Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

125778 miejsce

Anarchia władzy, władza anarchii

Stawiając się w wydumanej opozycji naród - władza po stronie narodu, PiS pozbawia się szansy na efektywne sprawowanie władzy w przyszłości.

Zastanawiałem się ostatnio, co najmocniej łączy głośne środowiska "obrońców Krzyża", "prawdziwych Polaków", "rodziny ofiar", "moherowe babcie" z poważnymi nieraz publicystami, "umiarkowanymi" zwolennikami i politykami PiS i wreszcie samym Jarosławem Kaczyńskim. Co sprawia, że wszyscy oni zdają się znajdować wspólny język z taką łatwością?

Łatwo byłoby uciec się do wyśmiewania, wytykania paranoi czy innych, poważniejszych schorzeń, oskarżać o populizm, obrzucać cieńszymi aluzjami i grubszymi inwektywami. Ale takie proste postawienie sprawy uniemożliwia głębsze zrozumienie tego, co potrafi wyzwalać w ludziach aż tak głębokie emocje jak te, których byliśmy świadkami w tym tygodniu.

Próba zrozumienia tych emocji, powiązana z najbardziej nawet pobieżną znajomością historii Polski, prowadzi mnie do jednoznacznego wniosku - łączy tych ludzi głęboka niewiara w legitymację jakiejkolwiek władzy. Władza tylko wtedy nie przeszkadza, kiedy jej zbyt wiele nie ma. A najlepiej w ogóle.

Trudno się tak naprawdę im wszystkim dziwić. Jeśli są starsi, większość lat przeżyli pod lżejszą lub cięższą okupacją. Jeśli młodsi, to pewnie wychowani przez starszych w przeświadczeniu, że "władza" zawsze jest zła. Od co najmniej XVIII wieku tylko z małymi przerwami ciąży nad nami ten sam problem - władza jest przeciw narodowi, przeciw Polsce. Jak można ich przekonać, że wreszcie nadszedł inny czas? Jakie ukryte głęboko modele zachowań obywatelskich obudzić w tych, którzy z tych modeli nigdy nie mieli szansy skorzystać? Tłumek spod krzyża to udana personifikacja tej skrajnej nieufności "przeciw wszystkim". Księża, harcerze, urzędnicy państwowi, wszelkie autorytety mogą zostać okrzyknięte zdrajcami jeśli tylko stają po stronie władzy.

Jest nieszczęściem naszej demokracji to, że zawsze znajdują się siły gotowe tę nieufność wykorzystać. Jednak to czego demagodzy zdrady narodowej nie dostrzegają tego, że na dłuższą metę ta sama nieufność staje się ich klęską. Dołączają tym samym do tego samego panteonu męczenników, który chwilę wcześniej wykorzystali do wspięcia się na piedestał - ale dla nich samych jest już za późno.

Rząd Jana Olszewskiego, posługujący się logiką "wszyscy są agentami", musiał upaść. Natychmiast wpisano go do naszej martyrologicznej legendy. Na tej legendzie wyrosła potęga PiS-u i braci Kaczyńskich, jednak gdy tylko zdobyli pełnię władzy - naród przestał im ufać. Z "Nas" stali się "Onymi". Sukces zdobyty na takich podstawach musiał przerodzić się w klęskę.

Wtem, wskutek nieszczęsnej katastrofy smoleńskiej, prezydent Kaczyński przeszedł do legendy na trwałe. Dopisany do listy tych, którzy zginęli w walce o naród, niczym powstaniec czy sybirak, spoczął obok generała Sikorskiego, którego główną zasługą także w końcu okazało się to, że zginął. Ponieważ Lechowi Kaczyńskiemu nie grozi już nigdy zdobycie władzy, stał się symbolem idealnym. Jego brat tym samym stanął przed rzadką drugą szansą - oto "męczeńska" śmierć Lecha na powrót legitymizuje Jarosława. Znowu staje po "Naszej" stronie. Tylko na jak długo?

Nie wiem, czy PiS zdaje sobie sprawę z opisanych wyżej prawidłowości? Nawet najgroźniejsi populiści w historii, jeśli faktycznie zależało im na władzy, mieli do zaproponowania coś konstruktywnego, ot choćby przysłowiowe autostrady. Tymczasem partia która otwarcie wpisuje na sztandary jedynie hasła anarchii nie jest w stanie sprawować skutecznie żadnej władzy - może tylko przeszkadzać, judzić, psuć a wreszcie upaść. I o ile samego PiS-u mi nie szkoda, szkoda mi trochę losu polskiej demokracji i państwa, bo wygląda swoją drogą na to że jedynym ich głośnym obrońcą pozostaje Janusz Palikot. A jemu to w ogóle już nikt nie ufa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

Może istotnie Polacy w większości nie mają zaufania do władz, bo skłaniają ich do tego bardziej współczesne niż historyczne doświadczenia. O historycznych powodach mało się pamięta. Nie znaczy to jednak, że nie chcieliby silnej i rozsądnej władzy, przynajmniej w zdecydowanej większości. Wydarzenia na Krakowskim Przedmieściu nie są reprezentatywne dla większości. Uważam, że te w gruncie rzeczy marginalne, choć rozdmuchiwane (i medialnie i teatralnie) wydarzenia są celowo wyolbrzymiane przez zainteresowanych w ich kontynuowaniu polityków i to nie tylko z PiS oraz przez niektóre odłamy hierarchii kościelnej. Też uważam, że w przedłużającej walce krzyżami PiS może tylko stracić i to grubo.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Henryku, Stańczyk też przez śmiech bronił powagi państwa. Można rzec, jakich mamy królów, takich Stańczyków...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 04.08.2010 19:19

I tu w tym miejscu pod artykułem Pana Jakuba po raz pierwszy chyba zgadzam się z Panem Zdzisławem.!!!
Tekst, zawartość, styl, wymowa i logika na 5+.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bardzo sensowny artykuł. Moje 5* Z tym Palikotem, to jednak przesada - to nie obrońca władzy, a prześmiewca, taki współczesny Stańczyk, tylko stosownej czapeczki z dzwoneczkami nie założył.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.