Facebook Google+ Twitter

Ach ta pamięć - było minęło...

Chciwiec umierał z bryłką złota w ręku. Wypadek - w leju ukazały się nogi martwego nieszczęsnika. Dlaczegoś, Kasiu wysmiewałaś moje piegi. Parowóz miał "duszę",był jak żywy ognisty koń, dyszał, pocil się. Dym i opary skutecznie zabijały.

Ach ta pamięć.

Świat pognał do przodu. Niesamowity postęp techniki , szczególnie elektroniki. Komputery, lasery, komórki trzeciej generacji, wzrastające moce przekazywanych informacji – bajty, megabajty i gigabajty. Co jeszcze wymyślą?
A ja nadal nie wiem, jak to się dzieje, że mogę sobie przypominać różne sprawy , te odległe i te bliskie. Rozwiązuję krzyżówkę i jest np. hasło : Gdzie osiadła Arka Noego? I z pamięci , ot tak sobie, wyskakuje " góra Ararat!". Jak to jest , czy ten Ararat stale krąży w formie impulsu elektrycznego w tej mojej głupiej głowie, czy też w formie jakiegoś związku chemicznego, nie wiem , po prostu nie wiem! Staram się to jakoś sobie wyobrazić: może mózg człowieka z tymi swoimi zwojami i pofałdowaniami jest jak płyta gramofonowa , czy dysk komputerowy , na którym zapisuje się całe nasze życie, wszystkie nasze doznania i uczynki, te dobre i te złe. Jeśli to są impulsy elektryczne , to z bólem stwierdzam, że w tych moich zwojach dochodzi często do krótkich spięć i
nie umiem znaleźć prostych odpowiedzi na proste, wręcz banalne pytania. Uciekają imiona , nazwiska , różne sprawy. Carramba!!! A co będzie dalej? Zapomnę wreszcie swego adresu i jak się nazywam...Nie rozpoznam swojej żony ! Obca kobieta w moim domu (!) i może niechcący dojść do "cudzołóstwa"? Czy byłby to w takim razie grzech ? Zostawię te rozważania na boku...




* * *

A oto kilka okruszków pamięci sprzed wielu, wielu lat , z czasów dzieciństwa i szkoły, wtedy jeszcze powszechnej. Powiem tylko, że Złoty Stok
został jakby moim drugim rodzinnym miastem po Sołotwinie, gdzie się urodziłem. Los rzucał mnie i rodzinę na krótko kolejno do Nadwórnej, Bitkowa, Opola i już na dłużej, bo na kilka lat - do Złotego Stoku. Wojna nie zniszczyła go wcale. Pięknie położony u podnóża Gór Złotych; kopalnia złota i arsenu , wiele innych zakładów, sąd górniczy, szkoła leśniczych, hotele i zajazdy, wspaniałe trasy spacerowe, stacje Męki Pańskiej, kościoły. Tu spędziłem swoje szczenięce lata nim ostatecznie nie zakotwiczyłem we Wrocławiu.



I

Nie pamiętam, który to był rok. Może 1947 , a może 1948. Wiem tylko , że likwidowano prywatną inicjatywę. Prywatne do tej pory sklepy zabierano dotychczasowym właścicielom i powstawały sklepy spółdzielcze. W naszym miasteczku otwarto pierwszy taki sklep przy ulicy Wojska Polskiego pod nazwą „Społem”. Zamiast jednego sprzedawcy pojawiło się kilku. U jednego wybierało się towar, dostawało się kwit i należało pójść zapłacić do kasy, i odebrać u pierwszego to, za co się zapłaciło. Mama wysłała mnie po pastę do butów do tego nowo otwartego sklepu. Poszedłem. Poprosiłem o pudełko czarnej pasty, dostałem od pani paragonik i do ręki pastę marki „Erdal”. Ale do kasy już nie poszedłem, żeby zapłacić, przecież pastę już dostałem.
Co to, głupi jestem! Ucieszony swoim sprytem i przebiegłością, wróciłem do domu i tę radosną wieść obwieściłem mamie . Spodziewałem się co najmniej pochwały. Moja rodzicielka zrobiła mi awanturę i rozkazała: masz pójść natychmiast do sklepu, przyznać się do winy, przeprosić i zapłacić za pastę. Musiałem mieć mocno czerwone uszy ze wstydu , gdy pojawiłem się w sklepie. I tak to wbijano mi do głowy siódme przykazanie Boże, które dawno,
dawno temu Mojżesz obwieścił Izraelitom , a przez nich i światu- „Nie kradnij”.


II


Na tejże ulicy Wojska Polskiego był zakład fryzjerski pana Krajnika . Był to jedyny zakład w miasteczku. Mnie tam również kierowano , by korpulentny
balwierz uporał się z moją rozwichrzoną czupryną. Ale przed pójściem tam były z moim bratem Tadeuszem kurczszlusy i płacz. Bo, jeśli np. strzyżenie kosztowało 6 złotych, to - instruował mnie brat - siadasz na fotel , dajesz się ostrzyc na zero, jak zwykle, i po skończeniu zostawiasz na stoliku 3 złote,mówisz „dziękuję” i do widzenia... No i tak poinstruowany, ze wstydem , z czerwonymi uszami chodziłem do pana Krajnika , okradając go z tych 3 złotych. I tak to siódme przykazanie było tu traktowane tylkona sześć i pół.
Ot, taka to moralność Kalego: jeżeli Kalemu ukraść krowy, zły uczynek, gdy Kali ukraść krowy- to dobry !


III.



Patrzę na zdjęcie absolwentów powszechnej siedmioklasowej szkoły w Złotym Stoku . Skończył się rok szkolny 1949/50. Grupka nauczycieli, kierownik szkoły, koleżanki, koledzy i ja . Zdjęcie jest zrobione na tle szkoły. Tu , kilka lat wcześniej, po przyjeździe z Opola , chyba w kwietniu 1946 r. do
klasy trzeciej zaprowadził
mnie kierownik pan Jachimowski i ja, wchodząc , zamiast „dzień dobry” powiedziałem krótkie -„cześć”!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

zb.sypień
  • zb.sypień
  • 16.11.2011 20:37

Mam prośbę: Kończyli ze mną szk. powszechną (49/50) koledzy: Młotkowski, J.Charęża, Błaszczyk,
Jędruch, Gołębiowski, Dąbrowski, Stach i Leszczuk. Ciekawi mnie jakie były ich losy. Wiem ,że Zdziszek
Gołębiowski chciał zostać księdzem lub zakonnikiem, Janusz Charęża był dyrektorem "Arsenu" i to wszystko. Jeżeli ktoś może i chciałby mi coś napisać ,byłbym wdzięczny. Zb.Sypień(apik36@tlen.pl)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.