Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6863 miejsce

Alternatywa literacka ma oblicze Elbląga

Dawno w Elblągu nie było takiego święta literatury i jej miłośników. 2 lata temu odbył się Festiwal Literatury Wielorzecze. Tym razem Elbląska Scena Literacka z dwoma jubileuszami, kilka spotkań autorskich, recital, turniej jednego wiersza.

After party i poetyckie jam session / Fot. Magdalena SzczerkowskaWojciech Jagiełło, Tomasz Walczak, Krzysztof Magiera / Fot. Magdalena SzczerkowskaCzas jubileuszowych spotkań, 15-lecie Elbląskiej Sceny Literackiej im. Stanisława Franczaka oraz 5-lecie Alternatywnego Elbląskiego Klubu Literackiego, uświetniły wydarzenia literackie z 5 grudnia 2014 roku. To był wyjątkowy, magiczny i niezapomniany czas zarówno dla organizatorów: Stowarzyszenia Alternatywni oraz Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu, jak i dla odbiorców, którzy tak licznie przybyli oraz aktywnie uczestniczyli we wszystkich spotkaniach. Mirosław Siedler, dyrektor Teatru, witając gości, podkreślał, że cieszą oba jubileusze i cieszy fakt, że Klub od samego początku wpisuje się w formułę działań edukacyjnych podejmowanych przez Teatr. Mała Scena najczęściej przysposabiana przez literatów, jest o tyle dobrym miejscem, że z racji wielkości, wspiera bohaterów spotkań autorskich, swą kameralnością i akustyką.

Alternatywny Elbląski Klub Literacki utworzony został po jubileuszowym spotkaniu w ramach Elbląskiej Sceny Literackiej, realizowanej przez Teatr im. Aleksandra Sewruka w Elblągu. Po 10 latach wyłoniła się grupa twórców, którzy chcieli więcej, lepiej, profesjonalnie. Wszystko zaczęło się od garstki poetów: Agnieszki Kopczyńskiej, Dominiki Lewickiej-Klucznik, Marty Eisler-Wrzeszcz, Katarzyny Mikołajczak, Jacka Żukowskiego, Ireneusza Pietronia i Tomasza Walczaka. Przez minionych pięć lat przez Klub przewinęło się ponad trzydzieścioro literatów, zrealizowanych zostało ponad dwadzieścia wieczorów autorskich, napisano ponad dwa tysiące tekstów... Odbyło się wiele godzin warsztatowych spotkań, w tym trzy sesje wyjazdowe w Stegnie. Zaprosiliśmy na wieczory autorskie w Elblągu, Malborku, Nowym Stawie, Pasłęku, Kołobrzegu, Mielnie, Drezdenku, Głogowie, Poznaniu... Nie chcieliśmy być w żaden sposób kojarzeni ze Stowarzyszeniem Elbląski Klub Autorów SEKA ani z kwartalnikiem Tygiel. Chcieliśmy inaczej, chcieliśmy powiewu świeżości i młodzieńczego entuzjazmu, chcieliśmy radości tworzenia. Zmieniła się redakcja Tygla, zmieniliśmy się także my sami, tak więc kilkoro z nas współpracuje z nią, publikując swoje teksty. Wydaliśmy antologię AEKL „Z ograniczoną nieodpowiedzialnością”, a także indywidualne tomy poetyckie: Tomasza Walczaka, Anny Peplińskiej, Dominiki Lewickiej-Klucznik, Jagody Falarz, Jacka Żukowskiego i Bogumiły Salmonowicz, a także powieść Zuzanny Gajewskiej.

Rozpoczęło się od kolorowej prezentacji członków Klubu. Pomysłodawcą i gospodynią tego spotkania była Anna Peplińska. Zaproponowała barwne stroje, pióra, koronki. „Koronkowo” przygotowała się także sama, wprowadzając słuchaczy w indywidualność każdego kolejnego autora. Nie zapomniała o nikim, przywołała Małgosię Jędrzejewską, która jakiś czas temu wyjechała do Londynu. Puste krzesło i specjalne zaproszenie było dla Irka Pietronia, który blisko rok temu, nagle odszedł... Było kolorowo i różnorodnie, jak zwykle przy klubowych prezentacjach bywa, bo tu i różne doświadczenia, i wykształcenie, i wreszcie warsztat literacki oraz wrażliwość... Podczas krótkich przerw można było napić się kawy czy herbaty oraz spróbować domowych wypieków przygotowanych przez nasze literatki. Na foyer ustawione były także pamiątkowe plakaty, afisze czy tez artykuły prasowe, ze spotkań, które miały miejsce od 1999 roku do chwili obecnej. To nie jedyna atrakcja, była jeszcze WierszYstawka czyli wystawa z wierszy, pomysł Łucji Dudzińskiej. Nie pierwsze to zapożyczenie elbląskie z Poznania, ale i Poznań z elbląskich doświadczeń czerpie...

