Facebook Google+ Twitter

Adrenalina 2: Pod napięciem

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-08-04 17:59

Nie sposób zaprzeczyć, że większość filmów wyświetlanych w kinach z założenia ma trafić do masowego odbiorcy. Ambitnie zatem jest obrać inny kurs, zerwać ze stereotypowym ujęciem filmu i wprowadzić nową konwencję. Problem, a jednocześnie ryzyko jest następujące - może się ona przyjąć bądź nie, a co za tym idzie - podobać zdecydowanej mniejszości. I tak jest w przypadku filmu "Adrenalina 2: Pod napięciem".

 / Fot. PlakatPorównując fabułę obydwu części, w pierwszej możemy co najwyżej mówić o lekkim zahaczaniu o obszar fantazji twórcy. Bo o ile truciznę wstrzykniętą Stathamowi można uznać za pomysł do przełknięcia, o tyle wmontowanie mechanicznego serca i planowane wycięcie reszty części ciała bohatera, kawałek po kawałku, jest rzeczą absurdalną do kwadratu.

Niestety braków w fabule nie nadrabia film w żaden inny sposób. Różnorodne, głupie, ale zarazem śmieszne pomysły na podniesienie poziomu adrenaliny w pierwszej części, w drugiej zastąpione są powtarzającymi się żałosnymi wysiłkami bohatera. Próba nawiązania do scen z jedynki pozostaje nieudana, co więcej pozostawia uczucie niesmaku i pytanie, co się tak na dobrą sprawę ogląda. Obcinanie łokci i przekleństwa będące główną częścią wszystkich dialogów nie stanowią już w żadnym momencie podstawy dla ciekawego kina akcji, a jedynie krwawej i bezdennie pustej jatki.

I można by było to wszystko usprawiedliwić, gdyby nie fakt, że sposób zmontowania filmu
tak różny od reszty pojawiających się gniotów na wielkim ekranie - również został zrobiony bez jakiegokolwiek polotu. Owszem, zostawia on nadzieję na ciekawy sposób ujęcia kamer przez pierwsze piętnaście minut, później ustępując miejsca wątpliwościom. Chaos jest widoczny tutaj na każdym kroku. Odnosi się wrażenie, że reżyser sam na dobrą sprawę nie wiedział, jaką konwencję pragnie wprowadzić do tego filmu. Czy montażu żywcem wyjętego z gier komputerowych, przyśpieszeń, widoku do góry nogami czy nawiązań do innych filmów.

I wreszcie, zdawałoby się, nadchodzą dwa ciekawe momenty akcji. Szkoda tylko, że w pierwszym przypadku nasz bohater urasta do gigantycznych rozmiarów, niczym z filmów z Godzillą, bądź co gorsza serii Power Rangers, rozpoczyna z tekturową twarzą walkę (w zwolnionym do maksimum tempie) ze swoim odwiecznym wrogiem. Nie muszę chyba mówić, że nadzieja na kulminację i końcówkę filmu również zostaje płonna po ujrzeniu pływającej w akwarium gadającej głowy. Zaś płonąca Cheliosa, zostawia wrażenie kiepsko zrobionej sceny w stylu Ghost Ridera.

Finezja, świeżość i nowe pomysły są dobre. Dobre do czasu, gdy nie przekraczają granic, bo konwencja nawet w swoim nowatorstwie musi być utrzymana w pewnych ramach, a nie składać się z kupy nie mających wspólnej cechy scen. Przy takim nagromadzeniu pomysłów-niewypałów nie sposób skupić się i odnaleźć pozytywów, które choćby w małym stopniu zatuszowałyby resztę.

Film nie dla fanów dobrego kina akcji i z pewnością nie dla tych, którzy oczekują takiego samego, albo i lepszego poziomu niż w pierwszej części. Jedyne co podobać się może to plakat wiszący w gablotach, gdzie zapowiedź wkrótce w kinach miałaby się nigdy nie ziścić.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.