Facebook Google+ Twitter

Alfabet warszawianek. Miłość

W kwietniu ubiegłego roku zaczęłam cykl "Alfabet warszawianek", ukazujący różne kobiece historie. Jego niniejsza kontynuacja obejmuje rozmowy na temat miłości i rodziny. Cztery kobiety, cztery historie, cztery koncepcje miłości. Lub "niemiłości".

Czy Elżbieta, Felicja vel Weronika, Hanka oraz Grażyna to typowe bohaterki? Nie wiem. Podzieliły się ze mną swoim życiem, a ja włożyłam je w ramy i zapełniłam kolejne kartki alfabetu. Warszawianki z urodzenia, z zakochania, z premedytacji. Słucham Claptona, gdy przepisuję notatki z rozmów z moimi bohaterkami. Tytuły piosenek nasunęły się całkiem same.

Just Like A Prisoner



Elżbieta - lat 42, szatynka o smutnych szarych oczach, mężatka (na papierze), matka (Polka) Joasi lat 15 i Tomka lat 18, warszawianka z miłości, Mazowszanka z dziada-pradziada.



Moja historia miłosna? (krótka cisza, zawahanie) Do Warszawy przyjechałam na studia pedagogiczne w latach 80. z Rawy Mazowieckiej, 76 km od stolicy. Niby blisko ale jednak ulice Bielan / Fot. Ewa Szafranowiczbardzo daleko. JEGO, zobaczyłam już pierwszego dnia na uczelni. Starszy o 3 lata. Przystojny, silny, ambitny. Może Cię dziwić, ale to było widać od razu. Z gestów, ruchów, spojrzenia. To, że zwrócił na mnie uwagę było ważniejsze niż zaliczona na piątki sesja. Nawet "wpadka" na ostatnim roku nie przeszkodziła naszej miłości. ON już wtedy skończył studia, dostał dobrze jak na tamte czasy płatną pracę. Pobraliśmy się, a moje studia czekały na "odchowanie" syna.

Czekają do dziś, bo w międzyczasie była do "odchowania" córka, prowadzenie domu, obsługa męża robiącego karierę. Pod koniec lat 90. ON założył firmę. Okazało się, że idealnie wstrzelił się w rynek. Z trzypokojowego mieszkania na Targówku przeprowadziliśmy się do domu pod Warszawą. Wtedy doszła mi jeszcze funkcja szofera dzieci. Do perfekcji doprowadziłam sztukę prowadzenia domu. W szafach wyprasowane były nawet skarpetki. Codziennie wypastowana podłoga, okna myte raz w tygodniu. Codziennie obiad z domowym ciastem. Mój powrót na studia lub chęć pójścia do pracy kwitował lakonicznie: "Nie chcesz przecież, by po domu kręciła się obca osoba i zajmowała Twoimi obowiązkami?". Nie chciałam. Więc "siedziałam w domu". ON nieobecny przez 5 dni w tygodniu, ale zawsze uprzejmy, staranny, uroczy. Dzieci grzeczne, bezproblemowe, zero buntu. Życie na wysokim poziomie. Dwa razy do roku wakacje za granicą, dom letni na Mazurach, apartament w Zakopanem. Czy można marzyć o czymś więcej? Nie można. Do czasu.

Gdy zaczął pracować również w weekendy. Wracał zły, nieobecny, wciąż niezadowolony. Nie dopuszczałam myśli, że "coś" może być na rzeczy. Był "ktoś". Moja własna "Catrina". Lat 28. "Burza blond włosów, nienaganna figura, inteligencja i zmysłowość w jednym", to opis naszego wspólnego znajomego. Kasia była sekretarką na zastępstwo. Po pół roku była już szefową sprzedaży i kochanką mojego męża. W pierwszym odruchu zadzwoniłam do niej i wszystko jej wygarnęłam. Wiesz co mi powiedziała? Że to moja wina. Trzeba było interesować się mężem, a nie siedzieć w domu. A co ja robiłam przez te 20 lat? Ach, tak siedziałam w domu.