Kolejnym jasnym punktem na firmamencie gwiazd tego wieczoru był „chłop z Mazur” - Jarosław Chojnacki, jeden z najbardziej charakterystycznych i najlepiej rozpoznawalnych głosów nurtu piosenki lirycznej, autorskiej czy z krainy łagodności. Jakkolwiek określać, wiadomo, o kogo chodzi. Czarował głosem, wchodził w interakcje ze słuchaczami, ale i publiczność wchodziła w interakcje z wokalistą. Nie tylko rewelacyjnie zaklinał czas, interpretując wiele poetyckich tekstów Tuwima, Karaska, Micińskiego, Buszmana czy Małkowskiej, co miałem okazję już wcześniej kilkakrotnie usłyszeć. Czarował także wyborną swadą i niebywałą kulturą oraz lekkim dowcipem, opowiadając o sobie, swych dotychczasowych zmaganiach z materią piosenki lirycznej, spotkaniach z innymi twórcami. Obniżał barwę głosu, patrzył głęboko w oczy paniom z pierwszego rzędu, zahaczał słowem i powłóczystym spojrzeniem. Jakież było jego zdziwienie, gdy z chusteczkami podeszła Bogumiła Salmonowicz, by otrzeć pot z czoła. Ona mówiła, że ma pamiątkę, on mówił, że zabroni dotykania podczas koncertów... Wybrzmiały nie tylko piękne wiersze polskich poetów, ale i niezwykły głos Jarka. Wiele osób zakochało się i pozostaje nadal pod wyjątkowym urokiem.

Prezentację Grupy Literycznej Na Krechę z Poznania poprowadzili wspólnie założycielka i pomysłodawczyni poznańskiej Grupy – Łucja Dudzińska oraz pomysłodawca ESL – Tomasz Walczak. Troje bohaterów z trzech różnych miejsc w Polsce: Agnieszka Marek z Bielska-Białej, Ewa Poniznik z Sępólna Krajeńskiego k/Gdańska oraz Mariusz Jagiełło z Warszawy. Grupa z Poznania, a ludzie z Polski?... No właśnie. Tym się charakteryzuje Na Krechę, skupia różnych twórców, literatów, muzyków, fotografików, plastyków, którzy są otwarci na współpracę, na przenikanie się tych dziedzin artystycznych, którzy są chętni na łączenie i działanie ponad podziałami, dotyczy to m.in. środowisk literackich. Taką ideę przed kilkoma laty wykoncypowała Łucja i zdobywa sympatyków dla swojego pomysłu. Przedstawiciele Alternatywnych poznali Na Krechę podczas 20. Głogowskich Konfrontacji Literackich w maju b.r. Wspólnie spędzony czas zaowocował wzajemnymi zaproszeniami. Dominika Lewicka-Klucznik była gościem ARTloży podczas tegorocznego Międzynarodowego Listopada Poetyckiego w Poznaniu.W grudniu rewizyta, czyli prezentacja Grupy podczas Jubileuszu, a także spotkanie z samą Łucją Dudzińską w elbląskiej ARTloży i to kolejny desant poznański na gruncie elbląskim.

Ewa Poniznik, laureatka wielu konkursów poetyckich, skończyła studia polonistyczne, a także filologię rosyjska, była na półrocznym stażu w Moskwie. Jest polką z białoruskimi korzeniami, stąd też jej fascynacja kulturą i językiem rosyjskim. Specjalistka od erotyków, pisze pięknie i mistrzowsko interpretuje swoje teksty. Jest w jej czytaniu delikatny, wschodni zaśpiew, ale to tylko dodatkowy walor. Klasyczna, słowiańska uroda, piękna blondynka, z wyrazistymi oczami, magnetycznie skupia uwagę publiczności na sobie. Bardzo radosna, serdeczna i otwarta osoba, taka także jest jej twórczość. Wizualnie zupełnie inna jest Agnieszka Marek, „czarna mamba” poezji polskiej. Także laureatka wielu konkursów poetyckich, m.in. konkursu im. Wojaczka czy Różewicza. Jej debiutancka książka pt. „Wypuść mnie, wypuść" ukazała się w roku 2013. To także bardzo wyrazista przedstawicielka kobiecej erotyki, pisze o uczuciach, gdy się kończą, gdy bolą, gdy jest się na zakręcie. Pisze bardzo przejmująco i autentycznie. Jej teksty zostają w głowie słuchacza i powracają, a to dla twórcy chyba jedna z najważniejszych satysfakcji. Wreszcie męski przedstawiciel Grupy, Mariusz Jagiełło, wyjątkowa osobowość, bardzo wrażliwy, a jednocześnie ciepły i otwarty człowiek. Mocno stąpający po ziemi i nie ważne jak bardzo będzie skrywał swe wnętrze, uważny słuchacz czy też czytelnik, w miarę szybko przekona się, że to poezja pisana sercem. Warszawiak, a taki normalny, może dlatego, że warszawiakiem jest od urodzenia, nie z przysposobienia. Urzędnik państwowy z ogromną świadomością bycia. Jest doskonałym przykładem, że poetą się jest, nie tylko się bywa. Zaprezentował swoje teksty z debiutanckiego tomu pt. „Człowiek z brudnopisu”, wydanego przez Fundację Duży Format.

