Facebook Google+ Twitter

Afera podsłuchowa NSA w toku. W co gra Obama?

Historia uczy, że ostre kampanie prasowe wymierzone w jakieś mocarstwo zapowiadały zmianę sojuszów i wielką wojnę. Czyje interesy starły się w sprawie podsłuchiwania swoich przez amerykańskie służby specjalne? Ku czemu zmierzamy?

Co właściwie prezydent Obama wyjaśnia sekretarzowi stanu? / Fot. Official White House Photo by Pete Souza

Szpiegostwo jankeskie czy anglosaskie?



Jedną z głównych ról w całej tej sprawie odegrał ośrodek automatycznego przechwytywania w byłej bazie RAF Menwith Hill w Harrogate (hrabstwo Północnego Jorku), gdzie NSA prowadzi szeroko zakrojoną działalność szpiegowską od roku 1966. Jak wynika z rewelacji prasowych co najmniej pewną część pozyskanych przez Jankesów tajnych wiadomości przekazywano wysoko postawionym brytyjskim, australijskim, kanadyjskim i nowozelandzkim funkcjonariuszom państwowym.

W tym tygodniu brytyjski ambasador w Berlinie został wezwany do ministerstwa spraw zagranicznych Republiki Federalnej w celu złożenia wyjaśnień w sprawie podejrzeń odnośnie podsłuchu środków łączności elektronicznej rządu Angeli Merkel z terenu ambasady Zjednoczonego Królestwa w stolicy Niemiec. Premier Cameron, sekretarz stanu Kerry oraz rozmaici mędrcy telewizyjni Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonego Królestwa połączyli siły, aby próbować zrobić z tej niebywałej afery bagatelę. Można się o tym przekonać oglądając amerykańską telewizję:



Również Australia ma kłopoty po wykryciu, że rząd Indonezji był podsluchiwany z terenu jej ambasady w Dżakarcie. Padają żądania wydalenia australijskich szpiegów prowadzących swą działalność pod przykrywką statusu dyplomaty. Stosunki między tymi dwoma państwami są napięte w wyniku działań marynarki wojennej tego anglosaskiego państwa, przechwytującej i zatapiającej łodzie wiozące uchodźców ekonomicznych z Indonezji, nie zważając na morskie granice Indonezji. Sami uchodźcy są aresztowani i kierowani do obozów filtracyjnych na pustyni.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Wygląda na to, że cała ta historia prowadzi m. in. do osłabienia władzy pani Merkel, a długoterminowo - niemieckiej biurokracji, dyktującej tzw. jedynie słuszne rozwiązania spoza fasady formalnej demokracji. Na rokowaniach koalicyjnych podobno ustalono już wprowadzenie w Niemczech referendów.

http://www.n-tv.de/politik/Volksabstimmungen-sollen-kommen-article11710866.html


Oznaczałoby to w praktyce chyba zmianę ustroju naszych zachodnich sąsiadów, trwającego z różnymi zmianami od roku 1648.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Artur Wojnowski

"W tym wszystkim, według mnie, istotne dla nas, "zwykłych ludzi" jest to, aby, jak zawsze zresztą, nie dać się bezrefleksyjnie zamknąć w schemat, sprzedawany nam przez media. Czyli zdawać sobie sprawę przynajmniej z pytań i wątpliwości, towarzyszących sprawie, nawet jeśli nie spodziewamy się poznać odpowiedzi."

Otóż to! Właśnie do myślenia o tym ma w zamyśle autora pobudzić ten artykuł, nawet jeśli hipoteza sformułowana w jego końcowej części jest tylko hipotezą i nie ma też żdanej gwarancji, że przewidywany przeze mnie scenariusz się sprawdzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@ Grzegorz Wasiluk

/Natomiast jak na razie nie ma dyskutantów gotowych zastanowić się nad tym jaką właściwie grę prowadzi Putin, który strzela z potężnej armaty, która (być może, tego nie wiem) spadła mu z nieba w jak się zdaje dobrze przemyślany sposób./

Nie sposób nie zastanawiać się nad tym w oderwaniu od tego, kto stoi za Snowdenem. Można wierzyć w "samotnego bohatera", który za pomocą pendrive'a wykradł potężnej NSA tajne dokumenty, a potem bezkarnie błąkał się po światowych lotniskach.
Jednak choćby pobieżne zapoznanie się z dostępną biografią Snowdena, każe przynajmniej postawić pytanie, czy nie jest on częścią większej gry.
Będzie chyba racjonalnym, jeśli założymy, że Putin, "przejmując" Snowdena, dostał od służb analizę, do której nie jesteśmy w stanie nawet się zbliżyć i wybrał w swoim przekonaniu wariant "optymalny", co wcale nie musi oznaczać - "korzystny".

