Facebook Google+ Twitter

Anarchistyczny żart, czyli "Śmierć pracownika" w Teatrze Polskim w Poznaniu

Anarchistyczny żart w teatrze - "Śmierć pracownika" Michała Kmiecika w reżyserii Ivo Vedrala - jest dość mroczną wizją ludzkich relacji podanych w formie wykraczającej poza odwieczne kanony i zasady.

Nadmiar opinii i recenzji bywa zwodniczy i przynosi skutek odwrotny do zamierzonego. Dość wiedzieć, że "Śmierć pracownika" splata wiele wątków, mniej lub bardziej czytelnych odniesień do literatury, a nade wszystko powołuje się na niezależny i antysystemowy konwenans.

Prolog Ewy Szumskiej, rzeczowo i z cieniem rebelii w tonie głosu, przygotowuje odbiorcę na czekające go wrażenia i kolejne wejścia. Pierwiastek narracyjny i następujący po sobie aktorzy stwarzają poczucie współuczestniczenia w dynamicznie rozwijających się sekwencjach, które wbrew pozorom zawsze zawierają wyważony ładunek logiki. Opowieść niepokoi i intryguje.

Kiedy pojawia się Piotr Dąbrowski, jako szukający pracy, manifestuje się nieomal uosobienie buntowniczej natury. Miejsce na ziemi ma gwarantować praca, co poszukującemu zajęcia nie udaje się. Próbuje, rozmawia, jest zbywany, jest gromiony. Nie zdobywa się na zrozumienie go żądny awansu pracownik, którym jest Jakub Papuga. Jemu się udało i zaświadcza o tym swoim poukładanym co do minuty rozkładem dnia, a zarazem coraz częściej goniąc za samym sobą. Ostatecznie, nie może się odnaleźć. Rola zaskakuje dowcipem i pozwala publiczności poczuć bliski kontakt z aktorem, ze sztuką, z teatrem.

Kolejna próba skonfrontowania potęgi sugestii ze świadomością widza to impuls niesiony bliżej nieokreśloną, a bardzo mocną sylwetką finansisty, przedsiębiorcy, człowieka dużego formatu. W tej roli znakomicie odnajduje się Wojciech Kalwat. Zachodzi przedstawienie więzi budzącej skojarzenie z dominacją poprzez niepożądany stosunek zależności. Do rangi rekwizytu urasta osoba Anny Sandowicz. Sekretarka, utrzymanka czy też nijaka podwładna staje się nieomal żywą wykładnią prawa jakie zdaje się przemawiać przez możnego. Podrażnione zostają mechanizmy obronne publiczności. Finansista wygłasza porażającą tyradę, której programowy chłód roztacza obraz systemu i ludzkiej od niego zależności.

Dodatkowym elementem zaskoczenia jest wprowadzenie suflera. Maria Skowrońska-Ferlak w żartobliwy sposób zdaje się wnosić odrobinę ładu w dość chaotyczny i rozdzierany emocjami świat. Takiego też wrażenia doznaje odbiorca, widz, uczestnik spektaklu. Czas i przestrzeń w swoim niedookreśleniu zastanawiają. Kumulacja uczuć, emocji, symboli rozłożona została i poddana transformacji w pięciu postaciach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.