Po prezentacji Grupy Na Krechę wisienka na jubileuszowym torcie elbląskich spotkań. Gośćmi ARTloży byli Łucja Dudzińska z Poznania, Marek Czuku z Łodzi oraz Piotr Wiktor Lorkowski z Sopotu. To nazwiska, które w środowisku literackim znaczą już bardzo wiele i na dobrą sprawę mówią same za siebie. Spotkanie brawurowo poprowadził Tomasz Walczak, inteligentnie puentując oraz dowcipnie, acz skutecznie przepytując kolejnych bohaterów. Z jednej strony był to przejaw ogromnego zaufania Dominiki, jako głównego organizatora, gdyż Tomek od kilku miesięcy zmaga się z depresją, z drugiej natomiast działanie terapeutyczne, włączenie do aktywności towarzyskiej i głębokiej koncentracji oraz wysiłku umysłowego. Łucja błyszczała jak zwykle ona, kompetentna, pogodna, elokwentna i gadatliwa, chyba nawet bardziej niż Walczak. Jest kolejnym przykładem na bardzo świadome publikowanie. Najpierw trzeba sobie „zrobić” nazwisko, pozyskać czytelników, dopiero później wydawać książkę. Łucja, z wykształcenia ekonomistka, z zamiłowania oczywiście poetka i animatorka kultury. Trochę żałuje lat, które przepadły, które straciła na inne sprawy niż literatura. Do Elbląga przyjechała, by promować swoją najnowszą książką „Membrana. Cyrkulacje”, na którą złożyły się wiersze szalenie melodyjne, rozedrgane emocjami i słowami. Piękna książka, pięknej kobiety, nie mogło być inaczej. Zaułek Wydawniczy Pomyłka w Szczecinie na krajowym rynku wydawniczym zaczyna liczyć się coraz bardziej, wypuszcza książki dopieszczone acz drogie. Może jest to dobry sposób - dopieścić edytorsko, by nabywców uderzyć po kieszeni, aby docenili. W wierszach Łucji można i należy się zaczytywać, powracać do nich, przepuszczać przez filtr własnej osobowości, własnych doświadczeń i własnej wrażliwości, aby wyczytać to co najistotniejsze. Marka Czuku osobiście poznałem w Poznaniu i choć wydawało mi się, że to schyłkowa impreza, na której najważniejsze jest wypięcie piersi po medale i odznaczenia, dzięki twórcom takim jak Łucja, Marek, Dorota Nowak uznałem, że warto było tam być. Marek w Łodzi uchodzi na wyrocznię poetycką, choć sam o sobie mówi, że jest za łagodny w ocenie innych. Z wykształcenia fizyk, obecnie kończy polonistykę. Poeta, dziennikarz, wewnętrznie wyciszony i poukładany, zewnętrznie radosny, epatujący dobrą energią, takie jest również jego pisanie. Bywa także przewrotnie inteligentny, niektórymi swoimi tekstami jest w stanie chwycić czytelnika za gardło i mocno potrząsnąć. Doskonały literat, a przy tym wszystkim stara się, aby każda kolejna jego książka była odmienna. Piotr Marek Lorkowski, przede wszystkim krytyk literacki i recenzent, ale także tłumacz i poeta. Na co dzień polonista w jednym z sopockich liceów. Przez wiele lat związany z trójmiejskim dwumiesięcznikiem Topos. Ma w swym dorobku przekłady tekstów Goethego i Rilkego. Ogromna wiedza oraz kultura słowa, a przy tym życzliwość dla środowiska literackiego. Stwierdził, że każde wydarzenie w ramach jubileuszowej Elbląskiej Sceny Literackiej zasługuje na pochylenie, bo we wszystkich ludziach i spotkaniach jest interesujący człowiek, są pokłady ciekawej twórczości. To były bardzo interesujące spotkania, kreatywni ludzie, wybitni goście, obyśmy mogli gościć ich częściej i dłużej.