W tym wszystkim, według mnie, istotne dla nas, "zwykłych ludzi" jest to, aby, jak zawsze zresztą, nie dać się bezrefleksyjnie zamknąć w schemat, sprzedawany nam przez media. Czyli zdawać sobie sprawę przynajmniej z pytań i wątpliwości, towarzyszących sprawie, nawet jeśli nie spodziewamy się poznać odpowiedzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Odnośnie broni i materiałów wybuchowych, którymi posługują się terroryści, są to przeważnie chińskie kopie karabinka Kałasznikowa, dostępne na szerokim czarnym rynku broni w Azji. Materiały wybuchowe różnego rodzaju, zdobywane w różny sposób, ale swego czasu w całe tony tego "dobra" zaopatrywał fronty wyzwolenia Palestyny przemysł czechosłowacki. Jankesi mają zaś z tym tyle wspólnego, że dość dobrze wiedzą (dolaryzacja ropy, amerykański kapitał w szejkanatach naftowych), jakimi kanałami i od kogo płyną pieniądze na zakup tych rzeczy, ale robią tyle co nic, aby przerwać te kanały. Oczywisty wnioske; już dość dobrze wiadomo komu i na co jest potrzebne długie i bujne życie terroryzmu bliskowschodniego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Istnieje kilka przyczyn, dla których logarytmy komputerowe nie są w stanie wychwycić tego, co powinny. Wydaje mi się, że najważniejsze z nich to: a) okoliczność, że nie ma sposobu, aby zmusić automaty do myślenia; b) brakuje specjalistów zdolnych podjąć się nieprzerwanej żmudnej analizy trudnych zagadnień, która może być tylko wspomagana przez komputery. Weźmy np. zagadnienie wiadomości i poglądów wymienianych w języku arabskim, który już od wielu wieków nie jest jednolity, ale dzieli się na kilkadziesiąt narzeczy. W ranach każdego z tych narzeczy istnieje jeszcze gwara zawodowa, młodzieżowa itd. Ponadto ludzie zdający już sobie w pełni sprawę z tego, że patrzy na nich oko wielkiego brata, posługując się tym językiem będą jeszcze celowo wtrącać wyrazy przekręcone, używać niepoprawnej pisowni itp. Suma trduności osiąga tzw. efekt mnożnikowy tzn. następuje zwiększenie stopnia trudności analizy automatycznej w skali astronomicznej.

No i nierozwiązywalne w praktyce zagadnienie skąd wziąć kilkadziesiąt tysięcy świetnie wykształconych Arabów, Persów, Pasztunów itd. lojalnych wobec wuja Sama, aby pomogli komputerom w ich analizach?

Co zatem pozostaje? Sięgnięcie bez skrupułów po tajne wiadomości rządów państw posługujących się łatwiejszymi dla Jankesów językami, będącymi na dodatek językami w dużej mierze jednolitymi, jak np. francuski. A propos francuskiego i Arabów. W takiej np. Algierii mówi się kilkoma różnymi narzeczami arabskiego i berberyjskiego. W wielu miastach, nawet w wielu rodzinach ludzie nie rozumieliby się nawzajem, gdyby nie powszechne nauczanie Języka literackiego byłych kolonizatorów. Dodajmy do tego imigrantów z Maghrebu we Francji, a zrozumiemy dlaczego agenci NSA postanowili przechwytywać komunikację pana Hollande'a i jego współobywateli.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Juź dawno wiadome było kim są Owi Amerykanie ? i Wiadomo że chcą rządzić Oni całym światem , a nawet tak uważają z nich i to wielu , ano pożyjemy to i zobaczymy co dalej będzie .? Co ma być to i będzie a na pewno zło.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przepiękne porównanie z wydarzeniami z najnowszej historii ojczystej, która (jak się okazuje) nie musi wcale być nudna, naznaczona wyłącznie bezustannym cierpiętnictwem... Natomiast elokwentny Pers, który stał się Niemcem, miał na myśli to, że bez rewelacji Snowdena miliony ludzi nie upewniłyby się co do tego, że nikt nie jest w stanie zagwarantować im anonimowości i bezpieczeństwa w internecie. Akurat jednak w Niemczech po kilku aferach (stuprocentowo bezkarnej!) kradzieży danych elektronicznych przez państwo i wielkie koncerny nie jest to taka znów piramidalna rewelacja.

Natomiast jak na razie nie ma dyskutantów gotowych zastanowić się nad tym jaką właściwie grę prowadzi Putin, który strzela z potężnej armaty, która (być może, tego nie wiem) spadła mu z nieba w jak się zdaje dobrze przemyślany sposób.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Bez Edwarda Snowdena nie mielibyśmy pojęcia, że nie tylko telefon komórkowy kanclerki, ale również połączenia milionów Niemców są na podsłuchu".

Całkowita zgoda, bo jeżeli ktoś myśli, że służby specjalne nie penetrują wzajemnie siebie, swoich chlebodawców i/oraz terenów na których działają, to widocznie edukował się na baśniowych podręcznikach i żyje w swoim wyidealizowanym świecie...

Tak było, jest i będzie.

To nie jest nawet pozostałość po komunistycznych reżimach, jak to niektórzy chcieliby przedstawiać ten problem. Do rozwijania totalnej inwigilacji one miały tysiące wzorców z przeszłości. Piękne wzorce dawał im przykład stałej walki o władzę wśród hierarchów kościoła. Nie mieli tylko takich możliwości technicznych, jakimi szpiegowski światek dysponuje dzisiaj.

Przeglądając prasę okresu międzywojennego trafia dość często na problem z podsłuchiwaniem najważniejszych osób w państwie. Oczywiście nie na taką skalę jak dzisiaj, z braku wspomnianej techniki.
11 stycznia 1930 roku gruchnęła wiadomość, że np. regularnie są podsłuchiwane rozmowy między prezydentem RP a dr Bartlem.

Sprawę chciano wyciszyć, ale znalazł się polski "Snowden", który dał konkretne wskazówki sędziemu Luksemburgowi prowadzącemu śledztwo, który twierdził, że stacji podsłuchów już nie ma, bo ją dawno zlikwidowano. Tajemniczy "Snowden" poinformował sędziego, gdzie może znaleźć pokój podsłuchowy przy ulicy Zielonej 39, który działa oczywiście za wiedzą dyrekcji PAST. Wskazał on również jako winnego ministra poczt i telegrafów inż. Boernera.

Tak więc nic nowego od dziesiątków lat...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.