Facebook Google+ Twitter

„Amerykanin w Wieliczce”. Niezwykła opowieść z XIX w. Recenzja

W moich rękach znalazła się książeczka niezwykła. Otóż jakiś czas temu nakładem Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce ukazała się nieznana relacja Johna Rossa Browna z podróży po Polsce w 1860 roku. I oczarowała mnie.

 / Fot. Fot. Marek Bachorski-RudnickiZdarzyło się dawno temu, że amerykański pisarz, podróżnik, dziennikarz i urzędnik rządowy w jednym, nie pragnął niczego więcej niż podróżować po świecie. J.R.Browne, bo o nim mowa stał się doskonałym reporterem swego czasu, z gracją i pasją przelewając na papier literki, układając je w słowa. Czynił to tak doskonale, że w 1868 roku prezydent Johnson nominował go na ambasadora Chin.

Tutaj jednak miejsca zbyt długo nie zagrzał. Czy to z przyczyn politycznych, czy też chęć przygód i podróży dominowała w jego życiu do końca nie wiadomo. Jednak żadne lukratywne stanowisko, które ograniczałoby jego swobodę podróżowania i zwiedzania świata nie wchodziło w grę. Ruszył w liczne podróże barwnie opisując swoją epokę i odwiedzane krainy. Co ciekawe, ów pisarz był także utalentowanym ilustratorem. Każda z jego książek, zawierała szkice, mogące posłużyć dzisiaj za świetny materiał do obserwacji ówczesnego życia.

John Ross Brown w swojej podróży po Europie odwiedził również będący wtedy pod zaborami Kraków. Prawdopodobnie Wieliczkę zwiedzał we wrześniu 1860 r.
Zapiski z tych odwiedzin zawarł w swojej książce: „Amerykańska rodzina w Niemczech”, poświęcając temu wydarzeniu dwa bogato ilustrowane rozdziały.

 / Fot. Fot. Marek Bachorski-RudnickiPierwszy z tych rozdziałów pisarz poświęcił dawnej stolicy Polski, miastu Kraków. I uczynił to doskonale. Brown pisał bardzo barwnie i lekko, jego zapiski czyta się doskonale. Oto, jak opisał ludność Krakowa: „Mężczyźni wyglądali malowniczo i dziko w swych baranich kożuchach oraz wysokich stożkowatych kapeluszach, a kobiety, choć nie uderzająco piękne, zwracały uwagę swymi kolorowymi nakryciami głowy, krótkimi sztywnymi halkami i długimi butami. Wszyscy tu wyglądali o wiele bardziej nieokiełzanie i dziko niż chłopi Prus czy środkowych Niemiec".

Świetnie udało się pisarzowi oddać klimat epoki. Pisał, że krakusi to ludzie, którzy należą do niedającej się okiełznać rasy ludzi. Pisał on, że chociaż kraj był biedny, domy drewniane kryte słomą to ludzi byli twardzi i czuć było kościuszkowski ogień płonący w ich żyłach. Dalej pisarz dokonuje retrospekcji miasta. Opisuje dawną świetność miasta i pozostałe po tym fakcie ruiny, ubolewając nad takim stanem rzeczy.

Domy obskurne, a bramy brudne. Setki leniwie wyglądających, pół dzikich włóczęgów bezczynnie siedzą przy kościołach i placach publicznych żebrząc o jałmużnę – przedstawiał swoje wrażenia na kartach książki podróżnik. Wiele jest takich opisów o Krakowie, o jego mieszkańcach, ich życiu i trwaniu w oczekiwaniu na lepsze czasy.

Warto przeczytać ten rozdział, aby dowiedzieć się, dlaczego brud w jednej z krakowskich dzielnic jest o wiele gorszy niż w pozostałych i skąd wzięły się tam czarne domy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

oddaj mi teraz ja będę czytać :))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.