Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9691 miejsce

Aerograf, czyli spowiedź Wielebnego

Była dość ponura niedziela, deszcz siekał, wiatr wciskał zimne krople w najmniej przyjemne miejsca, kiepski dzień na wywiad - pomyślałem - ale biorąc pod uwagę, że mam się spotkać z Wielebnym, chyba nie mogłem znaleźć lepszego dnia...

Udałem się więc do jego sanktuarium, którym okazał się być mały warsztat.

Jacek Hegier: Na początek wytłumacz mi, jak laikowi, co to właściwie jest aerograf?
 / Fot. Henryk Hegier
Wojtek "Wielebny" Józefowicz: Aerograf, jak tłumaczy encyklopedia to „pistolet do malowania precyzyjnego”, często nawet bardzo precyzyjnego, bowiem jako jedna z niewielu technik malarskich umożliwia wykonywanie prac hiperrealistycznych. Historia aerografu sięga XIX wieku, wtedy przyznano pierwszy patent urządzeniu, które umożliwiało nakładanie farby metodą natryskową, ale prawdziwą popularność aerograf zyskał jako narzędzie do precyzyjnego malowania powierzchni sferycznych. To właśnie dlatego tak chętnie wykorzystywany jest w branży motoryzacyjnej, w której wyznaczył nowy szlak lakiernictwa artystycznego, którym się zajmuję.

J.H: Co jest w nim unikalnego, że tak chętnie wykorzystywany jest w branży motoryzacyjnej?
 / Fot. Henryk Hegier
W.W.J: Dzięki niemu możliwe stało się malowanie linii o rozmytych brzegach, co praktycznie nie jest wykonalne przy wykorzystaniu innych technik malarskich.

J.H: Od jak dawna się tym zajmujesz?

W.W.J: Wszystko zaczęło się dosyć dawno, już jako nastolatek rozpocząłem pierwsze eksperymenty z rozpylaniem farby, maskowaniem oraz szablonami, które są bardzo często wykorzystywane w technikach aerograficznych, te podstawy utrwaliły we mnie przekonanie, że to jest właśnie to, co chciałbym robić.

J.H: Od tamtego czasu nieprzerwanie zajmujesz się malowaniem?

W.W.J: Różne życiowe perypetie, jak to zwykle bywa, spowodowały kilkuletni rozbrat z aerografem, jednak nigdy nie poszedł w całkowitą odstawkę, powrócił kilka lat temu i od tej pory niemal nie wypuszczam go z rąk. Poświęcam mu każdą wolną chwilę, nieustannie doskonaląc technikę i warsztat.

J.H: Trzeba dużo się uczyć żeby sprawnie posługiwać się aerografem? Sam się wszystkiego uczyłeś czy kończyłeś jakieś artystyczne szkoły?

W.W.J: Jak wielu przedstawicieli sceny aerografu, jestem samoukiem, nie kończyłem żadnych szkół artystycznych, które zapewne wepchnęły by mnie w konkretny nurt malarski. To chyba dobrze i może właśnie dlatego moja otwarta na sztukę głowa, wymyśla coraz to nowe artystyczne wyzwania, testuje nowe powierzchnie, eksperymentuje, bo praca z aerografem to nieustanna nauka i doskonalenie warsztatu.

J.H: Dlaczego więc aerograf? Nie mogłeś znaleźć czegoś co nie wymagałoby tych wszystkich rurek, kompresorów, śmierdzących lakierów?

W.W.J: Jestem mechanikiem, od dziecka miałem do czynienia z motoryzacją, a że interesowała mnie sztuka i zawsze chciałem malować więc połączenie tych dwóch dziedzin mogło dać tylko jeden wynik.

J.H: Zatem trzeba mieć wiedzę z zakresu mechaniki czy lakiernictwa samochodowego żeby w ogóle myśleć o aerografie w kontekście motoryzacyjnym?

