauki mam same przedmioty “wymagające wysiłku”. Kolejnym minusem planu lekcji są późne powroty. Gdy kończę o 17:05, to często w domu jestem po 18. Nie ma za wiele czasu na odpoczynek, a potem na naukę. A jeżeli uczeń ma jakieś zajęcia pozaszkolne, albo chce realizować hobby? Niektórzy grają w klubie sportowym, inni chodzą na dodatkowy angielski, co wtedy? Nie wspominam już o życiu towarzyskim, na które w ogóle prawie nie ma czasu. Ostatnim z minusów, które tu wymienię bywają przerwy. Ja akurat tego problemu nie mam, ale w niektórych szkołach brakuje tzw. długich przerw, podczas których byłby czas na zjedzenie posiłku, lub chwilowy oddech.

Co na to nauczyciele?

Moje problemy kończą się w tym roku. Jestem w klasie maturalnej. Liczba godzin lekcyjnych w tygodniu spada z trzydziestu pięciu do dwudziestu pięciu. To duża ulga. Teraz może znajdę czas na pozalekcyjne zajęcia i odrobinę odpoczynku. Chciałbym, by ten tekst trafił przed oczy nauczycieli. Może wtedy zrozumieliby choć w części problem uczniów i postarali się o ułożenie dogodniejszego planu zajęć.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Thaven
  • Thaven
  • 10.09.2006 12:42

Szczera prawda - ja też jestem w klasie maturalnej. Z tej okazji 4 dni w tygodniu mam na 7:10, czyli wstaje równo o piątej, a w całym tygodniu lekcji jest... 38 - prawie 8 na dzień. Nic dziwnego, że już w czwartek jak przyjeżdzam o 17 do domu to chce już tylko spać, a nauka w domu w takim stanie ma zero efektywności. A na dodatek dyrekcja mojej szkoły postanowiała w tym roku zamiast semestrów zrobic trymestry - czyli liczba ocen jakie trzeba dostać w ciągu roku zwiększy się o 50% - czyli częściej będą kartkówki. Nauczyciele stwierdzili, że na powtórki do matury czasu nie będzie, bo i tak ledo się wyrobia z materiałem. Zyć, nie umierać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

i moze za to nalezaloby sie zabrac! a nie wymyslac coraz to nowe pierdoly w edukacji- mundurki??wychownaie patriotyczne?? drodzy politycy! zacznijcie zajmowac sie faktycznymi problemami, a nie sami stwarzacie sobie problemy, zeby tylko wygladalo ze cos robicie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

W ubiegłym roku miałam podobnie. Najgorsze były jednak wtorki: lekcje od 8.00-15.30. Potem na 16.00 angielski w zupełnie innej szkole. 0 18.00 byłam w domu. Pomijając te godziny, najciekawsze było to, że we wtorek miałam same najgorsze przedmioty (fizyka, chemia, historia) i w środę miałam je znowu. Uwierzcie, ciężko jest przygotować się tak z dnia na dzień na te "kobyły", a co dopiero o 18.00. Takie życie ucznia...Może w tym roku będzie lepiej. Oby!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.