Facebook Google+ Twitter

"Amerykański Gangster" - film godny polecenia

W skorumpowanym i zdemoralizowanym świecie, gdzie każdy opłaca każdego, można wziąć stronę winnego, nawet wtedy gdy wie się o jego przestępstwach. Film o Franku Lucasie (narkotykowym lordzie), jest popisem aktorskim Denzela Washingtona.

"Amerykański gangster", reż. Ridley Scott / Fot. fot. mateiały prasoweOstatnie lata dla Ridleya Scotta z pewnością do tłustych nie należały, wystarczy przypomnieć, takie filmy jak: "Dobry rok" czy "Królestwo niebieskie", aby uświadomić sobie, że ten wielki reżyser przeżywał lekką artystyczną zapaść. "Amerykański gangster" będzie powrotem na salony i zapewne posypią się nagrody w wielu krajach.

Zauważyć należy jednak, że tym razem reżyserowi pomogło życie. Nakręcił film oparty na prawdziwych zdarzeniach. Opowiedział historię Franka Lucasa, handlarza narkotyków, który stał się jednym z największych bossów mafijnych w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 60. i 70. W postać mafiosa wcielił się Denzel Washington, laureat dwóch Oskarów, aktor, który zwykł tworzyć kreacje zapadające w pamięć. Dzieje się tak również w przypadku "Amerykańskiego gangstera", gdzie jako szef mafii, człowiek bezwzględny, popełniający szereg najcięższych zbrodni - wzbudza sympatię. Na przeciwko jemu postawiony zostaje policjant Ritchie Roberts (Russell Crowe). Uczciwy "glina", mający problemy rodzinne, a jedyne sukcesy jakie odnosi dzieją się w pracy. Jakże często ten wzorzec jest wykorzystywany w kinie, tym razem jednak nie będę się czepiał, gdyż inspiracją filmu są... prawdziwe zdarzenia.

Konfrontacja, dwóch odmiennych postaw i charakterów, sprawia, że pojedynek na spryt, przebiegłość i inteligencję głównych bohaterów staje się główną osią filmu. I tak dobry policjant, ale z problemami, ściga bezwzględnego szefa mafii, który zmonopolizował rynek narkotyków, siejąc zamęt w całym przestępczym światku Nowego Jorku. Finał tej historii jest znany wszystkim, gdyż wystarczy sięgnąć do biografii Franka Lucasa. Balansowanie między dobrem a złem nigdy nie należało do najłatwiejszych, wie to doskonale detektyw Roberts, który z jednej strony jest niezwykle uczciwym policjantem (nie ulega pokusie, jaka czeka go na początku historii), z drugiej zaś kompletnie nie radzi sobie w sprawach emocjonalnych i to w dużej mierze z własnej winy. Z Frankiem Lucasem jest podobnie, postać o wyjątkowej elegancji, o niespotykanym obyciu i inteligencji, musi działać nie zawsze zgodnie z samym sobie, ale według narzuconego kanonu przestępczego. Jest to zdecydowanie najjaśniejsza strona "Amerykańskiego gangstera".

Istnieje jeszcze jeden sposób interpretacji tegoż obrazu, zwłaszcza w dobie nasilającej się kampanii prezydenckiej w USA, gdyż podobnie jak Frank Lucas, Barack Obama chce mądrze kierować swoją społecznością (o czym usłyszeć można niemal w każdej dłuższej przemowie Washingtona - Lucasa). Wnioski takie można wysnuć, gdyż postać grana przez Denzela Washingtona jest nieco wygładzona i dodano do niej dość dużo ideologii. Dlatego wspomniałem o uczuciu sympatii do Lucasa, mimo iż na nią nie zasługuje. Wydaje się, że w zamierzeniu twórców miała być to historia walki o godność Afroamerykanów, z kontrowersyjnym, acz wielkim bohaterem (nie bojącym się nawet przeciwstawić amerykańskiej demokracji). Jest to, moim zdaniem, nadużycie.

Ważne odnotowania jest również tło tych wszystkich wydarzeń. Społeczność murzyńska przełomu lat 60. i 70. w biednych dzielnicach Harlemu czy Bronksu, pełna złości na ciągłą dyskryminację ze strony białych, ale także bezsilnych i zagubionych w bratobójczych walkach o pieniądze i władzę. Dbałość o szczegóły naprawdę robi wrażenie. Udało się pokazać m.in. jak żyli "klienci" Lucasa z całą wymownością i dramaturgią tego obrazu. Czuć klimat ulic Nowego Jorku m.in. dzięki świetnej muzyce czy dbałości o każdy szczegół wpływający na atmosferę tamtych lat.

Bardzo ciekawym posunięciem, jak na konwencję kryminałów, jest zminimalizowanie tylko do najważniejszych - dla fabuły - scen przemocy i walk. Mimo że odnosi się wrażenie ciągłych wojen i ciągłej brutalności, jest tu dużo spokoju, dzięki któremu możemy śledzić powstawanie imperium Franka Lucasa. Wątki sensacyjne nie wypełniły "czarnych dziur" scenariusza i za to należą się duże brawa dla twórców. Można powiedzieć, że tam gdzie nic się nie dzieje, dzieje się naprawdę dużo, dzięki czemu udaje się zauważać niuanse życia w mrocznym świecie nowojorskich przestępców, jak i policjantów.

"Amerykański gangster" z pewnością nie będzie "Czarnym Ojcem Chrzestnym", ale jest to film godny polecenia - ze względu na klimat (naprawdę dobrego kryminału), na możliwość przeniesienia się do USA sprzed kilku dekad oraz okazja podziwiania dwóch znakomitych aktorów - Denzela Washingtona i Russella Crowe'a. Polecam.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

po tej recenzji sama chętnie obejrzę:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

no więc widziałam

film dobry, trzyma w napięciu, odniesienia do Ojca chrzestnego są jawne i nie ukrywane, film też jest gęsty pod względem znaczeń, nie jest to tylko strzelanina i jatka.

w sumie niezły.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wczoraj w nocy ogladałem ja wiem czy to taki dobry film jak ojciec chrzesny....
klasyka ? fakt film oparty na prawdziwej histori afroamerykańskiego gankstera ale zeby polecać go innym
to zalerzy kto ma jaki gust serio dlamnie to przecientny film dobrze ż edarmowo mogłem zobaczyć bo tak bym załował forsy he he he he heee

Komentarz został ukrytyrozwiń

kocham się w Ojcu chrzestnym, wszytkich 3 częściach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

właśnie sprawdzam kiedy grają i zaraz się wybieram;]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.