Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12345 miejsce

Agata Załęcka: „Sztuka improwizacji jest moim drugim imieniem”

Przynaje, że kocha sztukę improwizacji. Nawet na castingach lubi improwizować. Aktorka, Agata Załęcka, znana m.in z roli Renaty w serialu "Na sygnale", w rozmowie ze mną opowiada bardzo wiele o sobie.

Na początek. Teatr, czy kamera telewizyjna? Gdzie czuje się Pani pewniej?

-Praca aktora wiąże się z używaniem wielu narzędzi – swojego głosu, ciała, twarzy. Uważam, że nie ma czegoś trudniejszego, czy teatr, czy film. I teatr i film rządzi się swoimi zasadami. Praca w teatrze wiąże się ze specyficzną magią, energią, którą się otrzymuje od widzów, która nas napędza. Natomiast praca na ekranie wiąże się ze zbliżeniami kamery, np. na nasze oko. Musimy być prawdziwi, musi być widać, że czujemy to, co robimy. Uważam, że zarówno scena, jak i film, to piękne dziedziny. Ja jako aktorka wychodzę z założenia, że wzbogaca mnie teatr i estrada i film oraz serial. Z każdych tych pol wyciągam coś rozwojowego dla siebie.

Według Pani uznania, która z ról wymaga większej pracy i skupienia? Ta na deskach teatralnych, czy przed kamerą telewizyjną?

-Zarówno kamera, jak i teatr wymaga takiego samego skupienia. Poza tym trzeba być jak najbardziej naturalnym i wiarygodnym. Nie ma rozgraniczenia, czy można być mniej skupionym w teatrze, czy na planie. Uważam, że kamera wychwytuje fałsz bardziej, niż scena. Natomiast na scenie również trzeba być prawdziwym. Praca na scenie oraz przed kamerą jest pięknym doświadczeniem. Jedno z drugim może iść w parze i nie koliduje ze sobą.

Lubi Pani możliwość konfrontacji z „żywym widzem", jaką daje Teatr?

-Uwielbiam! Uwielbiam możliwość konfrontacji. Reakcja widzów, jeżeli jest pozytywna lub jeśli widz przeżywa to, co dzieje się na scenie, jest efektem końcowym mojej pracy. Jest spełnieniem moich oczekiwań. My – aktorzy, jesteśmy dla widza. Nie dla samych siebie. Naszym zadaniem jest wywołanie emocji u widza lub spowodowanie, że widz będzie się z nami utożsamiał. Nie ma możliwości pracowania w tym zawodzie i nie liczenia się z reakcjami widza. To jest wpisane w nasz zawód. Konfrontacja z widzem jest niezbędna.

Obecnie pojawia się Pani w Teatrze Komedia w spektaklu „Jak na wulkanie". Proszę opowiedzieć coś o swojej postaci.
Aktorka, Agata Załęcka przyznaje, że kocha sztukę improwizacji. W rozmowie zdradza więcej na swój temat. / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane
-Lisa Lamont – to hollywoodzka aktorka, która ma aspiracje wielkiej gwiazdy. Dziewczyna gwiazdora hollywoodzkiego. Wydaje się, że jest ona zwykłą kobietką. W gruncie rzeczy jest sprytna i wyrachowana. Zna swoją wartości, ukrywa się za kobiecością, ma swój ukryty cel. Ma charakter. Jak trzeba to uderzy w stół. Jak nie musi, to nie ujawnia swojego charakteru. Kiedy trzeba, potrafi pokazać pazurki.

Lubi Pani sztukę improwizacji?

-Uwielbiam. Sztuka improwizacji jest moim drugim imieniem. Uwielbiam, jak podczas spektaklu, który gramy „nty” raz, coś się nagle zepsuje i musimy zacząć improwizować. Wtedy dzieją się niezwykłe i nowe rzeczy. Jest dużo śmiechu, jest odświeżenie, czuje się nową adrenalinę. Pojawiają się nowe smaczki i kolory przedstawienia. Sztuka improwizacji, to coś magicznego i uwielbiam improwizować. Nawet czasami wolę przyjść na casting i coś zaimprowizować, niż mieć tekst kilka dni wcześniej na e-mailu. Jeżeli są tylko możliwości improwizacji w danej scenie – bardzo się z tego faktu cieszę.

Jeśli o to chodzi, może przypomina sobie Pani jeszcze jakąś zabawną historyjkę związaną z pracą nad spektaklami, albo improwizacją na scenie?

