Facebook Google+ Twitter

Alfabet warszawianek - praca

Anna, Baśka, Claudia, Dominika. Przyjezdne, rodowite, zamieszkałe. Warszawianki i z "Warszawki". Stolica to w każdym kraju magnes. Centrum wydarzeń. Większe możliwości. Tygiel kulturowy.

Taki mamy tygiel, jaką kulturę - mogłabym złośliwie powiedzieć. Ale nie stać mnie na złośliwość, bo przyszła wiosna. Pozwolę jedynie opowiedzieć Wam ich historię, tak jak one opowiedziały ją mnie.

"This is a man's world" - Anna, 31 lat

Niewysoka brunetka, roześmiane oczy, sztruksy, na nogach Martensy. Warszawianka z dziada pradziada, od urodzenia mieszka na Bielanach.

Smutne ulice zapłakanych miast - okolice Teatru Wielkiego / Fot. Ewa Szafranowicz Anna: Jestem prawdziwym wulkanem energii. A raczej byłam do czasu gdy zostałam mamą. W tym momencie dla państwa polskiego stałam się obywatelem trzeciej kategorii. Dlaczego? Bo "jako samo zatrudniona nie powinnam się reprodukować"– to raczej poprawnie przytoczony tekst z kolejki w ZUS- ie. Nie, nie od pani urzędniczki, tylko od innego kolejkowicza. Cóż, zgodnie z przysłowiem "człowiek człowiekowi wilkiem" nie powinnam obnosić się ze swoją zaradnością, firmą i macierzyństwem. "Są większe nieszczęścia" – odpowiedziano mi z kolejki na pełne zarzutu stwierdzenie, że mam takie samo prawo tu być jak inni. Najbardziej boli mnie to, że to mój własny kraj. Brzmi napuszenie? Ale to JEST Mój Kraj, gdzie się urodziłam, płaciłam składki, podatki i inne daniny. Więc co ja mówiłam? Ach tak, mój własny kraj, a nie jakiś "burak" prezes czy "molestujący" dyrektor złamał moje prawa pracownicze. Wiem, nie złamał. Nie mam praw pracowniczych, bo jestem SZEFEM. Czyli gorzej niż bezrobotna matka.

Wkurza mnie to całe gadanie o popieraniu ludzi przedsiębiorczych. No chyba, że ludzie to mężczyźni. Ci w ciążę nie zachodzą. Poza tym, gdzie ta polityka prorodzinna? Obejmuje tylko pracowników? Po pierwsze nie należy mi się urlop wychowawczy jako osobie prowadzącej działalność gospodarczą. Nie to, żebym chciała "siedzieć" na nim kolejne 3 lata, ale pomyślałam o zostaniu z synkiem do września, kiedy to może uda mi się załatwić żłobek. Obie babcie pracują więc mimo, że są w tej samej dzielnicy mogę na nie liczyć tylko w "sytuacji najwyższej konieczności". Moja działalność niestety nie dopuszcza pracy z domu. To jednak nie koniec absurdów. Postanowiłam opłacić ZUS, ale nie pracując nie mam takiej możliwości. Proszę pamiętać, że po dwóch miesiącach niepłacenia miałabym półroczny okres karencji, gdy to nie dostaję zasiłku chorobowego. Wiadomo, że wtedy na lekarza dla mnie czy Pawełka nie mam co liczyć. Mąż - nie - mąż postanowił nas ubezpieczyć prywatnie w LUXmed (przez PZU to ok.130 zł od osoby) na tą ewentualność. Wychodzi taniej niż Zus (700zł). Bo przecież ZUS płacenia samej składki chorobowej nie przewiduje.... Becikowe? Żartujesz? To przecież nie wiele więcej niż miesięczny ZUS... Dochodzi do tego, że czuję się ukarana za bycie matką i przedsiębiorcą jednocześnie. Mama i teściowa wspólnie mówiły, że własny biznes to nie najlepszy pomysł. Z wściekłością muszę przyznać im rację.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.