Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

86740 miejsce

Al-Kaida buduje państwo w Iraku. "Zapłacimy za to ciężką cenę"

Al-Kaida utworzona i opłacana przez amerykańską CIA w 1988 r., do walki w obronie Afganistanu przed ZSRR, po skierowaniu swojej wrogości w stronę USA, została w pewnym okresie mocno rozbita i osłabiona, ale znów się odbudowuje.

Zdjęcie ilustracyjne / Fot. Spc. Jeffrey Alexander, US Army/domena publicznaW zniszczonym podczas inwazji amerykańskiej Iraku (2003-2005), organizuje się wielka siła organizacji Al-Kaidy, która za jakiś czas może zagrozić wielu państwom, w tym także Polsce. Mamy do czynienia z jedną "z największych katastrof bezpieczeństwa narodowego na świecie"; Al-Kaida buduje swoje państwo, które będzie niebawem "magnesem dla międzynarodowego terroryzmu" – alarmuje i ostrzega ekspert Rady Stosunków Międzynarodowych (CFR), amerykański historyk wojskowości, Max Boot. W znacznym stopniu obarcza za to winą prezydenta USA Baracka Obamę.

Według niego, to co widać obecnie w zachodnim Iraku i w północnej Syrii - to "budowanie nowego państwa Al-Kaidy". Będzie ono magnesem dla międzynarodowego terroryzmu, w znacznie większym stopniu, niż Afganistan był przed zamachami z 11 września 2001 roku.

"Zapłacimy za to ciężką cenę"

- Al-Kaida de facto ustanawia kontrolę nad tym regionem. To wielki problem i nie powinniśmy na to pozwolić, ale to się już dzieje. Każdy, kto myśli, że można po prostu odwrócić się plecami od tego, co dzieje się w Iraku jest krótkowzroczny, bo zapłacimy za to ciężką cenę w przyszłości - dodał Max Boot na niedawnej konferencji.

W zachodnim Iraku trwa regularna wojna domowa. Ostatnio odgałęzienie Al-Kaidy, Islamskie Państwo Iraku i Lewantu (ISIL), umocniło swoje pozycje w Anbarze, w ramach silnych dążeń do utworzenia własnego sunnickiego islamistycznego państwa, które ma sięgać terytorium Syrii.

W minionym tygodniu bojownicy zajęli części Ramadi i Faludży, co stało się – jak ocenia ekspert Boot - od lat wydarzeniem bez precedensu. Z sunnitami (ortodoksyjnym odłamem islamu) od siedmiu lat walczy, zdominowany przez szyitów, rząd premiera Nuriego al-Malikiego. W wyniku walk, licząc od 30 grudnia 2013 roku, według szacunków, zginęło w Anbarze ponad 250 osób.

Zobacz zdjęcia i WIDEO - tvn24.pl.

[b]Wielkie błędy Busha i błędy Obamy


Max Boot przypomina, że po błędach prezydenta George'a Busha, w związku z inwazją sił międzynarodowych w 2003 roku na Irak, od rozpoczętej w 2007 roku strategii "surge" i wzmocnienia sił USA oraz połączeniu - z przeciągnięciem na stronę wojsk rządowych - sunnitów związanych z Al-Kaidą, sytuacja się ustabilizowała. - Przemoc spadła między 2007 a 2009 rokiem o 90 proc. Niestety szanse, jakie dał "surge", zostały zaprzepaszczone z powodu decyzji podjętych w Waszyngtonie i Bagdadzie - powiedział.

W jego opinii, główną odpowiedzialność za ten stan rzeczy ponosi, "mściwy i krótkowzroczny" premier Maliki, który - po opuszczeniu Iraku przez Amerykanów - prześladował sunnitów, zamiast wyciągnąć do nich rękę i uformować razem z nimi rząd.

Według eksperta Boota, gdyby władzom Ameryki udało się w Iraku pozostawić część wojsk, wycofywanych po inwazji, to wcale nie musiałyby dziś tam walczyć, ale "dalej odgrywałyby rolę stabilizującą", umożliwiając USA "wywieranie nacisku" na premiera Malikiego, aby zapobiegać pewnym jego nieudanym i szkodliwym działaniom.

Administracja USA pogarsza sytuację

Amerykański ekspert przypomniał, że prezydent Obama, od początku był przeciwny interwencji zbrojnej w Iraku i uważał, że USA ponoszą z jej powodu, zbyt dużą ofiarę. Po silnym zaangażowaniu George'a Busha w Iraku, za prezydentury Obamy, nastąpiła "polityka wycofania". - Obie te polityki miały silne koszty. (...) Wycofanie okazało się porażką, tak samo jak Obama oceniał za porażkę politykę interwencji - powiedział ekspert, wskazując jednocześnie na rosnącą krwawą wojnę domową w Iraku.

Administracja USA, dostarczając rządowi Malikiego sprzęt wojskowy, w tym pociski rakietowe, jeszcze bardziej pogarsza trudną sytuację wewnętrzną Iraku. - Wygląda to tak, że po opuszczeniu naszych sojuszników w Anbarze, teraz ułatwiamy kampanię Malikiego przeciwko nim. Tak to będzie odebrane przez Irakijczyków i mieszkańców regionu - oświadczył. Toteż Waszyngton powinien jasno dać do zrozumienia, że sprzęt i pomoc wywiadowcza, o jaką wystąpił rząd w Bagdadzie, będzie uzależniona od tego, czy premier Maliki wyciągnie rękę do sunnitów w kraju.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Grzegorz Wasiluk Dzisiaj 14:28
Z żandarmem świata współczesnego, jakim kreuje się Ameryka, jest trochę tak, jak ongiś z wielkim i silnym Rzymem - panem starego świata. Najpierw słabszym grozi palcem, bo niby nie taką mają demokrację i prawo, potem idą na nich z atakiem zbrojnym, pod hasłami obrony obywateli, demokracji i prawa. To jednak – zdaniem znawców - nazywa się szczyt prawa lub – jak kto woli - bezprawia. W końcu wychodzi podobnie, jak powiedział słynny poeta starorzymski Quintus Enniusz: "Siłą walczyć o swoje - to dobre dla dzikich zwierząt, a zbyt żarliwą nadzieją można zgubić państwo."

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakże aktualny temat i jak dokładnie opisuje i polską politykę. Co znaczy fragment który tutaj przytoczę; "Według eksperta Boota, gdyby władzom Ameryki udało się w Iraku pozostawić część wojsk, wycofywanych po inwazji, to wcale nie musiałyby dziś tam walczyć, ale "dalej odgrywałyby rolę stabilizującą", umożliwiając USA "wywieranie nacisku" na premiera Malikiego, aby zapobiegać pewnym jego nieudanym i szkodliwym działaniom”?
Czy to znaczy, że prezydent i polski rząd domagający się wręcz obecności wojsk USA na terenie naszego kraju, świadomie dążą do tego aby odgrywały one "rolę stabilizującą", umożliwiającą USA "wywieranie nacisku" na prezydenta i premiera polskiego rządu?
Jeżeli tak, to rzeczywiście "zapłacimy za to ciężką cenę".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Usunąć z pewnością niesympatyczny, ale zapobiegający najgorszemu reżim, potem niepotrzebnie przelać rzeki krwi cudzej i własnej zapełniając próżnię po nim, a na koniec wycofać się oraz na dobitkę sknocić to, co się mimo wszystko udało osiągnąć w interesie cywilizacji zachodniej... Panie Stanisławie, czy Pan jako historyk nie dostrzega tego schematu, począwszy od 1915, w amerykańskiej polityce wojskowej i zagranicznej?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.