Facebook Google+ Twitter

Adonis Stevenson - Andrzej Fonfara. Porażka otwierająca drzwi

Tych, którzy skazywali Andrzeja Fonfarę na pożarcie przez Adonisa Stevensona w walce o mistrzostwo świata WBC wagi półciężkiej, było wielu. Walka pokazała jednak, że „Polski książę” ma prawdziwie królewskie ambicje i ogromne serce do walki.

 / Fot. Facebook Andrzeja FonfaryOdwaga i determinacja od początku

Mieszkający i trenujący na co dzień w Chicago, Andrzej Fonfara miał wybór. Mógł stoczyć jeszcze jedną, może dwie walki na przetarcie w federacji IBF. Prawdopodobnie w ten sposób, doprowadziłby do mistrzowskiego pojedynku z championem dwóch organizacji – IBF i WBA, Amerykaninem Bernardem Hopkinsem. 49- letni ” kosmita”, wydawał się być przede wszystkim bezpieczniejszą „opcją” na walkę o pas mistrza świata. Polak jednak czekać nie zamierzał. Będąc numerem jeden na liście WBC, przyjął propozycję walki z nokautującym na zawołanie, Adonisem Stevensonem. Kanadyjczyk urodzony na Haiti, który mimo 36 lat, od niedawna poważnie szturmuje wagę półciężką, według wielu znawców boksu, miał szybko sprowadzić Fonfarę na ziemię – i to dosłownie. „Polski książę” od momentu kiedy poznał termin pojedynku, skupił się wyłącznie na przygotowaniach do walki życia. Nie robiąc sobie nic z opinii specjalistów, jasno określił cel – Będę w maju mistrzem świata i zabiorę pas do Chicago.

Polak jako tło do bicia

Niby zdarzały się głosy, że chalanger z Polski może sprawić sensacje. Niby ekipa Stevensona zapewniała, że nie lekceważy umiejętności Fonfary. Mimo to ciężko było oprzeć się wrażeniu, że Polak był lekceważony. Pojawiały się bowiem przed walką przecieki, mówiące o tym, iż team Kanadyjczyka wstępnie dogadany jest już z Bernardem Hopkinsem na walkę unifikacyjną o pasy WBC, IBF i WBA. Organizująca galę w Montrealu – telewizja Showtime, na swych plakatach promujących walkę, ewidentnie wskazywała twarz tego, który 24 maja będzie(ich zdaniem) najważniejszy. Jasne, promocja i zwabienie widzów to priorytet dla stacji. Jeśli plakat, na którym Polak robi jedynie tło Stevensonowi, według telewizyjnych speców od PR-u jest skuteczny, to taki a nie inny poster będzie promował pojedynek. Obojętnie czy to fair czy nie. „Superman” zamieniając HBO na Showtime, automatycznie stał się jedną z jej głównych twarzy i nie ma co do tego żadnych wątpliwości.

Starcie puncherów

Bokserskie rekordy, zarówno jednego jak i drugiego pięściarza, bogate są w liczne nokauty. Adonis Stevenson na swoim koncie ma 24 stoczone walki, w tym aż 20 rozstrzygnął przed czasem. Określany mianem ” małego Tysona”, bije piekielnie mocno, przede wszystkim lewą ręką. W czerwcu ubiegłego roku przekonał się o tym Chad Dawson, tracąc tym samym pas mistrza świata federacji WBC, już w pierwszej rundzie pojedynku. Polak także do głaszczących nie należy. Od 2006 roku, kiedy to zaczynał swoją zawodową karierę, stoczył 28 walk, nokautując swoich rywali 15 razy.

Wielka walka, ciężkie ciosy

No i przyszedł czas na wojnę. Kiedy w Polsce było już jasno a mała wskazówka zegara niemrawo wkraczała na piątkę, obaj pięściarze byli prezentowani w ringu. Pierwszy gong i wszystko dookoła nie miało już żadnego znaczenia. Fonfara zaczął od pressingu na Stevensonie. Nie trzeba było jednak długo czekać, aby „Superman” udowodnił, że w kwestii sportowej, rzeczywiście o żadnym lekceważeniu nie ma mowy. Firmowy, potężny lewy prosty wylądował na szczęce polskiego pięściarza. Sędzia po raz pierwszy musiał liczyć Polaka. Jak się później okazało był to dopiero początek znakomitego widowiska. „Polski książę” przetrwał zmasowany atak Stevensona w pierwszej rundzie. Walka wciąż odbywała się jednak pod dyktando walczącego z odwrotnej pozycji Kanadyjczyka. W piątej rundzie Fonfara przyjął na korpus atomowy cios. Po tej akcji aż przykląkł z bólu, zmuszając sędziego do drugiego liczenia. Od tego czasu tułów Polaka obijany był niemiłosiernie. Adonis Stevenson dostrzegł szansę na zakończenie pojedynku właśnie w taki sposób. Mimo to, pięściarz urodzony w Radomiu nie poddawał się. Nieoczekiwanie, Stevenson zaczął słabnąć. Reagując na to, Fonfara zaczął trafiać a to na górę, a to na dół. To co wydarzyło się w 9 rundzie zadziwiło wszystkich, którzy oglądali walkę. Świetna akcja i prawy prosty położył na deski mistrza świata z Kanady. Kiedy Stevenson wstał, Polak ruszył z animuszem na rywala. Zaskoczony i oszołomiony, już nie taki „Superman”, dążył wyłącznie do klinczu, chcąc przetrwać do następnego starcia. Ta sztuka mu mu się udała. Do końca walki, nic już się nie zmieniło. Ostatnie trzy rundy w wykonaniu oby wojowników, to polowanie na jeden silny cios, który mógłby powalić przeciwnika. Oboje jednak, dotrwali do ostatniego gongu stojąc na nogach. Werdykt sędziów można było przewidzieć. Zdecydowana większość rund to dominacja Stevensona. 115-110, 116-109, 116-109 – na korzyść Kanadyjczyka.

Zwycięska porażka

Po walce, co nie często się zdarza, zadowolenie można było dostrzec na twarzach obojga. Adonis Stevenson dlatego, że obronił pas WBC i teraz rzeczywiście może planować następne mistrzowskie walki. Andrzej Fonfara natomiast, udowodnił innym a siebie utwierdził w przekonaniu, że ma ogromny potencjał, umiejętności a przede wszystkim wielkie serce do walki. Dzisiaj, po tym pojedynku, Fonfara zyskał szacunek w oczach wszystkich, którzy nie dawali mu szans. Nikt z tych osób nie sądzi chyba, że ta walka była błędem. Coś mi podpowiada, że swoją heroiczną postawą i znakomitym przygotowaniem, Andrzej Fonfara zapewnił sobie następne wielkie walki. Już dzisiaj włodarze Showtime zapewniają, że „Polski książę” może u nich walczyć kiedy tylko zechce. Porażka w takim stylu, okazała się być bardziej wartościowa niż niejedno zwycięstwo. Fonfara ma dopiero 26 lat. Właśnie otworzył sobie drzwi do wielkiej kariery i jeśli nadal będzie się rozwijał, to z księcia zamieni się w króla.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Nie cierpię mordobicia, ale ten tekst spowodował, że z zapartym tchem przeczytałem do końca !
Brawo!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.