Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

27814 miejsce

Agnieszka Wajs w monodramie muzycznym "Karin Stanek"

W drugą rocznicę śmierci "sekskapiszona bigbitu" Karin Stanek, na scenie Bytomskiego Centrum Kultury mogliśmy obejrzeć monodram muzyczny "Karin Stanek". W postać piosenkarki wcieliła się Agnieszka Wajs i zrobiła to nadzwyczaj kunsztownie.

1 z 17 Następne zdjęcie
Zdjęcie: Spektakl "Karin Stanek" o skromnej bytomiance w życiu codziennym, a pełnej energii i temperamentu na scenie wyreżyserowała Alina Moś-Kerger. Fot. Piotr A. Jeleń
Spektakl "Karin Stanek" o skromnej bytomiance w życiu codziennym, a pełnej energii i temperamentu na scenie wyreżyserowała Alina Moś-Kerger. Fot. Piotr A. Jeleń

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Basiu, podobno po wylansowaniu tej piosenki "Tato kup mi dżinsy spodnie..." otrzymała kilkanaście par dżinsów, które w tamtym okresie były szczytem marzeń nastolatków :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Tato kup mi dżinsy spodnie, tak mi będzie najwygodniej" --- i tak dzięki Karin Stanek i jej piosence dostałam pierwsze dżinsy. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo, tym samym potwierdza Pani opinie o spontaniczności, naturalności, tego co prezentowała na scenie. A z opowiadań ludzi, którzy Ją znali osobiście wynika jednoznacznie, że była tą skromną "dziołchom", której nie trysnęła przysłowiowa woda do...Z drugiej strony, pomimo ogromnej popularności była można rzec powiedzieć kobietą tragiczną, niespełnioną w związku partnerskim, małżeńskim. Dziękuję za jeszcze jeden z epizodów w życiu piosenkarki. Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Panie Piotrze -
pamiętam Karin Stanek z występu w sali koncertowej buskiego Domu Kultury (nie pamiętem dokładnie roku) na krótko po "wybuchu" Jej kariery.
Sala była zatłoczona, ludzie z zapartych tchem oglądali i słuchali tak niezwykłego w burej soc-realistycznej codzinności, koncertu.
Jak zwykle - w pierwszych rzędach widowni siedzieli ówczesni notable, czyli powiatowe władze partyjne. W pewnym momencie Karin, z właściwym sobie temperamentem zeskoczyła ze sceny i usiadła na kolanach... I sekretarza KP PZPR!!!!
Sala zamarła.
Karin odśpiewała sekretarzowi, obejmując go za szyję, kilka taktów "o mnie się nie martw" i wróciła na scenę.
Sekretarz - puprurowy i ogłupiały z wrażenia, ostatecznie zdecydował, że nie nastapiło naruszenie jego nadętej powagi i niebywały "incydent" zakończyły długotrwałe oklaski na stojąco. Pani sekretarzowa też, wytwornie, aczkolwiek nieco powściągliwie - klaskała.:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.