Facebook Google+ Twitter

ADIEU Monsieur OBRANIAK

16 maja Ludovic Obraniak postanowił zrezygnować z gry reprezentacji Polski pod wodzą Waldemara Fornalika. Być może już nie zobaczymy go w koszulce z Orłem na piersi.

 / Fot. http://www.wiadomosci24.pl/artykul/adieu_francais_obraniak_270503.htmlLudovic Obraniak zadebiutował w reprezentacji Polski w sierpniu 2009. Przez niemal półtora roku Obraniak walczył z prawnymi procedurami, gdzie starał się wykazać polskie korzenie. Po dłuższym czasie wyszedł zwycięsko z tej potyczki i otrzymał polski paszport. Można go nazwać pierwszym „farbowanym lisem”, gdyż swoją osobą zapoczątkował pewnego rodzaju trend na naturalizacje piłkarzy posiadających obce paszporty, ale w pewnym stopniu mających polskie korzenie. Ówczesny selekcjoner, Leo Beenhakker powołał go na towarzyskie spotkanie z Grecją. Rozpoczął mecz na ławce, ale już po przerwie zameldował się na placu gry. Debiut przypieczętował dwoma ciekawej urody golami.

Tym debiutem na chwilę zamknął usta krytykom. Związane z nim nadzieje były duże. Oczekiwano od niego, że swoim zachodnim stylem gry poprawi mizerny styl reprezentacji Polski. Widziano w nim lidera kadry, dzięki któremu reprezentacja wywalczy awans do Mistrzostw Świata w RPA. Niestety, naturalizowany Francuz nie odmienił wtedy stylu drużyny na tyle, aby selekcjoner Leo Beenhakker zameldował ówczesnemu prezesowi PZPN-u, Grzegorzowi Lacie o wykonaniu powierzonego zadania, czyli awansu reprezentacji na światowy czempionat.

Również Franciszek Smuda zaufał Obraniakowi i wiązał z nim duże nadzieje. Przed Euro 2012 to on dowodził poczynaniami Polaków w środkowej części boiska. Skutek tego był różny, ale przecież to sparingi nie są racjonalnym wyznacznikiem potencjału drużyny. Obraniak w tych meczach notował lepsze i gorsze momenty, ale Franciszek Smuda nadal obstawał przy tym, aby to Francuz w dalszym ciągu nadawał ton akcjom przeprowadzanym przez reprezentację Polski.

Bez wątpienia każdy pamięta tragiczny występ polskich reprezentantów podczas Euro 2012. 4 miejsce w grupie, zaledwie 2 remisy i porażka, które skutkowały brakiem awansu do pucharowej fazy turnieju nigdy nie zostaną zapomniane przez polskich kibiców. Również sam Obraniak zaliczył bardzo słaby turniej. Ciężko zapamiętać chociaż jego jedno udane zagranie, z którego reprezentacja Franciszka Smudy miałaby pożytek. To on został namaszczony na jednego z liderów drużyny, która poległa na całej linii. Odpowiedzialność za to ponoszą głównie jej papierowi liderzy, od których najwięcej się wymagało. Z występu Obraniaka na Euro zapamiętam jedynie pewnego rodzaju frustracje, gdy selekcjoner postanowił zdjąć go z boiska w ostatniej minucie z Rosjanami. Obraniak poczuł się urażony. W sposób bardzo ostentacyjny okazał selekcjonerowi brak szacunku, gdy schodząc z boiska nie podał mu ręki.

Po Euro 2012 nastąpiła zmiana na fotelu selekcjonera reprezentacji. Wcześniej uwielbianego, a potem szczerze znienawidzonego Franciszka Smudę zastąpił Waldemar Fornalik. Nie mam zamiaru tutaj rozwodzić się nad zasadnością tej nominacji protegowanego Antoniego Piechniczka. Również Fornalik postanowił w dalszym ciągu korzystać z usług naturalizowanego Francuza. Nadal wystawiał go w środkowej części boiska, gdzie miał dyrygować ofensywnymi poczynaniami drużyny. Niestety, punktowy skutek naszego narodowego zespołu nie był z tego duży. Obraniak w pierwszym meczu eliminacyjnym z Czarnogórą wyleciał z boiska za bójkę z przeciwnikiem. W ten sposób osłabił w dużym stopniu potencjał drużyny, która z trudnego terenu wywiozła zaledwie, chociaż w pełnym składzie były spore szanse na zwycięstwo.

