Facebook Google+ Twitter

"American Gangster" nie rozczarowuje

American dream, czyli filozofię „od zera do milionera” można realizować w różnych dziedzinach. Najefektywniej w szarej strefie narkobiznesu.

Odkąd środki odurzające zyskały popularność, wiadomo, że narkotyki to wielkie pieniądze, a i samych dealerów nie omijają brutalne prawa wolnego rynku. I o tym właśnie opowiada „American Ganster”. Akcja osadzona jest w latach 70-tych XX wieku, czyli czasie wielkiego narkotykowego boomu.
Wtedy właśnie Frank Lucas postawia założyć własną organizację na kształt włoskiej mafii. Najważniejsze stanowiska obstawia swoimi braćmi i kuzynami. Wojna w Wietnamie jest dla niego swoistym błogosławieństwem, gdyż postanawia szmuglować azjatycką heroinę w wojskowych samolotach.

Firma się rozrasta, oferując towar najwyższej jakości, po korzystnych cenach. Lucas tworzy rozpoznawalną markę „Blue magic”, która staje się fenomenem. Rynek zbytu jest ogromny i multikulturowy: hipisi, wycieńczeni narkomani, rozrywkowe nastolatki, gwiazdy show biznesu.
 / Fot. American Gangster
Film Ridleya Scotta nie moralizuje, nie posuwa się do etycznej oceny postępowania dealerów i producentów narkotyków. Jest to historia człowieka, który stał się managerem, chociaż nie posiadał wykształcenia. Stworzony przez niego produkt przyniósł mu bogactwo i sławę, wyniósł z Harlemu do ekskluzywnej dzielnicy willowej. A to, że produktem tym była heroina jest to faktem drugorzędnym.

W głównej roli możemy zobaczyć wiarygodnego Danzela Washingtona, niemniej postacią bardziej przykuwająca uwagę jest ścigający go policjant Richie Roberts – w tej roli Russel Crowe. Jest pozornie typowym, amerykańskim gliniarzem ze zniszczonym życiem osobistym, jednak to właśnie jego nie są w stanie skusić żadne pieniądze i to on wypowiada wojnę narkotykowym grubym rybom.

Film jest stanowczo długi jak na współczesne standardy – trwa 157 minut. Niemniej jest to czas potrzebny do ukazania rozwoju narkotykowej potęgi Lucasa krok po kroku. Przeplatane losy króla dealerów i najczystszego policjanta Nowego Yorku, opowiadają dwie historie w jednym obrazie. Koniec końców dojdzie do konfrontacji obu postaci, ale to warto już zobaczyć na ekranie.

Świetnie został oddany klimat lat 70-tych: wielkiej wolności, blichtru, ale też zasmrodzonych slumsów i roztrzęsionych narkomanów. Amerykańskość emanuje z każdej sekundy. Sceny momentami są brutalne, jednak okrucieństwo pokazywane jest wielu współczesnych filmach.

"American Gangster" warto obejrzeć zwłaszcza dlatego, iż historia Franca Lucasa jest prawdziwa. Pamiętać należy jednak, że zamiast sensacyjnej "gangsterki" otrzymamy raczej film biograficzny. O świetnym zarządcy, który potrafił dostosować się do każdej sytuacji.


Wiadomości24.pl są patronem medialnym wydania DVD filmu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Maciek

jako ten bóbr:)

na III częsci zwłaszcza, że tak wiesz

wszystko mija, ludzie się starzeją;]
te rzeczy;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Maciek, a Ty nie?
;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Chłopcy są spoko, ale

to na Ojcu chrzestnym wciąż ryczę, łzami rzewnemi:D

serio.;]

więc dla mnie tam nie ma porównania:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Klara, nawiązania może i są, ale cóż po nawiązaniach, jeśli film (de facto dobry) jest o sto lat świetlnych wstecz pod względem jakościowym od "Ojca..."?

Co lepszego o gangsterach po filmie Coppoli? Może nie lepszego, ale poziomem przynajmniej dorównującego - mówisz i masz - "Chłopcy z ferajny".

Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marika, ja mysle,/nie wiem na pewno/ że Scott świadomie nawiązywał do tamtego dzieła filmowego, są tam jawne odniesienia, nawet szef włoskiej mafii hehehe

i krytycy czasem uznają to za błąd, te nawiązania, ja uważam za atut np.

bo co lepszego o gangsterach po ojcu chcerzstnym mozna jeszcze powiedzieć? jak lepiej to zrobić?

tak że wiesz:)

ps. o! Dawid Kuc pisał!:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyczepię się do dwóch zdań:
"Film jest stanowczo długi jak na współczesne standardy" dobrze, że nie dodałaś "za", to jakiś zarzut? Wszystkie filmy mają trwać 1h i 15 min.?
"Sceny momentami są brutalne, jednak okrucieństwo pokazywane jest wielu współczesnych filmach."- mam nadzieję że nie wszystkie tego rodzaju sceny w kinie zamierzasz usprawiedliwiać. W przypadku "American..." zostały zachowane proporcje między brutalnością a fabułą.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj, Klara! Nadużycie, nadużycie!
Do "Ojca chrzestnego" to filmowi Scotta brakuje, a brakuje!

Komentarz został ukrytyrozwiń

ktoś już pisał o tym filmie zdaje się.

mnie tam nie wydał się za długi.
jest emocjonujący, trzyma w napięciu, akcja składna, wartka, wszystko poukładane idealnie i nawet przesłanie jest.
taki murzyński ojciec chrzestny;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Lubię Twoje teksty.

Kilka uwag jednak pozwolę sobie w komentarzu zostawić.

"Film jest stanowczo długi" - co to za dziwaczny zwrot? Straszny zgrzyt w tej frazie, proponuję nie umieszczać jej na przyszłość.

"(...) zasmrodzonych slumsów" - jakoś nieładnie wygląda w całym tekście wyraz "zasmrodzone". Nie polecam.

"(...) okrucieństwo pokazywane jest wielu współczesnych" - jak mi się wydaje, zwykła literówka. Powinno być "(...) pokazywane jest W WIELU współczesnych", prawda?

Pozdrawiam, pisz dalej! :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.02.2008 15:15

No, to po bilecik i na salę !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.