Facebook Google+ Twitter

Alfabet warszawianek. Czy mieszkanki Warszawy kochają swoje miasto?

Czy powinno się kochać miasto, w którym się żyje? Spędza 5 z 7 dni tygodnia. Jeśli nie kochać, to przynajmniej lubić. Czy Warszawa da się lubić? Rozmawiam o tym z warszawiankami i mieszkankami stolicy w ostatnim odcinku alfabetu.

Krowa przed kinem Kultura / Fot. Ewa TinaKolejny raz w komentarzach do artykułu w TVN Warszawa czytam mniej lub bardziej kąśliwe uwagi, adresowane do rodowitych warszawiaków (chamy, cwaniaki) albo do przyjezdnych mieszkańców stolicy (słoiki, weki). Niestety w tym wszystkim niknie obraz miasta. Mam wrażenie, że Warszawa nie jest "Miejscem" ale miejscem czasowego pobytu i pracy. Według statystyk 53 proc. ludzi żyjących w tym mieście nie urodziła się tutaj.

A gdzie w tym wszystkim jest serce miasta? Czy powinno się kochać miasto, w którym się żyje? Spędza pięć z siedmiu dni tygodnia. Jeśli nie kochać, to przynajmniej lubić. Czy Warszawa da się lubić? To pytanie postanowiłam uczynić tematem przewodnim kolejnego - ostatniego - odcinka Alfabetu warszawianek.

Czy warszawianki lubią swoje miasto?

Ula - lat 30, pracuje w banku. Mieszka na Białołęce, wcześniej na Targówku.

"Do Warszawy przyjechałam 5 lat temu. Po studiach zatrudnili mnie w filii banku w Gdańsku, a po dwóch latach zaproponowali
awans. Wiązał się z przeprowadzką do Warszawy. No i jestem. Nie czuję się Warszawianką, po prostu tu mieszkam.

Czy kocham Warszawę? Związałam się z tym miastem 30-letnim kredytem mieszkaniowym. Nie chciałam tu przyjeżdżać, ale perspektywy są większe. Mój narzeczony został w Trójmieście i niestety związek się rozpadł. W tym mieście widuję ludzi, ale trudno mieć przyjaciół. Stolica to nie jest miasto wyboru "sercem" dla większości moich "przyjezdnych" znajomych. Tu człowiek pracuje lub robi karierę. Tu jest nowocześnie, modnie i dynamicznie. W Warszawie bardzo łatwo jest się zaaklimatyzować.

Co mi w Warszawie nie odpowiada? To, że "lokalesi" mówią za moimi plecami "słoik" lub "wek". To oczywiste, że mama przygotowuje mi jedzenie na "wynos" gdy przyjeżdżam do domu. Ja pracuję prawie 10 godzin dziennie, nie mam czasu gotować. To, że rodzice moich, warszawskich z urodzenia, znajomych im nie pomagają, świadczy tylko źle o nich.

Nie lubię jeździć autem po Warszawie z uwagi na moją "obcą" rejestrację. Od razu traktują mnie jak człowieka gorszej kategorii. A ja jeżdżę i poprawnie i kulturalnie. W Trójmieście wszyscy mnie chwalą. A tu mi jakiś facet wykrzyczał, że jestem "motosłoik". Denerwuje mnie też to zadęcie na martyrologię. Każde miasto ucierpiało w czasie wojny ale tylko w Warszawie ciągle o tym się przypomina. To takie zaściankowe".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.