Wyprowadziłam się do rodziców na tydzień (akurat były wakacje). Gdy wróciłam, aby ratować małżeństwo, zamki w drzwiach były zmienione. W firmie męża przyjął mnie jego wspólnik-prawnik. Przedstawił mi warunki. "Jedyne czego oczekuje od Ciebie (mąż) to abyś robiła to co umiesz najlepiej (zajmowała się domem) inaczej wylądujesz z niczym". Miał rację. Bez studiów, z mierną znajomością języków, brakiem doświadczenia i referencji nawet nie mogłabym prowadzić komuś domu. Bałam się, że stracę dzieci. A więc się zgodziłam. Na udawanie. Dopóki śmierć nas nie rozłączy. Albo Kasia nie postanowi zmienić swojego stanu cywilnego. Ale to podobno nowoczesna dziewczyna. Chyba poślę jej w podzięce kwiaty na najbliższe Walentynki (prychnięcie). No to z grubsza masz historię o miłości.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (13):

Sortuj komentarze:

Dzisiaj rano poszedłem do mojej dentystki...W poczekalni leżał "COSMOPOLITAN" z października 2010. Wewnątrz ciekawe artykuły jak kobiety odczuwają sex w latach 80-tych, a obecnie?... Przeciętna Kobieta zachodniej cywilizacji ma wówczas i dzisiaj tylko...6 kochanków. Tu akurat nic się nie zmieniło. Zmieniły się natomiast "narzędzia rozkoszy" tzw. dildo; od wymyślnych w krztałcie zwierząt , jak "delfiny" do prostych, bardziej współczesnych przypominających krztałtem mikrofony i oczywiście na bateryjkę;)) W ogóle współczesnej damie jest bardziej obojętne; czy to ma być "orgazm pochwowy" czy też "na klitoris": - najważniejsze ażeby tak czy tak - dojść do samego szczytu! Stąd i ilość mężczyzn jest Jej już bardziej obojętna, aniżeli w latach; 80-tych! ZOSIA sama zdobywa szczyty gór w swoich wspinaczkach ku Orgazmom! On nie zawsze potrafi dotrzymać Jej kroku...Jej samowystarczalność i pewność siebie oraz swoich poczynań onieśmiela Go i bulsuje jego "poczucie męskości"... Cóż, czasy się zmieniają i kobiety i mężczyźni także... Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fantastyczny materiał, Ewo! Ciekawe historie, świetnie się czyta(!) i chyba każda kobieta może odnaleźć choć małą cząsteczkę swojego życia, w życiu przedstawionych przez Ciebie warszawianek. 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetnie to opowiedziałaś Ewo. :)
Życie wielu z nas mogłoby stać się tematem oddzielnej noweli.
Czujemy się spełnione lub nie, i takie refleksje towarzyszą nam do końca.
Znajome Ci panie, po życiowych niespodziankach nie opuściły rąk,
starają się znaleźć optymalne dla siebie rozwiązanie w zmienionej
sytuacji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

EWo, nie wiem jaki to temat, ale dwie moje bohaterki to właśnie Warszwianki z urodzenia .. co z przypadku Szwajcarkami zostały ;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uciekły mi śmieszki :)) i ;)) przymrużone oko.
Bo poniższy koment należy z przymrużonym okiem traktować jako zakamuflowany komplement dla autorki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam już kolejny temat i szukam następnych warszawianek:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo, chciałabym napisać świetnie napisane, ale byłoby to zarozumialstwo z mojej strony, gdyż wydaje mi się, że jest podobna do napisanej przeze mnie, popełnionej kiedyś, opowiastki o Mariach. To historie 4 Marii które wylądowały z miłości w Szwajcarii w okresie stanu wojennego. A więc Szwajcarki z miłości.
Warszawiankom z miłości, mimo wszystkich perturbacji, życzę powodzenia!

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ewelina Flinta
  • Ewelina Flinta
  • 23.01.2011 10:28

Taak, to zaledwie cztery krótkie historie, więc trudno oczekiwać całego bogactwa czy raczej często ubóstwa życia... Znam wiele historii z całkiem innego świata, ale tych nie czytałoby się tak lajtowo.

Gwiazdki dla autorki za pomysł i wykonanie :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe postacie trudno więc coś zepsuć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Historie różne, każda bardzo ciekawa . Narracja żywa. Eh, żeby to nasze nastolatki zechciały przeczytać... te dziś nieszczęśliwie zakochane, niecierpliwe, pragnące już, natychmiast rozpocząć życie z tym i tylko z tym, bez patrzenia w przyszłość.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.