Facebook Google+ Twitter

Albo szczoteczka do zębów, albo...

Orędowniczka nasza przyprezydencka, opiekunka i rzeczniczka, tudzież działaczka na rzecz, przy samym tronie usadowiona, prócz kapelusza ma na głowie prezentacje, wywiady, obiady, jazdy, podjazdy oraz natłok genialnych myśli, które musi absolutnie i bezwzględnie wypowiedzieć.

Czyni to z właściwą sobie swadą, akcentując z ruska na niemiecki sprawy co ważniejsze, słuszny nacisk na ilość, a nie na jakość słów kładąc, wszak im więcej, tym lepiej. W ten to sposób dowiadujemy się (my, przedmiot jej troski znaczy się), że potrafi sobie poradzić w życiu. Jak powiada w wywiadzie *: „Ja słynę z tego, że wykorzystuję mężczyzn bardzo umiejętnie, a mężczyźni dają się wykorzystywać.”

Niosą dla nas (kobiet polskich znaczy się) te jakże proste słowa ogromny ładunek nadziei i powszechnie dostępną receptę na udane pod każdym względem życie. Receptę - uwaga, uwaga - bez lekarza! Bo, jak powiada w tym samym wywiadzie, z lekarzami to już sprawa całkiem niepewna. "Powiem tak" - powiada - " nie mam dobrego zdania o lekarzach, ale każdy z nas boi się na ten temat mówić, bo kiedyś trafi do lekarza. I co on wtedy zrobi? Uważam, że to jest taki temat tabu”. – kończy dramatyczną frazę pani Rokicina.

Faktycznie – każdy trafi kiedyś. Całkiem jak facet, który od lat kilku ściga zapamiętale lekarzy, tnąc pokotem nieudolnych prokuratorów i zatrudniając gromady ekspertów w sprawie, której żaden ekspert na nice nie wywróci, bo się nijak wynicować nie da. W sprawie, której nikt nie jest w stanie załatwić ani zakończyć zgodnie z oczekiwaniem syna, którego śp. ojciec powinien mieć (bez względu na wiek i chorobę) zagwarantowaną nieśmiertelność. I właściwie jeszcze tylko do Pana Boga panowie w kominiarkach nie wpadli z wizytą żeby sprawę ostatecznie wyjaśnić.

I ten to człowiek, stuknięty żenująco nieskutecznie, został przyjęty, przebadany z wielkim nakładem starań i kosztów przez zespól diagnostów a na koniec skonsultowany przez faceta, który już w kajdankach publicznie dzięki niemu spacerował. Co za ironia losu. Żeby chociaż jakiś krwiak na spracowanym czole, żeby chociaż jakieś ziobro pęknięte! A tu masz – zaledwie jeden palec w gipsie. Analizując jednak starannie wypadki i przypadki, jakie o świcie po ludziach chodzą, nie byłabym na miejscu zespołu obsługującego naszego stukniętego** ministra tak całkiem spokojna o przyszłość.

Ponieważ – jako rzecze Rokicina – nie wiadomo właściwie, co oni z tym palcem zrobili. A może tego palca już nie ma? A może go zamienili? I kiedy zdejmując gips, taki lekarz powie: - "zgnij pan ten palec, panie ministrze”, to czy ten palec się zgnie? Czy będzie można nim pokiwać i pogrozić? Lub wskazać winnego? Tylko czas przyniesie odpowiedź na te dramatyczne pytania. A póki co, to ja bym na ich (tych z obsługi medycznej) miejscu trzymała szczoteczkę do zębów w każdej kieszeni. Albo zamustrowała na trampa płynącego do Przylądka Horn. Tak radzi Wam - personelowi szpitala - życzliwa.

* Agnieszka Kublik, Monika Olejnik – rozmowa z Nelli Rokitą, publ.. Piątek 5 października 2007, Gazeta Wyborcza
** samochodem

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

ironicznie i zabawnie, z nerwem - tak jak lubię.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beato!
"Tyle mi zostało
co mi...napstrykało..." - pan Daukszewicz sie chyba nie obrazi za taka przeróbkę :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+

A Nelly jest skazana na sukces przynajmniej z jednego powodu: mężczyźni wprost uwielbiają być wykorzystywani przez kobiety z inicjatywą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.