Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3654 miejsce

Agnieszka Maciąg: właściwe odżywianie kluczem do idealnej figury

  • Źródło: Gazeta Krakowska
  • Data dodania: 2007-10-08 20:41

By utrzymać się w świecie mody, trzeba mieć nienaganną sylwetkę. Agnieszka Maciąg coś o tym wie. Dlatego radzi kobietom, jak się odżywiać, by zawsze wyglądać świetnie i na dodatek cieszyć się życiem. Kto by nie chciał wyglądać jak Agnieszka Maciąg?

Agnieszka Maciąg. / Fot. AKPAJedna z najlepszych polskich topmodelek, która chodziła po tych samych wybiegach, co Naomi Campbell czy Cindy Crawford, niemal od zawsze musi dbać o linię. Jednak umartwianie się nie leży w jej naturze. Uwielbia nie tylko jeść, ale i gotować. Na dodatek twierdzi, że sprawianie sobie przyjemności nie musi się odbywać kosztem figury. Wystarczy odżywiać się z głową.

– Przez wiele lat, chodząc po wybiegach, musiałam bardzo uważać na to, co jem. Amerykańskie agencje, dla których pracowałam, załatwiały mi nawet spotkania z dietetykami, którzy mówili mi, co mi wolno, a czego nie wolno. Jednak nie chciałam odżywiać się, tak jak część modelek, wyłącznie przysłowiowymi liśćmi sałaty, bo prowadzi to do anoreksji lub bulimii, z którymi często można spotkać się w świecie mody. Musiałam znaleźć swój własny sposób odżywiania się. A ponieważ często byłam pytana, jak ja to robię, że tak wyglądam, postanowiłam opisać moją dietę w książce kucharskiej „Smak życia” – opowiada Agnieszka Maciąg.

Zakalcowaty tort

To kulinarny album, ozdobiony fotografiami partnera życiowego Agnieszki, Roberta Wolańskiego, w którym znalazły się przepisy na dietetyczne zdrowe potrawy. Modelka ma wprawę w ich gotowaniu, bo tak naprawdę po kuchni kręciła się już jako mała dziewczynka. – Przyglądałam się, jak mama gotuje i pod jej okiem stawiałam pierwsze kroki. Kiedy miałam dwanaście lat, postanowiłam zrobić na Dzień Matki prawdziwy tort. Miała to być niespodzianka, więc zabrałam się za pieczenie w tajemnicy. Jak można się domyślić, wyszedł wielki, niejadalny zakalec. Ale i tak cała rodzina się nim zachwycała, żeby nie zrobić mi przykrości – wspomina Agnieszka Maciąg.

Drugą, poważną, kulinarną wpadkę zaliczyła już jako dwudziestoletnia kobieta. Zaprosiła na kolację przyjaciół i postanowiła podać im kaczkę. Gdy wyciągnęła ją z piekarnika, okazało się, że wygląda ona jak suche wióry i zupełnie nie nadaje się do podania na stół. A najgorsze było to, że w domu nie było nic innego do jedzenia. – Lubię eksperymentować, ale nie zapraszam już znajomych na niesprawdzone dania. Teraz na szczęście udaje mi się zadowalać moich gości. Wśród przyjaciół słynna jest moja pieczeń, a do przygotowania pstrąga faszerowanego jestem wręcz zmuszana. Wszyscy uwielbiają też moją tartę cytrynową i ciasteczka migdałowo–cytrynowe – wyznaje modelka.

Większość kobiet myśli sobie w tej chwili, że z jej figurą może się nimi objadać do woli. Ale to nie jest do końca prawda, bo słowo „objadać” kojarzy się Agnieszce wyłącznie z owocami i sałatkami. Na resztę rzeczy uważa, bo wciąż nie zamierza wypaść z obiegu. Dlatego wszystkie przepisy, które podaje w książce, oparte są na niskokalorycznych składnikach.

