Facebook Google+ Twitter

Afera z handlem ludźmi we Włoszech – Mosiński łącznik

  • Źródło: OhmyNews
  • Data dodania: 2006-10-26 08:01

Do tej pory w Wielkopolsce policja nie zatrzymała nikogo w związku z przewożeniem ludzi do obozów pracy. Ale i tu można znaleźć takich, którzy obiecywali im złote góry, a w rzeczywistości wysyłali do katorżniczej pracy za granicą.

Według relacji poszkodowanych, jedną z takich osób był Wojciech N. z podpoznańskiej Mosiny.

W gazecie znalazłem ogłoszenie: ,,Praca we Włoszech od zaraz” – opowiada Artur*. – Zgłosiłem się pod wskazany numer i tak się zaczął mój koszmar.
Mężczyzna na początku lipca zgłosił się do Wojciecha N., mieszkańca podpoznańskiej Mosiny. – Wszystko wyglądało bardzo przekonująco – relacjonuje Artur. – Zaproponował mi pracę w hotelu pod Neapolem. Oglądałem go nawet w internecie. Dostałem mapy z wyznaczonym miejscem pracy. Jedynym warunkiem wyjazdu do pracy była wpłata w wysokości 600 zł. Z rozmowy wynikało, że pieniądze wpłacone zostały za pośrednictwo.

Dopłacił do obozu


Na rachunku widnieje zapis: wpłata za przejazd. Podobno miała powędrować na konto firmy przewozowej Jantur S.C. z Gorlic. Artur J. miał 7 lipca około godziny 13.00 zgłosić się na plac Andrzeja w Katowicach. Tam miała go odebrać Stanisława K. – Na miejscu mieliśmy zapłacić dodatkowe 1.200 złotych. Tak też zrobiliśmy – dodaje mężczyzna. – Kiedy już byliśmy we Włoszech, Stanisława K. poinformowała nas, że oferowanej nam wcześniej pracy nie ma, ale możemy pracować
przy zbiorze pomidorów.
Artur i małżeństwo ze Szczecina zostali zakwaterowani w garażu. Spali na pryczach w skandalicznych warunkach. – Pracowaliśmy przez cały dzień, od 10.00 do 18.00 – opowiada Artur. – Kiedy Włosi szli na sjestę ze względu na bardzo wysokie temperatury, my pracowaliśmy. Jeśli ktoś doznał poparzeń i nie przyszedł następnego dnia do pracy, musiał płacić ,,haracz”, czyli oddawać pieniądze za jeden przepracowany dzień. Po dwóch dniach uciekłem stamtąd. Wybrałem dobry moment, bo akurat wszyscy byli zajęci pracą w polu. Nikt nie spodziewał się, że można stamtąd uciec. Byliśmy odcięci od świata. Pola znajdowały się w okolicach Orta Nova, Cerignola.

Siedzi czy nie?


Stanisława K., współwłaścicielka firmy Jantur S.C., w sierpniu trafiła do aresztu w Krakowie. – Został postawiony jej zarzut uczestniczenia w organizowaniu wyjazdów do nielegalnej pracy we Włoszech – wyjaśnia Bogusława Marcinkowska, rzecznik prasowy krakowskiej prokuratury.
Powołując się na Wojciecha N. zadzwoniliśmy pod numer telefonu, podany na umowie jako kontakt do Stanisławy K. Odebrał jej mąż. – Kiedyś faktycznie jeździliśmy do Włoch. Mieliśmy tam układy. Chcieliśmy pomagać ludziom znaleźć pracę, ale wyszła z tego afera. Małżonkę zamknęli... ale Wojtek przecież o tym wie.

Wielkopolski wątek


Pośrednikiem policja jednak się nie zainteresowała. Wojciech N. mieszka w Mosinie. Z relacji świadków wynika, że mężczyzna był łącznikiem. Teraz ma wyłączony telefon komórkowy i stacjonarny. Przedtem pod tym numerem można było zgłosić się do pracy. Potem kandydaci jechali na rozmowę. Wojciech N. proponował jednak pracę niezgodnie z prawem. Wszystkie agencje zatrudnienia oferujące usługi na terenie Rzeczpospolitej Polskiej muszą posiadać wpis do rejestru agencji zatrudnienia potwierdzony certyfikatem. Nie mogą też pobierać opłat za przewóz. – Nie wolno pobierać opłat za udzielenie informacji o rodzaju czy miejscu zatrudnienia – mówi Zdzisław Sawala, dyrektor Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Poznaniu. – Jeśli firma pośrednicząca przymusza do wykupienia u siebie przejazdu, wtedy jest to nielegalne. W tym przypadku nawet kwota 600 złotych jest horendalnie wysoka. Nikt nie powinien się na nią zgodzić.
Wojciech N. nie ma agencji pośrednictwa pracy. Czy wiedział, że wysyła ludzi do obozów pracy? Nie wiadomo. Nie udało nam się z nim skontaktować. Być może spłoszył się, kiedy aresztowano Stanisławę K. Ale w gazetach wciąż roi się od ogłoszeń w sprawie pracy we Włoszech. Mechanizm jest podobny. Oferują zatrudnienie w charakterze opiekuna osób starszych, w fabrykach, przy budowach. W Polsce trzeba zapłacić od 400 do 600 złotych za przejazd. Na miejscu kolejne 200 euro za pośrednictwo pracy.

*Imię mężczyzny zostało zmienione

Joanna MAŁECKA, Anna SKOCZEK

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.