Pozycja materiału w rankingach:
O tym, jak się dowiedziałem dzięki komu moje buty, aparat fotograficzny i wiele przedmiotów w moim domu są "made in China"...
Zobacz także:
Artykuły
(23)
Galerie
(2)
Średnia ocen
(4.38)
Wiek: 34 | Miejscowość: Warszawa | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Adam Podgórski 26.05.2010 06:00
Oczywiście, że film ma mało wspolnego ze tekstem Alicji w krainie czarow, ktore czytalem w róznych tlumaczeniach. Poza pewnymi postaciami. Książka Carrolla zreszta wcale nie jest lektura dla grazecznych dziewczynek. Ale przeciez filmowcy mogą wykorzystywac każdy tekst w sposób, jaki im sie chce. Bo to jest swoboda twórcza.
Krzysztof Tomczak 14.03.2010 11:43
Zacytuję moją koleżankę, Julię Durzyńską, ponieważ mam do powiedzenia dokładnie to samo: "Film ogląda się z pełną świadomością, że jest to swobodna adaptacja oryginału, a jednak ciągle na tym samym poziomie i w tym samym klimacie:)".
Panie Marku - zgadzam się, że nie trzeba znać orginału, aby ocenić adaptację, która jest niezależnym dziełem. Ale, jak sądzę, trzeba znać orginał, aby adaptację z nim w jakikolwiek sposób wiarygodnie porównywać.
Dołączam do pytania Pani Joanny - o co chodzi z tym tytułem?? ;P
Wojciech Domachowski 12.03.2010 10:07
Szanowni Państwo,
chyba nie do końca zrozumieliście mój tekst.
Piszę, że "film jest chyba nie do końca spójny z fabułą książki".
Poza tym, Szanowy Panie Krzysztofie, czyżby tekst Alicji faktycznie kończył się podróżą do Chin? (Joanno, chyba przymknęłaś oko na końcu filmu).
Poza tym jak napisałem, zirytowała mnie disneyowska, czyli typowo amerykańska estetyka filmu.
Nie sądzę, że trzeba znać oryginał, żeby ocenić adaptację, która jest poniekąd niezależnym dziełem,.
Panie Krzysztofie, ciekawe jest to, że sam Pan pisze, iż "film jest bardzo wierny klimatowi oryginału". Jeszcze raz pytam - czy pod koniec książki Alicja zaczyna robić interesy w Chinach z byłym wspólnikiem swojego ojca?
Joanna Pachla 11.03.2010 23:29
Niestety, muszę się zgodzić z moim przedmówcą, Marku... Twoja recenzja jest nie tylko nieprofesjonalna, ale i mocno nietrafiona. Burton świetnie oddaje charakter Lewisa, a sama "Alicja" nie jest tylko bajeczką dla dzieci. Poza tym nie wspominasz ani słowem o muzyce, kostiumach, grze aktorskiej, scenografii... A już samo wydawanie sądów o tym, że film mija się z książką, pisząc jednocześnie, że się tej książki nie czytało, jest mocno nieprzystojne. I niespecjalnie rozumiem wciąż tytuł - co tam było chińskiego? Że niby smok?
Krzysztof Tomczak 11.03.2010 23:09
Poziom tej recenczji został podkopany w jednym z pierwszych zdań: "Co prawda oryginału nie czytałem, ale sądzę, że film jest nie do końca spójny z fabułą książki".
Chyba jednak warto przeczytać - nie jest ona szczególnie długa, w sam raz na jedno popołudnie / wieczór - dopiero potem wydawać sądy na temat zgodności filmu z orginałem. W przeciwnym razie jaką wartość merytoryczną ma Pana osąd? Wróżenie z fusów dałoby wypowiedź o tym samym poziomie prawdziwości.
Ja sądzę, a w przeciwieństwie do autora recenzji - obydwie książki L.Carrolla przeczytałem, że film jest bardzo wierny klimatowi orginału i to w zupełności wystarczy, aby się nim zachwycić. Zarówno w powieści, jak i w filmie delektować się można absurdalnym humorem i logiką prosto ze snu, nie rozumiem w jaki sposób można to oceniać, skoro się książki / -ek nie przeczytało, właściwie w takim razie domyślam się, że nie do końca był Pan świadomy, z jakiego typu opowieścią przyjdzie się Panu w kinie zmierzyć?? Cóż, Pana przypadek w klasyfikacji aburdalnośći spokojnie mógłby stanąć w szranki z zaskakującymi przygodami Alicji w Krainie Czarów...
Kto oglądał i czytał (lub w przeciwnej kolejności: przeczytał i oglądał) trylogię "Władca pierścieni", i docenia, z jakim pietyzmem filmy P. Jacksona oddały prozę Tolkiena, ten ze spokojną głową może się na Alicję wybrać - adaptacja tak samo doskonała! Wizualna orgia i pokarm dla wyobraźni.
Pozdrawiam,
Krzysztof
Grammy 2012: Adele najjaśniejszą gwiazdą gali w Los Angeles
(odsłon: +8608)