Dieta niełączenia

Agnieszka Maciąg doskonale wie, że odchudzanie się to jest niezbyt przyjemne zajęcie. Przekonała się o tym, kiedy po urodzeniu syna Michała musiała zastosować dietę. – Zdarzało mi się, że kiedy chciałam schudnąć, bywałam głodna. Ale to trwało pierwsze trzy dni, a na czwarty już nie odczuwałam łaknienia, bo żołądek mi się kurczył. Jednak najlepsze efekty osiągnęłam, gdy zaczęłam stosować dietę niełączenia. Jej podstawą jest niełączenie z sobą białek – czyli mięsa, ryb, drobiu, serów, jajek, orzechów, mleka – z węglowodanami, czyli makaronem, pieczywem, ziemniakami i innymi produktami z mąki. Białka i węglowodany można natomiast łączyć z warzywami. Zasada jest prosta: łączymy je z warzywami świeżymi, gotowanymi, grillowanymi, pieczonymi. Podstawą tej diety jest nie ograniczanie, lecz różnorodność i obfitość. Gdy zaczęłam przestrzegać diety niełączenia, jadłam sporo, a wkrótce stałam się szczuplejsza niż kiedykolwiek przedtem. I co ważne, miałam dużo energii – twierdzi Agnieszka Maciąg.

Modelka na co dzień jest bardzo zapracowana i aż dziw bierze, kiedy znajduje czas na gotowanie. Ale i na to odkryła prosty sposób. – To jest tylko kwestia lepszego zorganizowania się. Gotowanie nie zabiera aż tak dużo czasu, gdy wszystkie produkty ma się w domu. Raz na jakiś czas trzeba zrobić listę produktów, które chcemy zjeść, a następnie udać się na zakupy. Ja jeszcze dodatkowo oszczędzam czas, wcześniej przygotowując odpowiednie warzywa. W lodówce mam zawsze zmiksowane i zamrożone ich zestawy. Podobnie jest z pokrojonym koperkiem. To ułatwia życie, tym bardziej że wszystkie potrawy, które ja gotuję, nie wymagają specjalnych umiejętności. Są naprawdę bardzo proste – wyznaje modelka.

By nie przytyć, stara się także unikać rzeczy smażonych. Dlatego ryby jada wyłącznie pieczone lub przyrządzone na parze. Frytki i hamburgery to dla niej koszmar, pojawiający się w najgorszych snach. Jak twierdzi, gdyby je teraz zjadła, pewnie by się źle poczuła. Bowiem szkoda jej zdrowia na trawienie ciężkostrawnych produktów, dzięki którym odkłada się tylko tkanka tłuszczowa.

Tylko nie oczy bawołu

Agnieszka Maciąg zbiera zdrowe przepisy przede wszystkim podczas swoich zagranicznych podróży. Kiedy jest w restauracji i je jakieś nowe danie, stara się odgadnąć, z czego jest ono zrobione. Gdy jej się to nie udaje, pyta kucharza o recepturę.– Odkrywanie nowych smaków jest moją pasją. W każdym miejscu staram się spróbować czegoś innego. Zbieram przepisy, a każdą nowo poznaną potrawę przyrządzam potem w domu. Czasem okazuje się, że potrzebne są większe lub mniejsze modyfikacje, gdyż nadal nie wszystkie produkty można kupić w Polsce. Zastępuję je więc tymi, które są u nas dostępne – mówi Agnieszka Maciąg.

Jednak są rzeczy, których nie wzięłaby do ust, choć w trakcie egzotycznych wojaży nieraz jej je proponowano. Należą do nich potrawy ze szczurów, oczu bawołu, kangurów i krokodyli. Nie jada też gęsich wątróbek, ale to z przyczyn ideowych, bo wie, jak zwierzęta są męczone, zanim hodowcy osiągną odpowiedni efekt.

– Gdy mi ktoś proponuje coś takiego do jedzenia, to odmawiam i nie przejmuję się tym, że mogę go urazić. To jest mój organizm i w takich przypadkach bywam asertywna – oświadcza. Ale za to kiedy wchodzi do swojej kuchni pachnącej świeżymi, rosnącymi w doniczkach ziołami, czuje się naprawdę szczęśliwa. Tak jak kobiety w Brazylii śmieje się podczas przyrządzania potraw, dzięki czemu – jak wierzy – są one lepsze. Bowiem przyjemność gotowania nadaje życiu prawdziwy smak.
LR

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.