Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

52758 miejsce

Adam Mazalewski o Shape Of My Fall: Nie wzięli nas do MTV

Z Adamem Mazalewskim mieliśmy rozmawiać o zespole Shape Of My Fall, w którym grał na gitarze, a rozmawialiśmy o Abbie, Radiohead i Tinie Turner. Miało być o przeszłości, a było o przyszłości. Nie tylko mego rozmówcy i Shape Of My Fall.

 / Fot. materiały zespołuChyba zespół Shape Of My Fall był ważnym zespołem, skoro powstały artykuły w stylu "Pożegnanie z Shape Of My Fall"?
- Nie da się ukryć, że autor tego tytułu nieco przesadził (śmiech). Zabrzmiało to jak "Pożegnanie z Budką Suflera” albo co najmniej "Pożegnanie z Afryką”. Niewątpliwie dla nas grających, to był ważny zespół. Poświęcaliśmy mu sporo czasu, sił, pieniędzy. Paru innym osobom - z tego co wiem - też się podobało. Nawet dziadkom Magdy (wokalistki), którzy po wysłuchaniu jednej z piosenek stwierdzili, że „no ładnie, ładnie, tylko orkiestra za bardzo hałasuje i Cię zagłusza”. Ja na szczęście nie cierpię na dosyć powszechny syndrom członków kapeli, którzy uważają, że ich zespół jest najlepszy na świecie i nie przyjmują słów krytyki pod swoim adresem. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że dla mnie SOMF [Shape Of My Fall] był zespołem raczej średnio-przeciętnym. I nie to żebym był skromny. W sumie to tylko perkusista nieźle grał, no i Magda ładnie śpiewała...
A gitarzysta? Czyli Ty...
- Gitarzysta też, jak się rozkręcił to "czesał" jak Satriani. Dlatego bardzo mnie cieszyły, ale jednocześnie trochę zaskakiwały recenzje lub opinie bardzo dla nas pochlebne. Podobne miałem odczucia odnośnie innego zespołu, w którym pogrywałem – Angelreich, gdzie osiągnęliśmy naprawdę dużo. Więcej niż zakładaliśmy. Z kolei na odwrót było z zespołem "Cisza", w którym grałem. Myślałem sobie, że przecież tak nam super wychodzi, więc dlaczego fanki jeszcze nie walą drzwiami i oknami, a wytwórnie nie proponują kontraktów? Widać kwestia gustu... Tylko żebym był dobrze zrozumiany: bardzo podobała mi się i sprawiała dużo frajdy muzyka, którą tworzyliśmy w SOMF. Miałem jednak świadomość, że nie jest to nic odkrywczego, ani jakoś bardzo oryginalnego. Ot, kapela jakich setki na świecie.

Mnie najbardziej zainteresował Wasz utwór "Flawless"...
- Ojoj, toć to prehistoria! W sumie to jeden z pierwszych kawałków, jakie stworzyliśmy. Pamiętam, że miał takie kowbojskie wejście. Kiedy słuchałem go sobie w domu, to przed oczyma stawało mi lasso, preria i galopujące konie (śmiech). W środku tego utworu był też coś na kształt tkliwego fragmentu balladki dla zakochanych emowców [sympatyków gatunku muzycznego "emo", odnoszącego się do emocji - przyp. P.B.]. Ale nie był to jakiś specjalnie dla nas ważny utwór. Na pewno był najdłuższy, jaki SOMF kiedykolwiek spłodził. Miał chyba, o zgrozo, ze 3 minuty (śmiech). Ale dla kontrastu miał za to najkrótszy tekst. Jak go graliśmy, to mordka mi się radowała, bo nie mogłem się opędzić od myśli, że śmigam właśnie na koniu jak Lucky Luke!

Kiedy dziś słyszysz hasło "Shape Of My Fall", to jaka jest twoja pierwsza myśl?
- Graliśmy po amerykańsku, wyglądaliśmy po polsku, a nie wzięli nas ani do MTV, ani nawet do MTV Polska.

Dlaczego zespół, który jest nazywany "jedną z większych nadziei polskiej sceny hardcore/punk" (tak przeczytałem na indeendent.pl), kończy swoją działalność? Czy w Waszym przypadku to była siła wyższa?
- Widzę, że pan redaktor nieźle się przygotował do wywiadu... Akurat te słowa pisał jakiś tam nasz znajomy, więc też nie należy ich brać całkiem serio. A co do zakończenia działalności, to – mówiąc tyleż zwięźle, co dyplomatycznie – przyczyniły się do tego powody zarówno osobiste, jak i służbowe, z lekką nutką braku czasu. Niektórych, bądź też wszystkich członków i członkiń zespołu. Myślę, że nie ma się co rozwodzić w tej kwestii, żeby nie zanudzić.

Ale chyba nie zerwałeś z muzyką...
- Nie. Gorąco polecam zespół, w którym aktualnie "wymiatam" solówki. Nazywa się Stella. Jest to wybuchowa mieszanka tyleż szybkiego, co krzywego punka! Bez kitu - wypas! Zresztą przekonać się można samemu, odwiedzając stronę myspace.com/stellasphc. Chciałbym też jeszcze kiedyś skrzyknąć się z chłopakami i powrócić do grania w "Ciszy". Tyle że w głowie głównego frontmana tego zespołu, a jednocześnie mego przyjaciela przez duże „P”, nie narodziły się na tyle epokowe pomysły, by powrócić do grania. Tak więc pozostaje mi jedynie czekać i mieć nadzieje, że może jeszcze się narodzą...

