Facebook Google+ Twitter

Agnieszka Franków-Żelazny - młodość, energia i pasja - część 2

Agnieszka Franków-Żelazny to osoba z pasją. Od czerwca 2006 roku kieruje Chórem Filharmonii im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu. W drugiej części opowiada nam o Chórze Filharmonii im. W.Lutosławskiego.

Agnieszka Franków-Żelazny / Fot. archiwum Filharmonii im.W.Lutosławskiego we WrocawiuKiedy powstał chór?
- Chór powstał w 2006 roku przed 41. Międzynarodowym Festiwalem Wratislavia Cantans. W czerwcu odbyły się dwie pierwsze próby, a pozostała część w sierpniu i we wrześniu daliśmy pierwsze koncerty.

Po pierwszych przesłuchaniach wielu artystów odeszło z chóru, dlaczego tak się stało?
Do pierwszego projektu zaprosiłam osoby, których umiejętności wokalne były mi znane, chór liczył wtedy 80 osób. Dalsza praca nie wymagała tylu artystów, a też nie wszyscy byli zainteresowani stałą, intensywną pracą. Teraz w zespole jest sporo osób z tego pierwszego składu. Nie jest to jednak istotne, ponieważ zależy nam na wzroście poziomu zespołu, a więc i poszczególnych jego członków. Dwojaki z tego morał – jeśli ktoś nie rozwija się wokalnie, nie ma gwarancji pozostania w zespole, ale również jeśli ktoś czuje, że nastąpił wzrost jego umiejętności wokalnych od ostatnich przesłuchań, to może, a wręcz powinien próbować ponownie.

Pomysł stworzenia takiego chóru powstał z powodu pewnej niszy, a może jest to idea jednej osoby?
- To jest pomysł pana dyrektora Andrzeja Kosendiaka, który jest dla mnie wizjonerem i niezwykłe jest, jak wiele pomysłów rodzi się w jego głowie. Wiele rzeczy we Wrocławiu i w Polsce miało miejsce dzięki niemu. Wiele z owych pomysłów pierwotnie wydaje się nierealnych, ale jak już jakaś idea się pojawia, to dyrektor powolutku, małymi kroczkami dąży do jej realizacji. Kiedy został dyrektorem Filharmonii im. W.Lutosławskiego i festiwalu Wratislavia Cantans od razu zabrał się do tworzenia chóru. Początkowo założony został chór projektowy, angażowaliśmy muzyków do poszczególnych projektów. W miarę regularnie chcieliśmy współpracować z tymi samymi artystami. Po ponad roku udało się zdobyć pieniądze na półetaty, dzięki temu mamy stały zespół. Jestem niezwykle szczęśliwa, że pan dyrektor właśnie mnie zaprosił do prowadzenia tego zespołu, bo to duże wyzwanie. Do tej pory pracowałam z chórami amatorskimi, a tutaj chór zawodowy. Bardzo się cieszę, że chór i ja się rozwijamy.

Snuje Pani jakieś plany na przyszłość?
Chór w Oratorium Marianum w gmachu Uniwersytetu Wrocławskiego / Fot. archiwum Filharmonii im.W.Lutosławskiego we Wrocawiu- Bardzo wiele. Ten sezon mam już zaplanowany od A do Z. Jeśli chodzi o dalszą przyszłość, to planujemy współpracę z Paulem McCreeshem i Gabrieli Consort and Players w zakresie nagrań dla Deutsche Gramophon oratorium Eliasz Mendelsona, w planach jest również Paullus. Podczas Wratslavia Cantans planujemy Requiem wojenne Brittenaw, więc wielkie dzieło, do wykonania którego potrzebujemy 150 osób w samym chórze. Po to też te przesłuchania, by stworzyć taką grupę składającą się z dobrych śpiewaków z całej Polski. Natomiast kilka wybranych osób współwykona Siedem Ostatnich Słów Chrystusa na Krzyżu MacMillana
z Gabrieli Consort. Około 80 osób będzie potrzebnych do zaśpiewania The Dream od Gerontius Elgara w ramach festiwalu Wratislavia Cantans Bardzo liczymy na to, że znajdą sie tacy, które zechcą pracować z chórem okazjonalnie. Chór cały czas będzie się rozwijał i myślę, że kiedy dyrygenci goszczący w filharmonii uświadomią sobie, że istnieje dobry chór przy wrocławskiej filharmonii, to zaczną proponować nie tylko koncerty instrumentalne, lecz też formy wokalno-instrumentalne. Im więcej zespół będzie śpiewał, tym szybciej będziemy się rozwijać. Mam nadzieję, że niedługo dojdzie do sytuacji, w której będziemy mieli we Wrocławiu światowej sławy chór.

