Facebook Google+ Twitter

Akademickie derby dla Politechniki

Niespodzianki nie było - trzy punkty zostają w Warszawie, ale gospodarze musieli na nie solidnie zapracować. Bohaterem meczu najstarszy siatkarz ligi Marcin Nowak, który przejawiał ogromną ochotę do gry po kontuzji.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Nula (Anna Kłeczek), CC 3.0W ubiegłym roku gospodarze potrzebowali niewiele ponad godzinę na zdemolowanie częstochowian. Tym razem skala trudności była wyższa.

Trener Jakub Bednaruk mówił, że liczy na sportową złość drużyny po niespodziewanej przegranej w Bielsku-Białej. "Ta porażka siedziała w naszych głowach cały tydzień. Nie wiedziałem, jak zawodnicy na nią zareagują" - przyznał.

Zareagowali najlepiej, jak mogli. Od początku meczu wywierali na rywala presję zagrywką i atakowali ze skutecznością powyżej 50 proc. Po raz pierwszy w wyjściowym składzie znalazł się rozgrywający Juraj Zatko. Gdyby nie dołączony do zespołu w ostatniej chwili Paweł Woicki, Słowak nie martwiłby się o swoją pozycję. Warszawskiej publiczności przedstawił się wybornie: dwoma asami z rzędu i efektownymi kiwkami. Przez połowę spotkania trwał koncert leworęcznego Adriana Gontariu, który był nie do zatrzymania. Potem Rumun stracił werwę, a goście przyzwyczaili się do tempa i kierunku jego ataku.

O ile w pierwszym secie nie ustawili skutecznego bloku, to w dwóch kolejnych zatrzymali "Inżynierów" aż 9 razy. Tylko co z tego, skoro hojnie obdarowywali ich prezentami, oddając aż 25 punktów po własnych błędach. Marek Kardos próbował trzech zawodników na pozycji atakującego, ale komfortu nie dał mu żaden. Tylko Miłosz Hebda utrzymywał dobry poziom gry i to na nim opierała się całą konstrukcja gry (jako jedyny w swojej ekipie zaliczył dwucyfrową zdobycz). Rzadko zdarza się, że celem zagrywek jest libero, a tak wybrali zawodnicy Bednaruka. Kacper Piechocki przeszedł prawdziwą szkołę przetrwania. Przeciętnie.

Najwięcej wrażeń dostarczyła trzecia partia, którą częstochowianie zaczęli od prowadzenia 4:0, by za chwilę przegrywać 9:10. Na placu gry na stałe zameldowali się Paweł Woicki i Paweł Adamajtis, który siał pustoszenie zagrywką. Kolejka górska jednak nie zwalniała: kolejne pięć oczek zdobyli goście, następne cztery - Inżynierowie. Końcówka to już prawdziwy dreszczowiec. W niesamowitych okolicznościach goście wybronili trzy piłki meczowe. Dawid Murek z racji wieku pewnych zagrań ze swojej wielkiej przeszłości już nie powtórzy, ale hartu ducha nie stracił ani trochę. W kluczowej akcji tragiczny w skutkach błąd popełnił Piechocki, który chciał przyjąć piłkę lecącą w aut.

Mecz pewnym atakiem z przesuniętej krótkiej zakończył Marcin Nowak (w sumie 11 pkt, najwięcej w zespole), który został wybrany MVP meczu. - Rezerwowi odwrócili losy ostatniego seta. Mam przyjemny problem z wyborem na niektórych pozycjach - cieszył się po meczu trener Bednaruk.

AZS Politechnika Warszawska - AZS Częstochowa 3:0 (25:19,25:20, 29:27)


AZS Politechnika:
Zatko, Nowak, Sacharewicz, Pawliński, Szalpuk, Gontariu, Potera (l) oraz Woicki, Adamajtis, Smoliński, Kaczorowski

AZS Częstochowa:
Kozłowski, Murek, Hebda, Kaźmierczak, Vesely, Kamiński, Piechocki (l) oraz Kaczyński, Bednorz, Bąkiewicz.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.