17 września reprezentacja Polski rozegrała mecz na Stadionie Narodowym z Anglią. Zanotowaliśmy wtedy cenny remis, którego jednak waga została trochę zawyżona. Styl gry reprezentacji nie był najlepszy, a samą punktową zdobycz zawdzięczamy słabszej dyspozycji Anglików, aniżeli naszej sile. Obraniak w tym meczu zagrał raczej średnio i był niewidoczny. Na pewno nie nadał jakiegokolwiek stylu akcjom drużyny.

Ostatnim zgrupowaniem Obraniaka w reprezentacji Polski było to przed meczami z Ukrainą i San Marino. Francuz zagrał tylko w jednym meczu, przegranym w tragicznym stylu z Ukrainą, gdzie wszedł na zaledwie 30 końcowych minut. Dla przesadnie ambitnego i pewnego swoich umiejętności Obraniaka był to olbrzymi cios. Po powrocie ze zgrupowania w licznych wywiadach mówił o swym dużym niezadowoleniu zaisniałą sytuacją. Narzekał, iż jest w tej drużynie nieakceptowany i nie jest mu okazywany należyty szacunek. Kwestią czasu było, kiedy on bądź selekcjoner zrezygnuje z jego usług.

Teraz można spokojnie ocenić cały okres występów Obraniaka w biało-czerwonych barwach. Uzbierał dosyć sporo występów w liczbie 32. Jednak w większości były to mecze towarzyskie, bez większego znaczenia. Goli zdobył zaledwie 6. Nie jest to najlepszy wynik jak na zawodnika, od którego wymagało się kierowania poczynaniami ofensywnymi drużyny. W żadnym meczu nie odcisnął swojego zachodniego piętna na grze reprezentacji.

Zawodnika należy oceniać na podstawie spotkań o punkty, gdzie mecze toczą o odpowiednią stawkę. Argumentem wielokrotnie powtarzanym przez dziennikarza, Pana Krzysztofa Stanowskiego jest to, że drużyna z Obraniakiem w składzie nie wygrała ŻADNEGO meczu o punkty. Nie wygraliśmy w eliminacjach Mistrzostw Świata w 2010, podczas Euro i w aktualnie toczących się bojach o brazylijski mundial. Na podstawie tych danych statystycznych można dojść do wniosku, że pożytek z naturalizacji Francuza był praktycznie żaden. Niestety, taka jest prawda.

Kolejni selekcjonerzy zaufali Obraniakowi i powierzyli mu chyba zadania na boisku. To on miał być tym rozgrywającym, od którego najwięcej zależy na boisku. Niestety, nie podołał temu zadaniu. W klubie występuje na nieco innej pozycji, gdzie nie musi brać tak dużej odpowiedzialności za grę drużyny. W reprezentacji starano się zrobić z niego „Playmakera”, ale skutek tego był doprawdy mizerny. Obraniak wyraźnie uciekał od brania odpowiedzialności za grę i w żaden sposób nie decydował o tempie czy sposobie działań zaczepnych polskiej reprezentacji. Bez wątpienia nie dobrano mu odpowiedniej pozycji, na której czułby się dobrze. Nigdy nie był królem środka boiska.

Sam Zbigniew Boniek wielokrotnie wysyłał krytyczne głosy w jego kierunku, że nie nadaje się na „Playmakera”. Obraniak na jakiekolwiek słowa krytyki z ust prezesa PZPN-u reagował negatywnie, obrażał się i nie rozumiał dlaczego zwraca mu się uwagę. Niestety, Zbigniew Boniek miał rację w całej rozciągłości, gdyż kolejnymi swoimi mizernymi występami krytykowany Francuz udowadniał, że nigdy nie będzie decydował o sile naszej reprezentacji. Zamiast wziąć sobie słowa krytyki do serca od niezaprzeczalnej ikony naszego futbolu, Obraniak chodził obrażony na cały świat, że ktoś śmiał zwrócić takiej gwiazdce uwagę.

Nie bez znaczenia jest fakt braku komunikatywności Francuza z kolegami z drużyny i członkami sztabu szkoleniowego kadry narodowej. Mogę zrozumieć, że język polski do najłatwiejszych nie należy i przyswojenie go sobie przez obcokrajowca mieszkającego poza granicami naszego kraju jest trudne. Jednak Obraniak przez 4 LATA nie zdołał przyswoić nawet podstawowych zwrotów w naszym języku.

