Facebook Google+ Twitter

Akumulatory ze skłonnością do samozapłonu uziemiły Dreamlinera

Powodem globalnego uziemienia Boeingów 787 Dreamliner są akumulatory litowo-jonowe. Od początku decyzja o ich zamieszczaniu byla kontrowersyjna. Mogą one ulec samozapłonowi, a powstały pożar jest trudno ugasić.

Ogniwa montowane w dreamlinerach bada amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu. / Fot. Mariusz Michalak Dreamlinery posiadają dwa zestawy akumulatorów, które stały się powodem dużego zamieszania. Jeden z nich znajduje się pod kabiną pilotów, a drugi w ogonie samolotu. Ich zadaniem jest dostarczanie prądu niezbędnego do uruchomienia tak zwanego APU (Auxiliary Power Unit), czyli generatora, który podczas postoju na lotnisku zasila samolot. Wykorzystywane są także w sytuacjach awaryjnych podczas lotu. Kiedy system generowania prądu zawiedzie, akumulatory podtrzymują działanie niezbędnych systemów elektronicznych.

W poniedziałek w Bostonie, podczas postoju, na pokładzie B787 linii Japan Airlines zapalił się akumulator w przednim przedziale. Jego ugaszenie zajęło strażakom 40 minut. W innym japońskim dreamlinerze, zestaw akumulatorów uległ awarii. W kokpicie pojawił się dym, a maszyna musiała awaryjnie lądować. Okazało się, że z jednego z ogniw wylały się chemikalia.

Dreamliner naszpikowany jest elektroniką i ma wielkie zapotrzebowanie na prąd. Inżynierowie konstruując najnowszy model Boeinga, postanowili wykorzystać akumulatory litowo-jonowe. Jak podaje TVN24.pl, tradycyjne niklowo-kadmowe stosowane w lotnictwie byłyby zbyt ciężkie i zajmowałyby dużo miejsca. Już wtedy eksperci zwracali uwagę, że nowa technologia jest jeszcze niedopracowana. Ogniwa litowo-jonowe mają bowiem zdolność do samozapłonu, a ogień podsycany chemikaliami jest trudny do opanowania. Prawdopodobnie to właśnie ich samozapłon doprowadził do poważnych katastrof na pokładzie dwóch samolotów transportowych.

Ogniwa montowane w dreamlinerach bada amerykańska Narodowa Rada Bezpieczeństwa Transportu. Eksperci starają się wyjaśnić co wywołało samozapłon. Nie wiadomo, jak długo dreamlinery będą uziemione. Jeśli Federalna Agencja Awiacji (FAA) nakaże Boeingowi zmiany w systemie elektroniki, żaden z samolotów przez miesiące może nie wzbić się w powietrze.

Zarejestruj się i napisz artykuł
Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Samolot obecnie to nie tylko wysokiej klasy materiały i urządzenia ale strefa oprogramowania, która to wszystko kontroluje.

Panu Grzegorzowi powiem , że za awarię w elektrowni w Fukuszimie główną odpowiedzialność ponosił błędnie opracowany software.
Po prostu inżynierowie przy stolikach komputerów nie założyli że może dość do złożonych anomalii .
Inni poszli krok dalej twierdząc , że doszło do ataku cyberterrorystów.

Ale co tak daleko szukać. Czy światowemu gigantowi oprogramowania Microsoftowi udało się kiedykolwiek wyprodukować OS bez błędów ?
Wszyscy co światlejsi użytkownicy tego oprogramowania zdążyli się przyzwyczaić z tym faktem i nie śpieszno im aby kupować kolejną , najnowszą edycje okien.

Podobnie było z samolotami Boeinga. Mądrzy Niemcy rok temu stwierdzili , że zakupią Dreamlinery dopiero po wykryciu wszystkich błędów.

Czyli jest świadomość po stronie kupujących jak sprzedających o możliwych sytuacjach awaryjnych .
A błędów w skomplikowanym oprogramowaniu urządzeń , które dawniej kontrolował człowiek a dziś stały się autonomiczne, nie sposób w krótkim czasie testów poprodukcyjnych wykryć.
Jeżeli jest to prawdą to sprzedający powinien pierwsze wyprodukowane egzemplarze sprzedawać po atrakcyjnej cenie, rekompensującej możliwe straty z powodu wad.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Samolot to jest inna skala jakości. Rzadko się zdarzają aż takie niedoróbki. Na ogół samoloty są tak sprawdzane w trakcie testów, że firmy zamawiają je jeszcze przed rozpoczęciem produkcji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dlaczego Polska- Panie Chorążewic?

Powinni być odpowiedzialne osoby z imienia i nazwiska.

Ale to zapewne przypomni niechciane karty historii 4 RP z nagonka 4:00 rano ,na boga winnych obywateli
Lepsza w tym wypadku komunistyczna dewiza.
Jeżeli coś jest wspólne w tym wypadu państwowe to nikt nie jest za to odpowiedzialny.
Czyli odpowiedzialni są wszyscy obywatele czyli Polska.

Komentarz został ukrytyrozwiń

No cóż. Nieodpowiedzialność producenta niestety. Każdy użytkownik komórki wie, że baterie Li-On mocno się nagrzewają w trakcie pracy, więc zastosowanie ich w samolocie jest co najmniej ryzykowne. A zwłaszcza umieszczenie pod kabiną pilotów.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.