Wreszcie nadszedł czas na III Alternatywny Turniej Jednego Wiersza. Zgłoszenia przyjmowała Kasia Mikołajczak, a całość sprawnie poprowadziła Agnieszka Kopczyńska. Publiczność czekała na ten punkt programu. Element stawania w szranki poetyckie zawsze wzbudza swoiste zainteresowanie. Jury w składzie Dominika Lewicka-Klucznik, Mariusz Jagiełło i Leszek Sarnowski działało niezależnie od licznie zgromadzonej publiczności, która także wybierała swoich laureatów. Szefową komisji skrutacyjnej była Hanna Motyka, wieloletni kierownik literacki Teatru. Jury miało do rozdysponowania trzy nagrody specjalne, ufundowane przez Dyrektora Departamentu Kultury, Sportu i Turystyki UM w Elblągu, Dyrektora Teatru im. Aleksandra Sewruka w Elblągu oraz Dyrektora Liceum Plastycznego w Gronowie Górnym. Nigdy wcześniej nie spotkałem się z tym, aby werdykt Jury był w stu procentach zgodny z decyzją publiczności, a tak właśnie stało się podczas Alternatywnego Turnieju. Nagrodę specjalną ufundowaną przez Mirosława Siedlera otrzymała Natalia Biegaj, także III nagrodę przyznaną przez widzów, którą okazał się drewniany młotek z napisem „nagrodę wybij sobie z głowy”. Nagrodę specjalną ufundowaną przez Krystynę Brinkiewicz oraz II nagrodę przyznaną przez publiczność, którą był słoiczek fig z napisem „figa z makiem” otrzymał Tomasz Walczak. Nagrodę specjalną ufundowaną przez Leszka Sarnowskiego otrzymał Krzysztof Magiera. On także zdobył I nagrodę przyznaną przez publiczność, którą był ogromny drewniany guzik z pętelką. Oczywiście w torbach znajdowały się jeszcze nagrody ufundowanie przez naszych sponsorów. Na Turniej zgłosiło się 13 twórców. Było bardzo różnorodnie zarówno pod względem estetycznym, interpretatorskim, jak i technicznym. Emocje powoli zaczęły opadać, jeszcze wzajemne gratulacje i podziękowania, wstępne deklaracje przystąpienia do Klubu, rozmowy z dziennikarzami. Mirosław Siedler dziękując publiczności za wspólne spotkanie i świętowanie, zaproponował, że za dwa lata będziemy obchodzili czterdziestolecie Teatru i to będzie bardzo dobry i najodpowiedniejszy czas, aby ten jubileusz połączyć z siedemnastoleciem ESL oraz siedmioleciem Klubu. Zaproszenie zacne i wiemy już, że nie ma się co zastanawiać, należy kuć żelazo póki gorące. Skoro udało się zorganizować i przeprowadzić tak sprawnie tak dużą imprezę, to wspólne świętowanie z Teatrem jest tylko kolejnym wyzwaniem, które z radością podejmiemy.

Ostatni moduł świętowania przenieśliśmy do zaprzyjaźnionej Restauracji Przy Bramie na Starym Mieście, gdzie stały wcześniej przygotowane stoły, nakryte obficie przeróżnymi smakołykami. Czekało także trzech wybitnych muzyków, grających standardy jaazowe: Szymon Zuhelke, Krzysztof Narodowski i Piotr Mazurowski. Afterparty, które organizatorzy nazwali jam session poetyckim, już kuluarowo, z prywatnymi rozmowami, ze wspólnymi planami na to co i kiedy dalej. Przy okazji improwizacji muzycznych, można było animować różową małpę, bywalczynię restauracyjnych salonów, czytając teksty poetyckie własne lub innych obecnych. Aż dziwne, że ten wspólny czas minął tak szybko. Nie przeszkadzały tonetki na Małej Scenie Teatru. Nikt nie mówił, że tyłek boli, a przecież od godziny 16:00 do 21:45 gościliśmy u Sewruka, później do 5:00 rano dnia następnego zwiedzaliśmy Elbląg. Goście zachwyceni byli w takim samym stopniu nocnym Elblągiem, jak i elbląskim środowiskiem alternatywnym. Większość przyjezdnych zadeklarowała chęć dalszej współpracy, tak więc możemy spodziewać się indywidualnych wieczorów autorskich. Ewa Poniznik, mieszkająca w Gdańsku, zadeklarowała także współpracę z Klubem, z Grupą Literyczną będziemy dalej wzajemnie się inspirowali. To był bardzo dobry czas dla wszystkich. Dla organizatorów, którzy bardzo profesjonalnie i sprawnie udźwignęli całość imprezy, dla zaproszonych gości – literatów, których atmosfera zauroczyła, wreszcie dla publiczności, która z okazji jubileuszu otrzymała wspaniały prezent. Obyśmy więcej takich prezentów na chwałę waszą i naszą otrzymywali.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.