Nikt nie wymagał od niego, aby wchodził w polemiki językowe z profesorem Miodkiem. Wystarczyło, aby opanował nasz język w średnim stopniu. Bez wątpienia byłoby to pomocne w komunikacji z kolegami. Obraniak nie wykazał żadnego zaangażowania, aby nauczyć się swojego „ojczystego” języka. Nie był tym widocznie zainteresowany. Przyjeżdżał na kadrę, rozgrywał mecze i tyle go widzieliśmy. Nie odczuwał potrzeby rozmowy z zawodnikami, złapania z nimi nici porozumienia czy sympatii. Izolował się na każdym kroku, a w przypadku zwrócenia mu uwagi, że nie umie polskiego języka, obrażał się. Podobno czuł się związany z nieżyjącym dziadkiem, POLAKIEM. Niestety, były to słowa bez pokrycia.

Obraniak czuł się Francuzem, był nim, a dalekie polskie pochodzenie pomogło mu w rozpoczęciu reprezentacyjnej kariery. Na występy w reprezentacji Francji nie miał żadnych szans, więc skorzystał z „pomocy” dziadka. Nigdy nie myślał o Polsce w kategoriach patriotycznych, bo niby po co? Dostał możliwość gry w drużynie, którą traktował tylko jako swoistą trampolinę do kariery. Był tylko i wyłącznie najemnikiem, który tylko dla swoich korzyści przywdziewał biało-czerwone barwy. Celowo cały czas nazywam go Francuzem, bo Polakiem to byłoby spore nadużycie, a wręcz spora przesada. Nazywając go Polakiem, godziłbym w dobre imię naszych prawdziwych obywateli.

Już wcześniej wspomniałem o ciężkim charakterze francuskiego najemnika. Nie reagował na żadne krytyczne głosy. Nie przejmował się zwracaniem uwagi o brak jakichkolwiek postępów w nauce polskiego języka. Już po meczu z Czarnogórą kapitan reprezentacji, Jakub Błaszczykowski w dość stanowczy sposób ocenił występ Francuza, jego nieodpowiedzialne zachowanie, za które wyleciał z boiska i pozbawił polską drużynę szans na wywiezienie ze stołecznej Podgoricy trzech punktów.

Obraniak nigdy nie czuł się pełnoprawnym członkiem drużyny. Wśród polskich zawodników nie miał żadnych bliższych kolegów. Wyraźnie izolował się i na każdym kroku pokazywał, że Polakiem to on może jest, ale tylko w nadanym trochę wcześniej paszporcie. W reprezentacji powinni występować zawodnicy czujący się Polakami, mówiący w tym języku, którzy są gotowi walczyć na piłkarskim boisku za Polskę. Żaden francuski czy też niemiecki najemnik nie będzie myślał w tych kategoriach. Podczas grania polskiego hymnu raczej nie poczuje ani trochę dreszczyku emocji i dumy z przywdziewania polskich narodowych barw.

Sam sposób pożegnania Obraniaka z reprezentacją dowodzoną przez Fornalika można uznać za pewnego rodzaju skandal i kompromitację samego zainteresowanego. Nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Francuz czekał tylko na swoisty pretekst na rezygnację z naszą drużyną narodowy. Takowy powód się znalazł, z którego skrzętnie skorzystał. Nie można nikogo zmusić do gry w reprezentacji, ale od dorosłego człowieka wymaga się chyba minimum kultury czy taktu. Powinien porozmawiać z selekcjonerem, powiedzieć mu o swojej decyzji i jej powodach. Wszystko to mogło w kulturalny i cywilizowany sposób się zakończyć. Nikt nie miałby do nikogo pretensji. Jednak Monsieur Obraniak nie zważał na żadne konwenanse i w sposób skandaliczny pożegnał się z polską kadrą i polskimi kibicami. Dopiero po publikacji „SE”. napisał SMS-a do kierownika reprezentacji, Konrada Paśniewskiego. Przecież to brzmi jak niesmaczny żart. Nie można wymagać od Francuza przywiązania do polskich barw, ale tym niemiłych akcentem świetnie podsumował swoją 4-letnią przygodę z reprezentacją Polski. Mam nadzieję, że nie doznam wątpliwej przyjemności, aby zobaczyć francuskiego najemnika z polskim orzełkiem na piersi. Pierwszy „farbowany lis” z Zachodu udowodnił, że dalsze przyznawanie paszportów obcokrajowcom i dawanie im szans w reprezentacji, było błędem. Nie chciałbym już oglądać kolejnych wątpliwych Polaków w naszych narodowych barwach. Reprezentacja Polski to nie jest prywatny folwark selekcjonera bądź Pana Prezydenta. Byłem, jestem i będę kibicem polskiej reprezentacji, którą będą reprezentować osoby czujące się naszymi obywatelami, Polakami, a nie zwykli najemnicy.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.