Facebook Google+ Twitter

"Aferim!" - film, który wygrał w Berlinie ex aequo z "Body/Ciało"

"Aferim!" to czarno-biały rumuńsko-bułgarski film o dwóch policjmajstrach konno poszukujących zbiegłego Cygana na Wołoszczyźnie w latach 30. XIX wieku. Opis tego dzieła mógłby stanowić recenzję - jednych zachęcającą, innych zniechęcają.

materiały organizatora / Fot. Wiosna FilmówPrawdopodobnie po raz pierwszy w Polsce pokazany został na 21. Wiośnie Filmów w Warszawie rumuńsko-bułgarski film "Aferim!". Radu Jude, jego reżyser, w lutym tego roku dzielił nagrodę Srebrnego Niedźwiedzia za najlepszą reżyserię w konkursie głównym Berlinale razem z Małgośką Szumowską.

Porównywać "Aferim!" z "Body/Ciałem" jednak nie ma sensu - o ile do tej pory można było zakładać, że istnieje coś takiego jak Europa Środkowo-Wschodnia, to zawodowi komparatyści po obejrzeniu tych dwóch filmów zaczęliby myśleć poważnie o zmianie pracy zarobkowej. Polskę i Rumunię bowiem historia powszechna zarówno łączy, jak i dzieli. O ile losy powojenne można by było na upartego wrzucić do jednego worka, to dzieje współczesne, wojenne, międzywojenne, czy XIX-wieczne nakazałoby ów worek wywrócić na nice i stwierdzić, że teraz to co w worku jest wszystkim tym, co na zewnątrz

Współczesne kino polskie łączy wewnętrznie w zasadzie tylko wspólny język. Jak się okazuje o "Aferim!" niełatwo też pisać jako o typowym, współczesnym kinie rumuńskim - odbiega on od stylistyki innych znanych nam do znudzenia tamtejszych utworów. Owszem, "Aferim!" bliski są naturalizm i oszczędne dialogi, ekspresji w nim jak na lekarstwo - formuła się utrzymuje i ludzie z Zachodu (zwłaszcza na festiwalach berlińsko-canneńskich) takie filmy oglądać dalej chcą. Gdyby silić się na porównania, "Aferim!" bliżej by było do... "Idy": czarno-białe zdjęcia, podróż bohaterów, ukazanie różnic w wieku i ich wrażliwości poprzez kontakt ze spotykanymi osobami, oszczędność emocji i wątek wykluczonych przez system mniejszości etnicznych.

Ale wróćmy do ściganego Cygana. Film składa się z trzech aktów. W pierwszym, najbardziej folkowym zarysowany jest obraz XIX-wiecznej wołoskiej prowincji. Dwaj policmajstrzy niczym kowboje na Dzikim Zachodzie przemierzają pustkowia w poszukiwaniu zbiega. Spotykają popa, wdowę wiozącą zmarłego męża, czy policmajstra z sąsiedniego rejonu. We wtórym akcie Cygan się odnajduje, ale ginie za to, utopiona w morzu domysłów, przyczyna jego poszukiwań. Cygan (inaczej się tu o nim nie mówi) oskarżany jest nie tylko o kradzież, ale także o targnięcie się na cnotę żony wielmoża, pana i latyfundysty. Sam oskarżony twierdzi, że interakcja była z obu stron dobrowolna; policmajstrzy zaczynają mieć podejrzenia co do tego, że może być w tym sporo prawdy. W akcie końcowym pojawia się wielki nieobecny, wyczekiwany zdradzony mąż, pan i latyfundysta. Jego pojawienie się jest zapowiadane z tą samą pieczołowitością, co wkroczenie na arenę gry Marcellusa, męża Mii Walles w "Pulp Fiction" - a spodziewany los zdrajcy (gotowana mu jesień średniowiecza) jawi się równie niewesoło.

Oczywiście powstaje pytanie, kto tak naprawdę jest zdrajcą. Radu Jude obnaża mroki feudalnych zależności, które jeszcze w XIX wieku targały sporą częścią Europy, a i w II połowie drugiej dekady XXI wieku mogą być co do swojej formy zrozumiałe. "Umrzem, rozweselim cara" pisał w podobnym czasie Adam Mickiewicz - a przesłanie to nie zestarzeje się zbyt prędko. Finalnie okazuje się więc, że choć nasz wspólny region Europy Środkowo-Wschodniej to cały kosmos różnych światów, to te nasze światy, wołoski z XIX wieku i współczesny, polski coś jednak łączy. Gdyby bowiem nakręcić film o XIX-wiecznym Królestwie Polskim, to okazałoby się, tak samo, że nikt (poza nami samymi) nie orientowałby się w jego specyfice - tak samo jak w materii wołoskiej. W ostateczności każdy widz wywołany do tablicy może sięgnąć do Wikipedii i nadrobić zaległości z historii powszechnej w kilka minut, ale wykorzystywanie biedniejszych przez bogatszych i domaganie się ofiar całopalnych dla bóstw zostanie zrozumiane powszechnie i bez hiperłączy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Chyba nigdy nie oglądałam żadnego rumuńskiego filmu, a rumuńsko - bułgarskiego to na pewno.
Postaram się zapamiętać tytuł filmu. Może kiedyś...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.