Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

17181 miejsce

ACK Electric Nights w Lublinie - odsłona druga

Drugi dzień Progressive Stage 2010 zapowiadał się jeszcze ciekawiej niż pierwszy. Ze sceny lubelskiej Chatki Żaka, 13 listopada powiało mocą, pulsem gitarowych riffów, a koncerty były w miarę spójne muzycznie.

Andrzej Kaczyński - Indukti / Fot. Elżbieta RubiecMetalowy wieczór z przytupem rozpoczął występ lubelskiego Whiterose. Kapela istnieje od 2003 r. i jak większość zaczynała od grania coverów, by potem odkryć swoje własne muzyczne fascynacje. Panowie stopniowo podążali w stronę progresji, a obecnie w ich twórczości pobrzmiewają wyraźnie inspiracje Opethem, Dream Theatre czy Porcupine Tree. Podczas swojego występu zaserwowali potężną dawkę progmetalu, jednak niewzruszona publiczność daleka była od porywów okołoscenicznych, zapewne w oczekiwaniu na kolejne grupy.

Niewątpliwą gwiazdą drugiego dnia Electric Nights był oscylujący na pograniczu rocka progresywnego i metalu śląski Division by Zero. Podczas ich występu atmosfera pod sceną "się zagęściła", pojawiło się wielu fanów znających i doceniających twórczość DbZ. Hardzi metalowcy na lubelskim koncercie promowali głównie swoje ostatnie wydawnictwo - "Independent Hormony". Już samo brzmienie utworów takich jak np. "Don’t Ask Me" zabija. Muzycy odpalili prawdziwą petardę z ciężarem, głębią i dynamiką. Otwierający koncert "Ignition" uwiódł mrocznym klimatem, a następny w kolejce na setliście "Wake Me Up" kopał, drapał rzeźnickimi gitarami i przeszywał mocnym growlem. Tytułowy "Independent..." zmiótł swoją brutalnością oraz tnącymi riffami - i tak właściwie pozostało prawie do końca koncertu. Były też wyjątki - utwór instrumentalny, chwile wytchnienia, ciepłe brzmienie flirtujące niemal z rock-jazzem. Jednym słowem - doskonała kombinacja metalowej agresji i rockowego piękna.

Maciej Foryta - Division by Zero / Fot. Elżbieta RubiecKompilacja Division by Zero była pikusiem w porównaniu z energetycznym koktajlem muzycznym, jaki podali publiczności członkowie grupy Terminal. W trakcie występu zaprezentowali min. kawałki ze swojego ostatniego albumu, "Tree Of Lie". Co ważne - każdy z muzyków tego zespołu ma własne inspiracje muzyczne, zaś to, co tworzą wspólnie z Terminalem, jest wypadkową kilku stylów. W koncertowych utworach można było odnaleźć zarówno elementy jazzu, motoryki r'n'b, jak i riffów o progresywnym zabarwieniu, a wszystko to podlane zostało metalowym brzmieniem. Cały występ był fuzją kilku tych stylów mimo, że kompozycje były raczej krótkie, to jednak energiczne i nowoczesne. W niektórych z nich, jak np. "Behind The Mask" wyraźnie słychać wpływy Linkin Park - zresztą cała twórczość zespołu czerpie garściami z nu-metalu. Podczas ich występu nie zabrakło praktycznie niczego - były szalone klawisze, pulsujące gitary, energiczna perkusja, czyli solidne granie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Dobra nawet bardzo dobra relacja...

Komentarz został ukrytyrozwiń

opisujesz to jak nawiedzona fanka metalu, generalnie to jak w części pierwszej powiem, że szczegółowo, opisałaś cały klimat imprezy. Ostatnie zdjęcie takie se ale reszta ok :D fajjne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.