Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

11810 miejsce

Akumulatory znowu naładowane. Wystawa "Nieprzekupne oko" w Zachęcie

Wystawą "Nieprzekupne oko" rozpoczął się sezon w Narodowej Galerii Sztuki Zachęta. Opowiada ona historię poznańskiej galerii "Akumulatory 2" funkcjonującej do 1990 roku, jako odpowiedź na rzeczywistość realnego socjalizmu w sztuce. Wystawa jest otwarta do 18 listopada.

wystawcy i kuratorzy wystawy "Nieprzekupne oko" / Fot. galeria Zachęta- Bardzo się cieszę, że sezon zaczyna się właśnie tą wystawą. Jest to pewnego rodzaju symbol, ponieważ jest ona z jednej strony historyczna jako zjawisko, ale z drugiej strony jest też wystawą bardzo współczesną - powiedziała podczas konferencji prasowej poprzedzającej otwarcie wystawy dyrektor Zachęty, Hanna Wróblewska.

Wystawa "Nieprzekupne oko", to próba przedstawienia działalności poznańskiej galerii "Akumulatory 2", która funkcjonowała nieprzerwanie od 1972 do 1990 roku. W ciągu tych 19 lat swoje prace podczas 167 wystaw wystawiło 127 artystów z całego świata. Poza tym miało miejsce 30 odczytów. Była to galeria kontestująca odgórnie sterowaną sztukę w stylu realnego socjalizmu, którą wobec administracyjnych szykan ze strony władz komunistycznych cechował jednak klerkizm, czyli dystansowanie się od spraw politycznych. Chroniło to galerię od większych restrykcji, jednak - jak podkreśla jej inicjator i współkurator wystawy "Nieprzekupne oko", Jarosław Kozłowski - w galerii nie zdarzały się manifestacje sztuki politycznej także "z braku zainteresowania ze strony artystów". Problem z Wydziałem Cenzury zaistniał tylko podczas wystawy jednej pracy, zatytułowanej "Zielona Ściana" i zainstalowanej właśnie przez Kozłowskiego. Na tej ścianie przymocowane są obrazy namalowane jedną farbą, na których widać napis: "Zielony obraz zielonej ściany poza określonym kontekstem (np. politycznym) - ale niebieski" (lub odpowiednio w innym kolorze)."Zielona ściana" Jarosława Kozłowskiego / Fot. galeria Zachęta

Nie oznacza to jednak, że cenzura nie interesowała się galerią. Ingerowała ona jednak bardziej w treści pisemne. - Musiałem biegać do cenzury z każdym drukiem, zaproszeniem, prowadzić niekiedy rozmowy z bardzo prostackimi urzędnikami, którzy kilka razy dokonywali zmian, ale na tyle głupimi, że tylko pogłębiali dwuznaczność tego, co zmieniali. Przychodzili oni na wystawy, kiwali głowami, ale nic nie rozumieli - powiedział Jarosław Kozłowski. Z tych rozmów dzisiejszy rektor Akademii Sztuk Pięknych (ASP) w Poznaniu najbardziej zapamiętał jedną z nich, którą opowiada jako anegdotę. - Przygotowywaliśmy odczyt, i napisaliśmy w zaproszeniu, że artysta przyjmuje postawę klerka. Pani Krysia w Wydziale Cenzury powiedziała, że nie będziemy przecież żadnych klerykalnych idei propagować. Przez pół godziny próbowałem wytłumaczyc jej różnicę miedzy klerkizem a klerykalizmem. Skończyło się piętro wyżej w gabinecie naczelnika, który czerwonym długopisem skreślił słowo klerk, a wprowadził trzy kropki, co było bardziej dwuznaczne niż klerk - śmiał się Kozłowski.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.