-Wiele. Ostatnio występowaliśmy ze spektaklem i na scenie złamał mi się obcas. Myślałam, że wpadłam w jakąś dziurę na scenie, po czym schodząc zobaczyłam, że mój kolega aktor biegnie za mną i niesie mój obcas (?). Myślałam, że padnę ze śmiechu. To się wydarzyło w połowie spektaklu. Zastanawiałam się jak zagrać w innych scenach, nie miałam innych szpilek na zmianę. Pozostało mi improwizować i udało się. W kolejnej scenie wyszłam bez jednego obcasa i grałam na paluszkach, udawałam, że ten obcas mam i pokazywałam kolegom, że specjalnie pozbyłam się tego obcasa, bo taki mam kaprys. Ograłam to, spotkało się to z pozytywną reakcją widzów, a także moich kolegów, którzy mieli powód do żartów.
W rozmowie między innymi zdradza, jak uczyła się prowadzić karetkę. / Fot. Fot. C. Kowalski
Kiedyś na scenie w innym spektaklu, w innym teatrze – była to pierwsza próba generalna, zapomniałam tekstu, szyłam 4 wersy, ale nikt się nie zorientował. Zdarzy się też na scenie, że nasz kolega, partner zapomni tekstu, wtedy służy się mu pomocną ręką w postaci właśnie improwizacji.

Miałam taką sytuację ciekawą na scenie – kolega do mnie podszedł, był bardzo natarczywy podczas danej sceny i ja nie wiedziałam, co mam ze sobą zrobić, bo byłam osaczona, chciałam się wybronić, a w sztuce nie mogłam wiele więcej powiedzieć, niż to, co było zapisane. W pewnym momencie, jak się do mnie przysunął, bardzo się popisywał przed publicznością. Wiedział o tym, że wiele nie mogę zrobić. Uderzyłam go w twarz (nie mocno, ale scenicznie). Był zszokowany. W pewnym momencie mnie pocałował. To nie było napisane, ale wyszło, że mieliśmy scenę żarliwej miłości. Było to bardzo szczere i spotkało się z pochlebną opinią reżysera. Powiedział, że to było prawdziwe i żarliwe.

Zdarzyło mi się w Teatrze Komedia, że rozpięło mi się ramiączko w sukience. Musiałam improwizować, robić jakieś dziwne ruchy ręką, a la hinduski taniec, by niepostrzeżenie zapiąć sobie to ramiączko. Koledzy byli zdezorientowani, nie wiedzieli o co chodzi, ale później zrozumieli, że brakuje mi 1 części sukienki.

W Teatrze Wielkim mieliśmy występ z Kabaretem Moralnego Niepokoju i zdarzyło nam się, że upadła nam bramka na scenie przy której graliśmy i musieliśmy ograć, że to jest naprawdę, specjalnie. Mało się nie pokładaliśmy ze śmiechu, udając, że to jest specjalnie, ale widzowie się nie zorientowali.

Improwizacje zdarzają się bardzo często w naszej sztuce aktora i nie jest to nic wyjątkowego, ani spektakularnego. Chyba, że są to jakieś bardzo poważne części sztuki, np. finał, to wtedy o tym się mówi.

Czy ma już Pani sprecyzowane plany teatralne na nowy sezon, czy jeszcze nie teraz?

-Kontynuuję udział w serialu „Na sygnale” oraz spektakle w Teatrze Komedia. Szukam nowych projektów, chciałabym zagrać w filmie fabularnym. Planuję rozejrzeć się za nowymi możliwościami teatralnymi, a także chciałabym stworzyć swój własny wokalny repertuar.
Na razie mam dużo pracy związanej z rozpoczętymi projektami, ale jak powiedziałam – rozglądam się też za sztukami dramatycznymi.

Co ciekawe, przechodząc do produkcji telewizyjnych, na początku roku 2015, rozpoczęła Pani prace na planie „Na sygnale", a w odcinkach pojawia się Pani od kwietnia. Jak wspomina Pani pierwszy dzień na planie?

-Bardzo miło, aczkolwiek byłam troszkę przerażona aspektami technicznymi pracy ratownika medycznego. Było dużo technicznych zwrotów. Aktorzy zachowywali się niezwykle profesjonalnie, jak prawdziwi ratownicy medyczni. Pomyślałam sobie, że muszę szybko nadgonić z charakterystycznością mojej postaci.
Wspominam miło, ale wiedziałam, że czeka mnie sporo pracy, żeby uwiarygodnić moją postać ratownika medycznego.

