Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

21651 miejsce

Akwedukt w Minden

Podczas pierwszego rejsu na „zachód”, który odbyłem w 1988 roku wiele rzeczy na tym zachodzi mnie zadziwiło.

Jedną z takich rzeczy był niewątpliwie most w miejscowości Minden, którym barki przepływały nad rzeką Wezerą.

widok z barki płynącej po moście nad Wezerą / Fot. Fot. Artur SobieckiNigdy wcześniej nie widziałem, żeby duża rzeka, po której pływają barki przepływała pod kanałem, więc znowu, po raz nie wiem już, który podczas tego rejsu, mocno się zdziwiłem. Betonowe koryto przez które przepływaliśmy nad Wezerą umożliwiło omijanie śluz, którymi pierwotnie przeprawiano się przez rzekę. W początkowym okresie funkcjonowania Mitellandkanal, płynące nim jednostki żeby przepłynąć na drugą stronę Wezery, musiały opuszczać się śluzami do jej poziomu. Przepłynąć rzekę w poprzek a następnie znowu podnieść się śluzami do poziomu kanału. Mitellandkanal to jedyna magistrala śródlądowa z zachodu Niemiec na wschód i do Berlina Zachodniego, ruch barek na niej był bardzo duży. Tworzyły się wiec, przy śluzach ogromne kolejki i Niemcy stanęli przed poważnym problemem. Zamiast jednakże modernizować i powiększać stare śluzy, zrealizowali śmiały projekt przerzucenia mostu dla barek. Dzięki temu na kanale mógł odbywać się ruch ciągły bez straty czasu na śluzowanie.
*
W Minden zatrzymaliśmy się na noc i miałem okazję zwiedzić centrum miasta oraz część dzielnic mieszkalnych. Pierwszy raz zetknąłem się z plastikowymi butelkami, mlekiem w kartonikach, próżniowymi opakowaniami i zobaczyłem, że oprócz proszku IXI, jest jeszcze kilka innych, zaskoczyła mnie duża ilość lokali, sklepów, mnogość kolorowych reklam, pism i katalogów reklamowych, rozdawanych w dużych sklepach za darmo. Wcześniej takich rzeczy nie widziałem. Zanim jednak doszedłem do pierwszego sklepu rzuciła mi się w oczy duża ilość i różnorodność samochodów na ulicach. Po Polsce jeździły wtedy głównie „maluchy”, „duże” fiaty i polonezy w DDR-ach trabanty i wartburgi, w Minden takich samochodów nie zauważyłem. Dużo było różnych marek z całego świata ale najwięcej chyba opli i volkswagenów. Było to właściwie pierwsze moje zetknięcie z zachodnim miastem, bo poprzednią noc spędziliśmy na postoju przy Mittellandzie, w krzakach.
*
O krzakach piszę nie jako o dzikim miejscu postoju, a raczej w znaczeniu umownym, oznaczającym miejsce oddalone od większego miasta. Na całej długości Mitellandkanal, nie ma możliwości zacumowania barki w miejscu do tego nie przeznaczonym. W każdym mieście znajdują się wyznaczone miejsca postojowe, które rozmieszczone są także wzdłuż kanału, poza miastami. Gdyby jakaś barka stanęła poza takim miejscem postojowym, inni użytkownicy kanału natychmiast powiadomili by o tym policję. Jej kapitan zapłaciłby mandat za stwarzanie zagrożenia w ruchu barek i narażaniu na uszkodzenie brzegu. Motorówka policji wodnej (Wasser Schutz Policei), której posterunki rozmieszczone są w strategicznych punktach kanału dopłynęłaby do takiej barki w ciągu, najwyżej pół godziny od przycumowania.
Na obydwóch brzegach kanału jest tak wiele miejsc postojowych, że nie ma potrzeby stawać „na dziko”. Wszystkie takie miejsca zarówno te w miastach jak i poza nimi umieszczone są na specjalnych, poszerzonych odcinkach kanału. Brzegi na tych odcinkach są dodatkowo umocnione i wyposażone w słupki do zarzucania lin cumowniczych. Wzdłuż nabrzeża ułożona jest równa droga połączona najbliższą szosą lub ulicą. Całe miejsce postoju jest w nocy jasno oświetlone, znajduje się na nim budka telefoniczna i przynajmniej jeden regularnie opróżniany śmietnik.
Każda towarowa jednostka pływająca, zbliżając się do przycumowanych na postoju barek musi zmniejszyć obroty silników i znacznie zwolnić. Gdyby mijała stojące przy brzegu barki z dużą prędkością, wytwarzana przez nią fala mogłaby zerwać cumy.
*
Gdy oglądałem Minden duże wrażenie zrobiły na mnie ulice z nawierzchnią, w której nie było nawet śladów po dziurach. Doskonale oznaczone przejścia dla pieszych, a obok każdego chodnika ścieżki rowerowe, jakich nie było jeszcze w żadnym polskim mieście. Nie mały szok wywołała też u mnie niesamowita kultura, jeżdżących po mieście niemieckich kierowców samochodów osobowych. Widząc ludzi zbliżających się do przejścia dla pieszych oni, zamiast przyspieszyć, jak zrobiłby to prawie każdy polski kierowca, wyhamowywali samochody. Zatrzymywali się przed przejściem, czekając cierpliwie aż piesi podejdą i przejdą. Nie były to przypadki odosobnione. Postępowali tak wszyscy bez wyjątku kierowcy samochodów osobowych w dzielnicach handlowych i mieszkalnych we wszystkich, jak mogłem później stwierdzić, miastach niemieckich.
Dużych samochodów ciężarowych nigdy na ulicach żadnego miasta nie widziałem, a jeżeli takie samochody przez teren miasta przejeżdżały, to tylko po drogach szybkiego ruchu, przebiegających z dala od budynków i zasłoniętych wysokimi ekranami. Czasami tylko i to wyłącznie w godzinach przedpołudniowych, widywałem przy sklepach i marketach niewielkie samochody dostawcze. Wielkie ciężarówki, których pełno jeździ po drogach i autostradach przeważnie okrążają miasta z daleka jeżdżąc po obwodnicach i muszą wyładowywać przewożony towar poza rogatkami.
*
Myśląc o tym, że Niemcy stosowali takie rozwiązanie już 30 lat temu patrzę na nasze zniszczone ulice i rozjeżdżające je 20 tonowe TIR-y i nachodzi mnie refleksja, że ktoś w Polsce myśli normalnie inaczej. Dlaczego władze polskich miast nie zmuszą właścicieli marketów do budowania przeładowni i magazynów poza miastem? Na tereny zabudowane powinny wjeżdżać najwyżej 5 tonowe samochody dostawcze. Czyżby nasz kraj był odwrotnością Europy w organizacji komunikacji i transportu?

Fragment mojej książki: http://www.mybook.pl/6/0/bid/276

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.