Facebook Google+ Twitter

Ambicje, strach, widmo bezrobocia – zła sława szkół zawodowych

Walka z bezrobociem wśród absolwentów szkół wyższych jest jednym z głównych priorytetów zarówno rządu polskiego jak i całej Unii Europejskiej.

 / Fot. fot.Piotr Krzyżanowski/PolskapresseCzęsto wymienianą przyczyną tego kryzysu stanowi niedobór osób z wykształceniem zawodowym, przysłowiowych „złotych rączek”, którzy niepotrzebnie rozpoczęli niepotrzebne studia.

Kto zawinił?

Pojawiają się w związku z tym zarzuty kierowane w różne strony. Do rządzących po 1989 roku, którzy obniżali rangę szkół zawodowych, chlubiąc się wskaźnikami coraz wyższej scholaryzacji, chcących na siłę pod tym względem ścigać się z „Zachodem”. Do rodziców, którzy rzekomo nonszalancko zachęcali do wyboru studiów, bo myśleli że dadzą one pewną przyszłość za biurkiem, że wywindują swoje dziecko w hierarchii społecznej. Do samych studentów (szczególnie kierunków humanistycznych), że owczym pędem, bez namysłu, podążali za modą na studiowanie, a powinni wtenczas wybrać kształcenie zawodowe, które jednak przez zły PR utożsamiane było z życiową porażką.

„Zawodówka” - porażka?

Co jednak sprawiło, że szkoła zawodowa równała się porażce w oczach przyszłych studentów i ich rodziców. Zarzuca się, chyba szczególnie rodzicom, iż pchanie na siłę swoich dzieci na studia, wiązali z nieatrakcyjnością np. zawodu spawacza. Nie chodzi tu jedynie o nieatrakcyjność pod względem korzyści finansowych jakie może on przynieść (co już wiemy, że jest stanowiskiem nieaktualnym), ale o nieatrakcyjność społeczną, tego że mój/moja syn/córka musi być „kimś”. A wiadomo, że bycie „kimś” utożsamiane było automatycznie z osobą, która ukończyła jakieś studia. Często jednak w tych utyskiwaniach na rodziców absolwentów obecnie wchodzących na rynek pracy, zapomina się o uwarunkowaniach w jakich wychowywali oni swoje pociechy. Lata dziewięćdziesiąte i początek lat dwutysięcznych, to przede wszystkim szalone bezrobocie, sięgające nawet 20%. Zamykane wówczas fabryki, połączone z informacjami o tym, że w miarę radzą sobie osoby z wyższym wykształceniem, perspektywa wejścia do Unii Europejskiej, pracy w jej instytucjach, dawały jasną wskazówkę – trzeba się kształcić za wszelką cenę.

Nie tylko ambicje

Dochodzi tu jeszcze kwestia tego kto szedł do szkół zawodowych. Trafnie opisał tę sytuację komentujący artykuł pt. „35 prawników na 2 dekarzy. Młodzi bez szans na rynku pracy” (www.dziennikpolski24.pl). Komentujący „emce” napisał bowiem, iż: „Nie bierzecie pod uwagę realiów polskiej szkoły. W moich czasach (jestem z rocznika 83) do techników i zawodówek szedł najgorszy element, ludzie którzy już w podstawówce nałogowo palili, często się upijali, chodzili na wagary. Technika i zawodówki w moim mieście (Mysłowice) miały więcej wspólnego z "kulturą" więzienną niż z edukacją.”. Nieufność do szkół zawodowych nie była zatem związana jedynie z opisanymi już powyżej kwestiami ambicjonalnymi. Nieufność wywołana była również strachem przed tym co będzie się działo przez te dwa lata nauki. Nie można też zapomnieć o chęci młodych, szczególnie tych mieszkających w mniejszych miejscowościach, do wyrwania się ze swoich środowisk, do poznania innego, miejskiego, w domyśle lepszego świata, czego gwarantem miały być studia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

"Jeszcze nigdy tak w Polsce nie było że o wysokim stanowisku czy nawet etacie człowieka stanowiło nie wykształcenie a "plecy" lub inne okoliczności."

Chyba na odwrót.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Sam termin "walka z bezrobociem" musi być produktem chorego umysłu.

Nie sprawdzałem i nie będę na to tracić czasu, aby dokopać się do źródeł oraz informacji o twórcach tego terminu. Może ktoś wie, to niech się podzieli swoja wiedzą.

To jest taka sama kategoria jak walka z chorobami, z alkoholizmem, nikotynizmem, narkomania i jeszcze można długo pociągnąć taką listę zjawisk z którymi różni cwaniaczkowie chcą walczyć... Jest to takie robocze hasło zamydlające samo sedno problemu.

A wracając do szkolnictwa zawodowego każdego poziomu. Dosłownie szlag mnie trafia, jak słyszę przedsiębiorców narzekających, że szkoły nie dostarczają im wysoko wykwalifikowanych murzynów gotowych do wyzysku... A często słyszy się takie pomstowanie na szkoły, że słabo kształcą i źle przygotowują młodzież do potrzeb rynku pracy. Przecież to brzmi, jak pretensja żebraka do ofiarodawcy, że za mało grosza mu sypnął...

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Likwidacja szkół zawodowych nie wyeliminowała więc negatywnych zjawisk, natomiast spowodowała wzrost liczby młodych ludzi z dyplomami wyższej uczelni, którzy nie są w stanie znaleźć pracy odpowiadającej ich aspiracjom./

Jednocześnie praca odpowiadająca ich aspiracjom wymaga poziomu wiedzy, którego nie mają, pomimo skończonych studiów. Nie tylko wiedzy zresztą. Także innych umiejętności, które można próbować zdefiniować jako "myślenie w działaniu".
I to uwzględniając oczywisty brak doświadczenia...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Realia zmieniły się o tyle, że teraz młodzi upijają się i chodzą na wagary już w gimnazjach, o "kulturze więziennej" nie wspominając. Zresztą do liceów też ta "kultura" trafiła.
Likwidacja szkół zawodowych nie wyeliminowała więc negatywnych zjawisk, natomiast spowodowała wzrost liczby młodych ludzi z dyplomami wyższej uczelni, którzy nie są w stanie znaleźć pracy odpowiadającej ich aspiracjom. Należało te szkoły zreformować i unowocześnić.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Do samych studentów (szczególnie kierunków humanistycznych), że owczym pędem, bez namysłu, podążali za modą na studiowanie, a powinni wtenczas wybrać kształcenie zawodowe"
Czy nie ma w tym pewnego braku logiki? Nie słyszałem aby w współcześnie była jakakolwiek szkoła zasadnicza zawodowa o kierunku humanistycznym. Onegdaj były np. licea pedagogiczne, ale dzisiaj nawet studium pedagogiczne (czyli b. szkoła pomaturalna) nie jest uznawana za wystarczający stopień przygotowania do pracy w przedszkolu, o szkole nie wspominając. Od nauczycieli wymaga się przynajmniej licencjatu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A w Szwajcarii zawodówka jest najlepszą drogą do kariery. Po niej robi się zawodową maturę a następnie można dalej studiować. Taka osobą ma doświadczenie i wie od dołu jak praca wygląda. Zawodówkę robi się w zawodzie bankiera, kupca jak i stolarza itd. W ogóle znaleźć dobre miejsce w zawodówce jest trudniej na Uniwersytecie. ;))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.