Obecnie w Niemczech pod przymusem zamyka się w psychiatrii ponad 200 tys. ludzi rocznie. Dzisiaj wystarczy powiedzieć do psychiatry: "Panie doktorze, pan nie wie, o czym pan mówi’ i w ten sposób dostać diagnozę. Jest się wtedy w ‘manii’... do tego jeszcze paranoidalnej, bo widzi się coś, czego pan doktor nie chce widzieć. Na podstawie takiej diagnozy już szybko może się przytrafić, że pod przymusem wylądujemy w psychiatryku, gdzie pod przymusem będzie się nas ‘leczyć’, gdzie nafaszeruje się nas psychotropowymi dragami i często będziemy leżeli, uwiązani pasami do łóżka, albo nawet potraktuje się nas elektroszokiem, pomijając już ciągłe poniżanie, któremu będziemy poddawani.
Ale my to wiemy. Na pewno wielu z nas. Tak samo, jak w tamtych czasach, tak i dzisiaj, nie tylko są sprawcy i ofiary, ale jesteśmy też my, świadkowie. Musimy być świadomi, iż nie wolno nam milczeć w stosunku do dzisiejszych wydarzeń w psychiatrii. Walka polityczna jest ważna. Apeluję jednakże również o prostą, ludzką interwencję. Szczególnie dziennikarze powinni dochodzić potrzeb tych ludzi i informować o nich w swoim przekazie. Powinni ich pytać i przekazywać ich odpowiedzi dalej. Dlaczego stali się biednymi, dlaczego się załamali, dlaczego się zbuntowali i co byłoby dla nich odpowiednią pomocą?
Bez naszego zaangażowania pozostaną tam ubezwłasnowolnieni i bez żadnych praw. Będą nadal odizolowani, odgraniczeni od społeczeństwa i będzie im odebrana szansa na to, czego najbardziej potrzebują - miłości! Diagnoza niestety w większości przypadków prowadzi bowiem również do tego, że rodziny bezmyślnie odpychają tych ludzi, oddając ich w ten sposób bez jakiejkolwiek kontroli w ręce maszynerii psychiatrycznej.
Ne wolno nam dopuścić do tego, aby ludzi tych nadal tak radykalnie degradowano, a ich życie uznano za wynaturzone.”
TUTAJ więcej zdjęćAutor: Andrzej Skulski
Tekst pierwotnie opublikowany na stronie
infotuba.pl
A.S.