A jak narodziła się przyjaźń pomiędzy Shape Of My Fall a Faust Again? Powiedziałeś mi wcześniej, że ten zespół - z którym rozmawiałem niedawno - to "Wasze dobre ziomki"...
- Wszystko zaczęło się bardzo dawno temu, kiedy zaprosiliśmy nikomu nieznany zespół z Grudziądza na koncert do Piły. Już wtedy zrobili na nas spore wrażenie, a było to dobre 6-7 lat temu. A później z racji tego, że Angelreich, o którym wspominałem, był kapelą stylistycznie podobną do Faust Again, to często byliśmy zapraszani na te same koncerty albo po prostu polecaliśmy organizatorom zaprosić właśnie ich. I na odwrót. Nie wiem, czy Wojtek (gitarzysta Faust Again) to pamięta, że na koncercie w Szubinie albo Nakle, pożyczał ode mnie gitarę, którą mam do dziś. Tak więc jak Faust Again osiągnie już status porównywalny z Black Sabbath, to sprzedam tę gitarę na aukcji i będę bogaty! A są na dobrej drodze do tego. Grają trasy po całej Europie i jest to ppodejrzewam najbardziej znany na Zachodzie zespół z Polski w kręgach hardcore-punk. No a nade wszystko, to bardzo sympatyczna i wesoła ekipa. Poza tym tworzą naprawdę dobrą muzykę i świetnie wypadają na koncertach. Dobra, dość "lizania tyłków"...

Kto pierwszy się reaktywuje? Abba, czy Shape Of My Fall?
- Ha! To jest bardzo dobre pytanie! Nie powiem, usłyszeć jeszcze raz „Gimmie Gimmie Gimmie” w oryginale to byłoby coś! Na pocieszenie mogę tylko powiedzieć, że kilka lat temu podczas wakacji nad morzem miałem okazję zobaczyć na koncercie jedną z milionów kopii Abby. I też nieźle dawali radę! I to bez playbacku! Mnie osobiście marzy się wielka reaktywacja Tiny Turner. Tylko chyba potrzeba by do tego sporo kleju, żeby ją jakoś poskładać... (śmiech). A co do powrotu SOMF, to myślę, że - jak śpiewał Bartek Wrona - szansa jest „jedna na milion”. Choć jeśli zaoferowano by nam tyle, ile wytwórnie gotowe są zapłacić za powrót Abby, to kto wie czy byśmy się nie skusili.

Póki co piosenek Shape Of My Fall można posłuchać w Internecie. A jeśli już jesteśmy przy dystrybucji muzyki. Czy internet to dla muzyków dzisiaj jest dobrym sposobem na rozpowszechnienie własnej muzyki?
- Nawet bardzo dobrym. Zresztą w obecnej chwili praktycznie jedynym. W naszym przypadku nie chodziło o chęć zarobku, więc wrzucaliśmy do Internetu wszystko jak leci, właśnie po to żeby jak najwięcej ludzi mogło posłuchać całości. Dla własnej satysfakcji robiliśmy też wersje „dotykalne” na "CD-R". O dziwo te "wypalone" na dyskietkach płyty sprzedawały się bardzo dobrze. Mimo iż były w Internecie do pobrania za darmo. Ale myślę, że muzyczny świat zmierza w kierunku "mp3" i raczej nie da się tego zatrzymać. Pamiętam jak będąc młody miałem kolekcję kaset i zarzekałem się, że nigdy nie przerzucę się na CD. Że to byłoby zdradą. A obecnie mam kolekcję CD i zarzekam się, że żadne mp3, że zdrada. Pożyjemy, zobaczymy. Mnie osobiście bardzo spodobał się pomysł, który zaproponował ostatnio zespół Radiohead. Wydali nową płytę z pominięciem wytwórni, po prostu zamieścili ją w Internecie zgodnie z zasadą „co łaska”. Tym samym zarobią pewnie i tak więcej, niż gdyby wydali płytę z pomocą wytwórni, bo pieniążki trafią bezpośrednio na konto zespołu. Bardzo ciekawy pomysł, także z psychologicznego punktu widzenia. Ja osobiście po ściągnięciu na pewno zdecydowałbym się wpłacić jakieś pieniążki, czułbym taki moralny przymus.

Mam "moralny przymus", by podziękować Ci za ciekawy wywiad.
- Dzięki wielkie za odkopanie Shape Of My Fall i zainteresowanie. Pozdrawiam wszystkich, którzy dotrwali do końca wywiadu.

***

Zespół Shape Of My Fall pochodził z Piły, a tworzyło go pięć osób: Karol i Magda (wokaliści), Adam (gitara), Darek (bas) oraz Bartek (perkusja). Ich pierwsze oficjalne demo zostało wydane własnym sumptem w 2005 r.
Muzyka grana przez załogę z Piły to raczej solidna dawka screamo i punka, natomiast elementy emo pojawiają się w poszczególnych piosenkach przede wszystkim za sprawą wokalistki. W 2006 roku nagrali płytę "A Perfect Way To Leave Unseen", która okazała się być pożegnalnym wydawnictwem zespołu. Pilski zespół był jedną z większych nadziei polskiej sceny hardcore/punk (koncertowali m.in. z Amandą Woodward), wyróżniającym się dzięki pięknemu głosowi wokalistki. Ich nagrań można posłuchać na stronach www.sphcmusic.za.pl, oraz www.somf.prv.pl. A także na profilu MySpace: http://profile.myspace.com/index.cfm?fuseaction=user.viewprofile&friendID=40636567

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.