W.W.J: Nie trzeba, do wszystkiego można dojść metodą prób i błędów, ale nie ukrywam, że taka wiedza znacznie ułatwia pracę. Sztuka polega nie tylko na tym, żeby stworzyć coś unikatowego, ale także na zapewnieniu temu odpowiedniej trwałości. Zatem w grę wchodzi odpowiednie przygotowanie powierzchni, często jej wyrównywanie, praca artystyczna, odpowiednie dobieranie barw i wreszcie zabezpieczenia powierzchni lakierami bezbarwnymi. To dość złożony i wcale niełatwy proces.

J.H: Skoro mowa o powierzchniach. Czy są jakieś ograniczenia odnośnie malowanych płaszczyzn?

W.W.J: Nie ma praktycznie żadnych ograniczeń. Malowałem już prawie na każdej powierzchni, czy to na masce samochodu, desce snowboardowej, kasku, baku motocykla, drukarce komputerowej, rowerze, broni strzelniczej, feldze samochodowej, wszystko można pokryć farbą. Jedyną barierą może być wyobraźnia, a w moim przypadku jest ona, mam nadzieję, nieograniczona.

J.H: Jest to więc twój sposób na życie?
 / Fot. Łukasz Stuku
W.W.J: Pod kątem hobby, oczywiście tak. Pod kątem zawodowym, niestety nie. Na co dzień pracuję jako mechanik, malowaniem zajmuję się w wolnych chwilach. Mam jednak wielką nadzieję, że to się wkrótce zmieni, chciałbym całkowicie poświęcić się malowaniu i zamienić je w zawód. Jeżeli to co kocham zamieniłoby się w moją pracę, wtedy byłbym naprawdę szczęśliwym człowiekiem, chociaż malowanie i tak daje mi sporo szczęścia.
 / Fot. Henryk Hegier
J.H: Dużą masz konkurencję?

W.W.J: U nas na Warmii i Mazurach, z tego co mi wiadomo, niedużą. To dosyć trudna, pracochłonna i kosztochłonna zabawa, pewnie dlatego tak niewielu artystów się za to bierze. Sam się za artystę nie uważam, ale mam nadzieję, że w przyszłości będę mógł tak o sobie mówić.

J.H: Działasz więc lokalnie, tak?

W.W.J: Nie do końca. Dzisiaj, w dobie Internetu, można się kontaktować na spore odległości. Aerograf daje przewagę nad innymi dziedzinami np. tatuażem taką, że "płótno" można do mnie wysłać lub przywieźć i zostawić u mnie w warsztacie. Miałem już takich klientów, którzy przysyłali do mnie kaski czy baki motocyklowe z całej Polski.

J.H: Skoro mowa o Internecie, promujesz gdzieś swoją twórczość?

W.W.J: Oczywiście, jak to mówią, nie masz konta na Facebooku znaczy, że nie istniejesz. Zatem, można mnie znaleźć na Facebooku (https://www.facebook.com/Wlb.Art), prowadzę też stronę internetową (www.aerograf.dbv.pl). Reklama dźwignią handlu, nieprawdaż... (śmiech).

J.H:Na koniec, muszę o to zapytać, dlaczego "Wielebny", skąd ten pseudonim?

W.W.J: To bardzo dobre pytanie (śmiech). To nie pseudonim, to po prostu ksywa, przezwisko, od czasów szkoły, chyba podstawowej, ale głowy nie dam. A skąd się wzięło, sam bym chciał wiedzieć, nie pamiętam, tak dawno to było. Zawsze tak na mnie mówili i dlatego tak nazwałem to co robię. Wielebnym, a tym bardziej świętym nie jestem i chyba nigdy nie byłem, ale mogę zagwarantować, że na życzenie, każdy pomalowany przeze mnie przedmiot, zostanie własnoręcznie przeze mnie poświęcony. W końcu ksywa zobowiązuje (śmiech).

J.H: Dzięki za rozmowę, to znaczy spowiedź?

W.W.J: Bóg zapłać, również dziękuję.


Rozmawiał Jacek Hegier

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.