Facebook Google+ Twitter

Agnieszka Radwańska myśli już o US Open

  • Źródło: Dziennik Zachodni
  • Data dodania: 2007-08-07 09:11

Rozmowa z tenisistką Agnieszką Radwańską

Agnieszka Radwańska / Fot. Dziennik ZachodniDziennik Zachodni: Co się czuje, kiedy w wieku osiemnastu lat wpisuje się na karty historii?

Agnieszka Radwańska: Naturalnie olbrzymią satysfakcję. I oczywiście podobną radość. Choć nie mam czasu na świętowanie. Po prostu tak mnie nauczono, że zawsze najważniejszy jest kolejny mecz, następny turniej. Czyli myślami jestem już za Oceanem, a wylot do Stanów Zjednoczonych zaplanowany został na wtorkowy ranek. Teraz bowiem najważniejszy jest dla mnie ostatni z turniejów wielkoszlemowych, czyli nowojorskie zmagania w ramach US Open.

DZ: Ten turniej rozpocznie się 27 sierpnia. Czyżby teraz, przez trzy tygodnie, w planach były jedynie treningi?

AR: Oczywiście, że nie tylko, choć przez najbliższe dwa tygodnie będę trenowała na hard korcie, żeby tak do końca oswoić się z tą nawierzchnią. Wszak US Open jest rozgrywany właśnie na wspomnianych twardych kortach. Natomiast w tygodniu poprzedzającym nowojorski start zagram w turnieju w New Haven. To będzie ostatnie przetarcie przed US Open, gdzie moim planem jest dojście do ćwierćfinału.

DZ: Czy można powiedzieć, że coraz więcej rywalek zaczyna czuć przed tobą respekt?

AR: Ranking robi chyba swoje... Czyli przeciwniczki przed meczami ze mną bywają już zdenerwowane. Ja z kolei zawsze staram się maksymalnie koncentrować, dzięki czemu łatwiej można uzyskać przewagę na korcie. Nie zapominam jednak, że tenis jest na tyle specyficzną dyscypliną, iż wcale nie tak rzadko zawodniczka, powiedzmy z trzeciej rankingowej "setki", może pokonać rywalkę z pierwszej "setki", czy nawet ze ścisłej światowej czołówki. Poza tym każdy pojedynek jest inny, niepowtarzalny. Uważam też, że bodaj największym przeciwnikiem potrafi być strach przed rywalką. On bowiem potrafi wręcz sparaliżować. A przecież nie muszę chyba tłumaczyć, że czym innym jest respekt, a czym innym strach wobec przeciwnika.

DZ: Za tobą prawdziwy maraton startowy. Czyli jak długo nie było cię w domu?

AR: Dokładnej liczby dni nie powiem, ale to były ponad dwa miesiące. Tylko że pobyt w domu ograniczony został do kilkudziesięciu godzin. Przyleciałam do Krakowa w nocy z niedzieli na poniedziałek, a już na wtorkowy ranek zaplanowano odlot do Warszawy, a potem z Okęcia już do Nowego Jorku.

DZ: Nie marzy ci się dłuższy pobyt pod Wawelem?

AR: Już przywykłam do takiego podróżniczego stylu życia. Taka jest przecież specyfika sportu, czyli także tenisa. Poza tym, być może, mnie i siostrze Urszuli o tyle jest łatwiej, że zawsze jest z nami nasz tata i jednocześnie trener, a bardzo często także mama. Czyli tworzymy taką tenisową rodzinkę na walizkach.

DZ: Na koniec poruszę kwestię waszych domowych... szczurów (krakowskie siostry mają w domu dwa te sympatyczne stworzonka - przyp. bat). Poznały was po powrocie?

AR: Powiedzmy, że potraktowały nas z rezerwą... Trudno się jednak dziwić skoro od zimy, odkąd je mamy, widywały nas naprawdę od święta. Tym samym uważają jedynie naszą babcię. Ale to zrozumiałe, skoro to ona jest ich właściwą opiekunką.

Rozmawiał: Wojciech Batko - Dziennik Zachodni
LR

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.