Ile godzin tygodniowo spędzają państwo na próbach?
- Wspólnie ćwiczymy 10 godzin, pozostałe 10 jest to praca indywidualne lub w kwartetach. To także jakieś novum, ponieważ cały zespół został podzielony na kwartety i w ramach tych grup mają obowiązek pracować nad repertuarem i zaliczyć go przed próbami wspólnymi.

Chór Filharmonii im.W.Lutosławskiego we Wrocławiu / Fot. A.HawalejJaki przeszkody napotyka chór? Co przeszkadza w rozwoju tej formy?
Wydaję mi się, że w polskiej czy wrocławskiej mentalności, bo
nie chciałabym generalizować, mamy pewien schemat. Zdarza się, że osoby dysponujące umiejętnościami wokalnymi nie wyobrażają sobie realizować się artystycznie w chórach. W związku z tym chóry cierpią na deficyt ludzi obdarzonych bardzo dobrym głosem i jednocześni potrafiących dostosować swoje zwyczaje solowe do norm dyscypliny wokalnej
potrzebnych w chórze. Obserwacja chórów angielskich uczy, że jest to możliwe. Tam najwięksi dziś soliści zaczynali w chórach i często ciągle w nich śpiewają. Tradycja muzykowania w chórach dziecięcych jest ciągle w Polsce dużo mniej popularna niż Wielkiej Brytanii. Dlatego tak cenna jest idea “Śpiewająca Polska”.

W Wielkiej Brytanii od dziecka śpiewa się w chórach, a zespoły chłopięce to codzienna praktyka. Niemal w każdym kościele, katedrze, śpiewa chór na bardzo dobrym poziomie. U nas nie ma tego zwyczaju. Musimy to zbudować. Wtedy jest szansa na istnienie chórów zawodowych na najwyższym światowym poziomie. Nie będzie to proste i łatwe do zrealizowania, ale już jest nieco lepiej. Rok temu byłam bardziej przerażona, teraz widzę, iż wystarczy odpowiednia motywacja i uświadomienie ludziom tego, ze można realizować się wokalnie i artystycznie w chórze. Potrzeba bycia solistą też może się spełniać w takiej formie.

Pracuje Pani z tymi ludźmi już jakiś czas. Czy może pani powiedzieć, że są na wysoki poziomie artystycznym i czeka ich świetlana przyszłość?
- W wielu z nich tak. Nie ukrywam, że to od nich samych zależy jak będą się rozwijać. Umiejętności, które na dzień dzisiejszy są wystarczające, za chwilę mogą sie okazać zbyt małe. Liczę jednak, że będziemy coraz lepsi poprzez samorozwój artystów, ale także przez dołączanie do zespołu coraz lepszych, nowych śpiewaków.

Czy ma Pani jakieś marzenia związane z chórem?
- Trudno to wyrazić w słowach, ale mam w uszach pewien ideał brzmieniowy, do którego cały czas dążę. To brzmienie bowiem jest moim marzeniem, ponieważ jestem przekonana, że zaśpiewana pięknym dźwiękiem nawet najprostsza melodia zabrzmi pięknie i wzruszająco, a najtrudniejszy utwór zaśpiewany brzydkim brzmieniem nie zrobi wrażenia.

Dziękuję bardzo za rozmowę!
Dziękuję.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

I kolejny plus za równie dobry ciąg dalszy :-)

P.S.
Szalenie podoba mi się ostatnia odpowiedź pani Franków-Żelazny [nie mówię oczywiście o "Dziękuję", lecz o wypowiedzi wcześniejszej ;-) ].

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.