Jak została Pani przyjęta przez ekipę?

-Trzeba zapytać ekipę (śmiech). Żartuję! Byli sympatyczni i przyjaźni. Bardzo pomocni, każdy udzielał mi rad, służyli pomocną ręką. Poza tym na planie mamy dwóch konsultantów medycznych, którzy nam podpowiadają, jak trzymać, co wyjmować po czym, co to jest dany środek, na co, jak funkcjonują urządzenia medyczne. Ekipa jest niezwykle sympatyczna, młoda, nowoczesna. Każdy utożsamia się z tym projektem. Począwszy od oświetleniowca, dźwiękowca, aktorów, charakteryzatorki. Każdy traktuje swoją pracę poważnie. Wszyscy mamy wspólny cel. Ekipa jest niezwykle sympatyczna i z przyjemnością przyjeżdżam na plan zdjęciowy. Nie często się zdarza, że ekipa jest tak zgrana jak na planie serialu „Na sygnale”.

Renata zostanie w serialu na dłuższy czas?

-Nie wiem jakie są dalsze losy Renaty. Mam nadzieję, że tak. Wszystko jest w rękach scenarzystów i produkcji. Jak na razie wszystko jest na dobrej drodze, jestem osobą, która dopiero została wprowadzona, rozwija się.

Proszę powiedzieć, czy zdarzało się Pani wcześniej oglądać jakieś seriale o ekipie ratowników medycznych?

-Nie, ale oglądałam przed castingami do „Na sygnale” odcinki tego serialu i przyglądałam się pracy aktorów i pracy ekipy, w jakim to jest wszystko rytmie i jak to wszystko wygląda. Teraz również oglądam to co powstało. W każdą środę lub powtórki.

Czy w związku z Pani udziałem w serialu, przeszła Pani jakieś szkolenie, albo kurs pierwszej pomocy?

-Przeszłam szkolenie na planie zdjęciowym prowadzenia karetki ratunkowej. Pomagał mi w tym Darek, który uczył mnie prowadzić tę karetkę. Kiedy wsiadłam za kierownicę i przejechałam ileś tam metrów, powiedział, że „jestem rajdowiec” :) i sobie dobrze daję radę. Pierwszy raz jechałam tak dużym i długim samochodem. Karetka jest dość specyficzna, jest długa i tył zarzuca, trzeba uważać na rondzie, czy na skrętach, żeby zrobić większy łuk, żeby nie przyłożyć tyłem samochodu. Darek dał mi bardzo dużo rad, konstruktywnych rozwiązań, zmotywował mnie, że mi super idzie, że szybko się uczę oraz, że za każdym razem jak mnie widzi na planie i jak ekipa chce niezwykle szybkiego przejazdu karetką, to zawsze Darek mówi, że Agata/Renata da sobie radę.

Co najbardziej podoba się Pani w pracy na planie?

-Głupawki, które mamy z ekipą. Zdarzają się pomyłki, które są prześmieszne, coś się odłączy, przewróci, upadnie. Wpadamy w niekończące się ataki śmiechu i głupawki. Ostatnio, koledzy robili resuscytację, ja weszłam w tej scenie do pokoju, w którym to się wszystko odbywało i miałam stamtąd zabrać sprzęt i wyjść, to wszystko z dobrego serca i z nadgorliwością wzięłam, co leżało na podłodze, zabrałam sprzęt aktorom, którzy tam zostali i robili resuscytację. Nagle usłyszałam „STOP! Agata chyba nie powinnaś tego brać, my tego używamy”. Robili masaż serca, próbowali ocucić pacjenta, a ja im zabrałam cały sprzęt, który leżał obok.

Czy daje się czasem odczuć adrenalinę typową dla pracy w karetce?

-Tak, czasem myślę, że tak. Są sytuacje, kiedy musimy szybko przemieścić się z miejsca na miejsce. Ta adrenalina nam towarzyszy.

Czy planowana jest kolejna transza odcinków?

-To pytanie do produkcji.

Na koniec: Dostaje Pani Złotą Rybkę, może poprosić o spełnienie trzech życzeń, więc...

-Chciałabym, żeby w Polsce było bardzo dużo słońca.
Mieć możliwość kontynuować pracę aktorki i mieć możliwość zagrania różnych charakterystycznych i złożonych postaci.
Aby podatki w naszym kraju zostały obniżone, szczególnie aby przywrócono nam koszty uzyskania przychodów (śmiech).

(Rozmawiała Mariola Morcinková)














Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.