Facebook Google+ Twitter

Andrzej Bobowski, król polskich kibiców, opowiada o piłce W24

Andrzej "Bobo" Bobowski, król polskich kibiców, był na 9. Mistrzostwach Świata, 5. Mistrzostwach Europy. Obejrzał ponad tysiąc meczów Legii, polskiej reprezentacji w piłce nożnej na żywo kibicował 221 razy - te liczby muszą robić wrażenie.

Król polskich kibiców Andrzej "Bobo" Bobowski. / Fot. Andrzej BobowskiPanie Andrzeju, na wstępie dziękuję za spotkanie. Pomimo wieku wciąż jest Pan bardzo aktywnym człowiekiem. To ogromny zaszczyt poznać króla polskich kibiców.
Cała przyjemność po mojej stronie. Fakt, w lutym byłem po 40 latach na Pucharze Świata w skokach w Zakopanem, pojawiłem się również na benefisie Adama Małysza. Jutro mam zamiar udać się do Płocka z okazji otwarcia wystawy fotografii, poświęconej pamięci Kazimierza Górskiego, patrona stadionu Wisły Płock. Mam też zamiar pojechać do Bydgoszczy na walkę Krzysztofa "Diablo" Włodarczyka. Krzysiek pierwszy raz będzie bronił pasa mistrzowskiego w wadze junior ciężkiej federacji WBC.

Zarówno pożegnalna impreza Adama Małysza, jak i walka "Diablo" Włodarczyka, to ważne wydarzenia dla polskiego sportu. Ja jednak przyszedłem do Pana, aby porozmawiać o czasach, można by rzec, zamierzchłych. Urodził się Pan w czasie wojny. Jak wyglądało Pana dzieciństwo?
Tak, na świat przyszedłem w Warszawie w 1940 roku. To były ciężkie czasy, wkoło szalała wojna. Wybuch powstania warszawskiego rozdzielił moją rodzinę. Ja znalazłem się pod opieką taty i ciotki Zofii, biorących udział w powstaniu, a dwóch moich braci pod opieką mamy. W dniu 13 sierpnia mój tata został ranny w wyniku wybuchu czołgu pułapki. Po kapitulacji Starówki, rozdzielono mnie z ojcem. Tata trafił do szpitala w Sulejówku, ja do domu dla podrzódków na Nowogrodzką. Później, aż do 1947 roku, tułałem się niemalże po całej Polsce. Podobnie jak warszawskie dzieci, trafiłem do obozu w Pruszkowie, następnie przenieśli mnie do Nowego Targu. Ostatecznie w czterdziestym siódmym ojciec odnalazł mnie w Sławnie i razem wróciliśmy do Rawy Mazowieckiej, wtedy tam mieszkaliśmy, bo w stolicy zniszczonej wojną nie było mojego domu.

To traumatyczne przeżycia, gdzie tu miejsce na sport?
Wie Pan, w okresie wojny byłem bardzo mały, wtedy mało kto miał głowę do jakichkolwiek przyjemności, w tym również tych sportowych. Wszystko zmieniło się po wojnie, jak czasy się uspokoiły. Zanim zacząłem kibicować, oczywiście sam uprawiałem sport. Pamiętam zimą na przykład, jeszcze w szkole podstawowej, biegałem na nartach. Tylko tamte narty mało przypominały te, których dzisiaj używają zawodnicy. Pamiętam, podczas jednego biegu urwało mi się wiązanie, to było kilometr przed metą. Bieg musiałem ukończyć na jednej biegówce.

Niech zgadnę, latem natomiast kopał Pan futbolówkę?
Nie do końca. Oczywiście, kopało się piłkę z kolegami, ale w szkole podstawowej uprawiałem także czwórbój, by zdobyć odznakę BSPO (Bądź Sprawny do Pracy i Obrony). Jeżeli chodzi natomiast o piłkę, to nie grałem w żadnym klubie. Po lekcjach z kolegami szło się na plac za szkołą, z tornistrów robiło się bramki i się kopało piłkę. Wtedy nie było komputerów, tych wszystkich miejsc, do których dzisiaj młodzież może iść dla zabicia czasu. Jak przychodziło lato, a dzień był strasznie długi, to sport był lekarstwem na nudę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Jeszcze bardziej nie można było polizać tylka"Bobo"?

Jak samemu można mianować się na króla...

Komentarz został ukrytyrozwiń
Tomasz Sadowski
  • Tomasz Sadowski
  • 07.04.2011 10:47

Panu dziennikarzowi obywatelskiemu mógłby bardzo przydać się bliższy kontakt ze słownikiem jezyka polskiego. I to im prędzej, tym lepiej. A najlepiej zanim się coś napisze.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.