Facebook Google+ Twitter

Ambicje, strach, widmo bezrobocia – zła sława szkół zawodowych

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2014-04-15 23:55

Walka z bezrobociem wśród absolwentów szkół wyższych jest jednym z głównych priorytetów zarówno rządu polskiego jak i całej Unii Europejskiej. Często wymienianą przyczyną tego kryzysu stanowi niedobór osób z wykształceniem zawodowym,

przysłowiowych „złotych rączek”, którzy niepotrzebnie rozpoczęli niepotrzebne studia.

Kto zawinił?

Pojawiają się w związku z tym zarzuty kierowane w różne strony. Do rządzących po 1989 roku, którzy obniżali rangę szkół zawodowych, chlubiąc się wskaźnikami coraz wyższej scholaryzacji, chcących na siłę pod tym względem ścigać się z „Zachodem”. Do rodziców, którzy rzekomo nonszalancko zachęcali do wyboru studiów, bo myśleli że dadzą one pewną przyszłość za biurkiem, że wywindują swoje dziecko w hierarchii społecznej. Do samych studentów (szczególnie kierunków humanistycznych), że owczym pędem, bez namysłu, podążali za modą na studiowanie, a powinni wtenczas wybrać kształcenie zawodowe, które jednak przez zły PR utożsamiane było z życiową porażką.

„Zawodówka” - porażka?

Co jednak sprawiło, że szkoła zawodowa równała się porażce w oczach przyszłych studentów i ich rodziców. Zarzuca się, chyba szczególnie rodzicom, iż pchanie na siłę swoich dzieci na studia, wiązali z nieatrakcyjnością np. zawodu spawacza. Nie chodzi tu jedynie o nieatrakcyjność pod względem korzyści finansowych jakie może on przynieść (co już wiemy, że jest stanowiskiem nieaktualnym), ale o nieatrakcyjność społeczną, tego że mój/moja syn/córka musi być „kimś”. A wiadomo, że bycie „kimś” utożsamiane było automatycznie z osobą, która ukończyła jakieś studia. Często jednak w tych utyskiwaniach na rodziców absolwentów obecnie wchodzących na rynek pracy, zapomina się o uwarunkowaniach w jakich wychowywali oni swoje pociechy. Lata dziewięćdziesiąte i początek lat dwutysięcznych, to przede wszystkim szalone bezrobocie, sięgające nawet 20%. Zamykane wówczas fabryki, połączone z informacjami o tym, że w miarę radzą sobie osoby z wyższym wykształceniem, perspektywa wejścia do Unii Europejskiej, pracy w jej instytucjach, dawały jasną wskazówkę – trzeba się kształcić za wszelką cenę.

Nie tylko ambicje

Dochodzi tu jeszcze kwestia tego kto szedł do szkół zawodowych. Trafnie opisał tę sytuację komentujący artykuł pt. „35 prawników na 2 dekarzy. Młodzi bez szans na rynku pracy” (www.dziennikpolski24.pl). Komentujący „emce” napisał bowiem, iż: „Nie bierzecie pod uwagę realiów polskiej szkoły. W moich czasach (jestem z rocznika 83) do techników i zawodówek szedł najgorszy element, ludzie którzy już w podstawówce nałogowo palili, często się upijali, chodzili na wagary. Technika i zawodówki w moim mieście (Mysłowice) miały więcej wspólnego z "kulturą" więzienną niż z edukacją.”. Nieufność do szkół zawodowych nie była zatem związana jedynie z opisanymi już powyżej kwestiami ambicjonalnymi. Nieufność wywołana była również strachem przed tym co będzie się działo przez te dwa lata nauki. Nie można też zapomnieć o chęci młodych, szczególnie tych mieszkających w mniejszych miejscowościach, do wyrwania się ze swoich środowisk, do poznania innego, miejskiego, w domyśle lepszego świata, czego gwarantem miały być studia.

(Bartłomiej Kałucki)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.